środa, 20 października 2010

Płyną myśli z Gdyni. Pueblo

Dzisiaj po raz pierwszy potraktuję Was jak mój Pamiętnik. Wiele razy zastanawiałam się, czy aby na pewno... napisać? Czasami człowiek potrzebuje się wygadać.
Nie mam nic przeciwko jesieni. Kolorowej. Słonecznej. Ciepłej. Dzisiaj jest szaro. Wczoraj też było szaro... Rozpoczął się drugi tydzień mojego pobytu w Gdyni. Tłumaczę sobie, że Szymon właśnie teraz mnie potrzebuje. I mam taką nadzieję. Jutro Jego wielki dzień... Ostatni egzamin studencki. Wiem, że wszystko będzie dobrze, wiem, że On też o tym wie. Chociaż nie mogę napisać ani powiedzieć, żeby chodził wesolutki i rozluźniony... Będzie dobrze ;-) chill...
Chcąc oderwać się od tej ponurej rzeczywistości, wybraliśmy się do Pueblo. Odwiedzamy Pueblo od ponad 4 lat. Uwielbiam panującą tam atmosferę. Jest ciepło, przytulnie...Pueblo ma w sobie to coś (fota z ich strony głównej). Gdyńskie Pueblo  ;-) Urzeka wystrojem w ciepłych, bajecznie kolorowych tonacjach. I zapachem. W tle rozbrzmiewa meksykańska muzyka. Oboje przepadamy za kuchnią meksykańską.
Kiedy jesteśmy w podróży, szukamy meksykańskiej knajpki. Gdańskie El Paso do mnie nie przemawia. Myślę nawet, że poznańskie Czerwone Sombrero również może się schować w porównaniu z gdyńskim Pueblo :-) Do Pueblo po prostu się wraca. I jeszcze nigdy Nas nie zawiodło. Od jakiegoś czasu wprowadzili lunchówki. Z perspektywy konsumenta stwierdzam, że to świetny pomysł :-) Chociaż i tak prawie trzeba było nas wykulać z knajpy :D Tacy byliśmy pełni. Lunchówka składa się z dwóch dań, zupy i dania głównego.
 
Moja zupka (po lewej): Crema de elote y pollo (że co? :P), czyli krem z kukurydzy i selera (tam był też seler?!), zaprawiany żółtkiem i śmietaną, z grzankami i kawałkami kurczaka.  Krem baaardzo gęsty. Bardzo lubię kremowe zupy, ale ta była wyjątkowo gęsta. Słodka. Nie zjadłabym jej czystej, bez grzanek i mięsa. Za słodka. Szymon natomiast zamówił Crema de frijoles negros (po prawej). 
Jest to bardzo smaczny krem z czerwonej fasoli, cebuli i warzyw, podawany ze śmietaną i kukurydzianymi chipsami. Żałuję, że nie zamieniliśmy się miseczkami :D Szymonowi bowiem, smakowały dwie ;-) Ja preferowałam fasolową. Taka zupka porządnie rozgrzewa.
Słodki kukurydziany posmak został szybko zastąpiony smakiem czerwonego ryżu. Kocham czerwony ryż! Wie o tym mama i zawsze chętnie go przyrządza w domu :-) Jednak meksykański czerwony ryż jest nieco inny niż nasz domowy, w meksykańskim jest chyba dodatkowo biała fasola (?). Mniam ;-) Enchilada de cerdo, tak brzmi pełna nazwa drugiego dania. Co by nie mówić, trudno to wymówić :P hehe A co to było? Tortilla napełniona zmieloną wieprzowiną, papryką, zapiekana w serowo-paprykowym sosiku. Farsz miał delikatną słodką nutkę, ale nie wpadłabym na to, że to rodzynki i migdały. Generalnie, było smaczne. Pełne brzuchy poturlały się na spacer ;-) Jest szaro...
Kiedy wróciliśmy, przekopałam internet w poszukiwaniu tradycyjnych deserów meksykańskich. Upiekłam ;-) Ale o tym, co i jak, skrobnę jutro :-)
Pozdrawiam

Czy u Was też jest tak szaro?


5 komentarzy:

  1. Niestety u mnie również szaro, buro, ponuro. Jutro podobno ma u nas spaść pierwszy śnieg. Przeraża mnie to trochę, mam ochotę zawinąć się w koc i siedzieć w domu, popijając herbatę.

    Ta knajpka wygląda bardzo interesująco. Jestem pewna, że by mi się spodobała, bo też uwielbiam kuchnię meksykańską. Dzisiaj jadłam pikantną zupę z kukurydzy - pycha, ale podobnie jak w tej knajpce ta zupa też miała pewną słodycz (taka już uroda kukurydzy). Jak będę jechała do Gdyni to wezmę od Ciebie namiar na to miejsce. Napisz mi coś więcej o tym czerwonym ryżu, który robi Twoja mama :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam niecierpliwie na jutrzejsze słodkości - i zapisuję knajpę do odwiedzenia, jeśli zawieje mnie kiedyś na drugi kraniec Polski...

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo mi się podoba to co dziś tutaj znalazłam. te obrazków kilka i słów. chętnie odwiedzę to miejsce, w końcu z Gdańska do Gdyni mam tak niedaleko..

    OdpowiedzUsuń
  4. dziękuje, że jesteście i że mogłam Was wykorzystać pamiętnikowo ;-) a knajpa naprawdę fajna, Asiejo widziałam na Twoim blogu,że bywałaś w Gdyni, więc warto tam zajrzeć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też lubię Pueblo, a ponieważ nie próbowałam dań, które opisałaś, wiem co zamówię następnym razem:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Osoby anonimowe proszę o pozostawienie imienia lub pseudonimu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Kabka & Bodwick © 2010-2014