czwartek, 28 października 2010

Sałatka z surimi

Surimi, paluszki o smaku krabów. Najzabawniejsze jest to, że nie mają nic wspólnego z krabami :D Wśród składników surimi znajdziesz nic innego jak zmielone mięso białej ryby, które po przetworzeniu w pastę jedynie naśladuje mięso homarów, krabów oraz innych skorupiaków. Nie mniej, nadaje się do smacznych sałatek oraz smażenia ;-) Przepis od mojej przyszłej Teściowej ;-)
Składniki:
  • 3 opakowania Surimi (każde 100 g)
  • 5 ogórków chilli (można dać więcej lub mniej wedle uznania)
  • 3 jajka, ugotowane
  • 100 g makaronu ryżowego (nitki, wstążki, lub sojowy; używam f. Tao Tao)
  • 5 kopiastych łyżek majonezu
  • 170 g konserwowej kukurydzy złocistej (używam f. Bonduelle, wystarczy mała puszka)
  • sól i pieprz do smaku
  • posiekany koperek (opcjonalnie, jakoś zawsze o nim zapominam :P
Przygotuj makaron zgodnie z poleceniem na opakowaniu, tj. zagotuj wodę, po czym zalej nią makaron na 3 minuty, aż makaron zmięknie (przeważnie trzymam dłużej). Miękki makaron (al dente, nie rozgotowany :P) drobno pokrój, przełóż do miski. Ugotuj jajka na twardo, po czym pokrój w kostkę, dodaj do makaronu. Pokrój również ogórki (ważne jest, aby użyć ogórki chilli, ponieważ nadają sałatce wyrazistego smaku). Do miski z makaronem i jajkiem dodaj pokrojone ogórki, odsączoną kukurydzę. Pokrój w kostkę paluszki surimi i również dodaj. Na koniec dodaj kilka łyżek majonezu, całość delikatnie zamieszaj łyżką. Dopraw sałatkę solą i pieprzem wedle uznania. Odstaw sałatkę do lodówki, aby "przeszła smakiem". 
Wydawać by się mogło, że ze względu na smak makaronu ryżowego oraz surimi, sałatka będzie łagodna. Błąd. Sałatka charakteryzuje się intensywnym, ostrym smakiem, który zawdzięczamy ogórkom z chilli ;-) Ja dodatkowo sypię sporo pieprzu :P Najlepiej smakuje po odstaniu kilku godzin w lodówce, a może nawet na drugi dzień? Przede wszystkim, lubię w niej ostry smak ogórków łamany słodyczą kukurydzy ;-) mniam! Polecam do kolacji, jak i na drugie śniadanie!
Trochę chemii dla ciekawych...
Jak już wcześniej wspomniałam, surimi powstaje ze zmielonego mięsa białych ryb, takich jak na przykład tilapia czy mintaj. Po wielokrotnym płuczeniu, mięso poddawane jest ubijaniu i mieleniu, po czym w towarzystwie wielu dodatkowych składników (np. białka jaj, skrobi, soli, cukru, polepszaczy etc.) przechodzi w konsystencję pasty. A sam proces utwardzania? Moja czysta chemia ;-) utwardzenie pasty jest wynikiem zajścia reakcji polimeryzacji miozyny (białka) zawartej w mięsie ryb, zachodzącej pod wpływem ciepła. Najważniejszym czynnikiem wpływającym na dany proces polimeryzacji, utwardzenia jest gatunek ryby. Z tego względu przede wszystkim stosuje się ryby o mięsie białym, bogate w miozynę. Poza tym, wśród składników surimi znajdziesz również polepszacze w postaci tranglutaminianu czy glutaminianu sody, które jak sama nazwa wskazuje polepszają teksturę i smak surimi. Ale bez obaw...
Nie wiem co mnie dzisiaj naszło. Tęsknota za chemią. Wybaczcie. No ale, całe nasze życie to chemia. I nie mam na myśli chemii w negatywnym sensie tego znaczenia. Fizyka też... w sumie, co ja dzisiaj plotę? :D
Ps. Dostałam staż w Instytucie Biotechnologii :-) To pewnie stąd ta chemia...

środa, 27 października 2010

Cynamonowe ślimaczki (drożdżówki)

Delikatnie cynamonowe, miękkie bułeczki drożdżowe. Ze względu na kształt, nazwałam je ślimaczkami. Nie oszukujmy się, bardziej czasochłonne niż pracochłonne. Odpowiedni czas fermentacji ciasta drożdżowego zapewnia miękkość i pulchność otrzymanych drożdżówek. Nie mniej, warto poczekać. Wyszło 25 ślimaczków. A przepis znalazłam u Fanny na foodbeam.com
Ciasto:
  • 450 g mąki pszennej
  • 90 g cukru (6 i 1/2 łyżki)
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 80 g masła lub margaryny
  • 1 jajko, lekko ubite
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (opcjonalnie)
  • 40 g drożdży świeżych (lub 2 łyżeczki drożdży instant)
  • 200 ml mleka
  • 1/2 szkl. cukru cynamonowego (6 łyżek cukru + 1 i 1/2 łyżeczki cynamonu)
Lukier waniliowy:
  • 4-5 łyżek cukru pudru
  • 1-2 łyżki mleka (lub wody)
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (opcjonalnie)
Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową. Jeśli stosujesz świeże drożdże, przygotuj zaczyn drożdżowy: do miseczki wsyp 3 łyżki cukru (z 90 g), drożdże, zalej 3 łyżkami mleka (preferowane ciepłe). Całość dokładnie wymieszaj, przykryj ściereczką lub folią aluminiową i odstaw w ciepłe miejsce na min. 30 minut.
Roztrzep jajko z ekstraktem z wanilii. Na stolnicy rozsyp mąkę formując dołek, dodaj masło (lub margarynę) pokrojone w kostkę. W uformowany dołek wlej jajko, zaczyn drożdżowy (lub dodaj drożdże instant), po czym zacznij szybko ugniatać ciasto, dolewając co jakiś czas mleko. Jeśli ciasto jest suche, sypkie, dolewaj mleko, zagniataj. Jeśli natomiast ciasto klei się do rąk, dosyp troszkę mąki i ugnieć. Uformuj z ciasta kulkę, przełóż do dużej miski, przykryj folią spożywczą i odstaw (w temperaturze pokojowej) na min. 2 godziny lub do czasu, aż ciasto podwoi swoją objętość (w cieple urośnie szybciej :P)
Następnie, uderz w ciasto pięścią (wypuszczamy powietrze). Nabierz 1/3 ciasta drożdżowego, rozwałkuj na grubość ~0.3 cm, na posypanej uprzednio mąką stolnicy, formując prostokąt. Jeśli powstało Ci koło, odetnij boki, tworząc prostokąt. Nie rozwałkuj ciasta zbyt cienko. W przeciwnym razie otrzymasz drożdżówki zbite i gumowe, aniżeli miękkie i pulchne. Rozsyp część cukru cynamonowego na całą powierzchnię rozwałkowanego ciasta.
Pokrój ciasto wzdłuż dłuższego boku tworząc długie pasma. Każdy paseczek zroluj tworząc spiralkę (koniec każdego pasma możesz posmarować niewielką ilością wody w celu lepszego sklejenia spiralki).Posyp blaszkę mąką, rozłóż ślimaczki w odległości min. 3 cm z każdej strony, po czym odstaw blaszkę, aż drożdżówki zwiększą swoje rozmiary prawie dwukrotnie. Piecz w temperaturze 180°C przez około 20-30 minut, aż ślimaczki delikatnie zarumienią się, ostudź. Ostudzone bułeczki drożdżowe polej lukrem (lukier powinien być bardzo gęsty, powoli spływać z łyżki).
Jakoś nie pasuje mi do nich nazwa "drożdżowe bułki cynamonowe". Może dlatego, że widziałam u Liski śliczne, tradycyjne bułki cynamonowe :P Stąd mój pomysł na ślimaczki. Dlaczego nie? Według mnie są za mało cynamonowe ;-) jeśli ktoś z Was skusi się wypróbować przepis, dajcie conajmniej 2 łyżeczki cynamonu do cukru cynamonowego.
Osobiście bardzo lubię aromat oraz smak cynamonu i żałuję, że czułam go co któryś kęs. Ślimaczki przetrzymuje w puszce, żeby nie stwardniały. Są miękkie i pulchne. Podjadam je popijając herbatką ;-) o! herbata! Zapomniałam Wam powiedzieć ;-) W zeszłym tygodniu kupiłam herbatkę sypaną o nazwie "chwila przy kominku" :D herbatka czarna z dodatkiem m.in. rodzynek, pomarańczy (bardzo intensywny aromat), kwiatu hibiskusa, piwonii... pasuje na jesienne popołudnie ;-) I do cynamonowego ślimaka jak znalazł :D

poniedziałek, 25 października 2010

Apple crumble

Kolejny, po Creme Brulee, sposób wykorzystania ramekinów. Apple crumble od dzisiaj należy do moich czołowych, wyjątkowych deserów na jesienne popołudnia. Jeśli lubisz smak pieczonych jabłek, ten deser pokochasz. Wszystko zawdzięczamy migdałowej kruszonce. Przepis za Pierrem Herme (4 porcje w ramekinach o średnicy 9 cm)
Składniki:
  • 250 g kruszonki migdałowej (kliknij po przepis)
  • 0.5 kg jabłek (użyłam 3 o łącznej wadze 70 dag)
  • 30 g rodzynek (użyłam 4 łyżki, pokroiłam)
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu (w oryginale szczypta)
  • 15 g brązowego cukru (czubata łyżka)
  • 15 g masła
  • śmietanka 36% do deserów, lub creme fraiche
Przygotuj kruszonkę migdałową i wstaw do lodówki. Obierz jabłka, wykrój gniazda nasienne, pokrój w ósemki (pokroiłam w większą kostkę). Jabłka przełóż do miski, dodaj rodzynki, cynamon, cukier i doładnie wymieszaj. Masło włóż na patelnię i podgrzej, aż się roztopi. Dodaj mieszaninę jabłek. Mieszając, smaż, aż jabłka się zarumienią, zmiękną.
Nagrzej piekarnik do 200°C. Ramekiny (lub inne żaroodporne naczynia/naczynie) wysmaruj masłem, po czym nałóż jabłka do 3/4 wysokości, obsyp obficie kruszonką. Wstaw do piekarnika, obniż temperaturę do 150°C i piecz przez 15 minut. I przyznam się Wam szczerze, że wracam po 15tu minutach do kuchni, zaglądam do piekarnika, a kruszonka nie zarumieniona. Podkręciłam grzanie do 200°C, piekłam kolejne 15 minut, aż kruszonka nabrała złotego koloru.
Dlatego radzę Wam zapiekać od razu w temperaturze 200°C, aż do momentu zarumienienia się kruszonki, min. 15 minut. Podawaj na ciepło w towarzystwie gęstej śmietany.
A teraz najważniejsze: smak. Nie trzeba lubić jabłek, żeby wręcz pokochać ten deser. Piszę tak, ponieważ moja mama nie przepada za jabłkami pod żadną postacią, a mimo to powiedziała "pycha". I gdyby nie fakt, że jadłam deser też ja, pomyślałabym, że chce mi sprawić tymi słowami przyjemność. Ale nie... Każda łyżeczka tego deseru w obecności śmietanki łaskocze podniebienie. I wiecie co, najfajniejsza jest skorupka z migdałowej kruszonki :-) Moim zdaniem, pieczone migdały smakują o wiele lepiej niż zwykłe płatki lub migdały w całości. 
Generalnie, kiedy przebijasz się łyżeczką przez kruszonkę, napotykasz na miękkie kosteczki jabłka, słodkie, z nutką cynamonu. Mniam. Idealny ciepły deser na zimne, jesienne popołudnia.
W oryginale Herme podaje przepis z wykorzystaniem jednego większego naczynia żaroodpornego. Nałóż wówczas upieczone crumble łyżką na talerzyk i zajadaj się nim ze śmietanką. Jeśli jednak masz ramekiny, wykorzystaj je :-) Wygląda apetyczniej i wykwintniej.
A tak w ogóle, jest to mój pierwszy deser z mojego nowego nabytku ;-) No w sumie pierwsza była migdałowa kruszonka, ale to był dodatek! Prawda, że śliczny?
Kiedy pod koniec tygodnia wróciłam do rodzinnego miasta, książka już na mnie czekała. Kasiek kupił, listonosz przyniósł :D  

"Desery, od najprostszych po wykwintne", Pierre Herme :-) tadam!

I ciesze się jak małe bobo, które dostało wyjątkowo dobrego lizaka :D

Kruszonka migdałowa

Tak, zaczyna robić się dziwnie :-) Nigdy wcześniej nie wpadłabym na to, żeby poświęcić post kruszonce. Każdy z nas bowiem i tak robi własną kruszonkę, prawie zawsze na oko. Nie mniej, gdybym użyła dzisiaj zwykłej kruszonki do Apple Crumble, nie smakowałoby tak wyjątkowo. Kruszonka jest bardzo migdałowa i będę do niej wracać. Cytuję za Pierrem Herme (składniki na 250 g kruszonki)
Składniki:
  • 60 g masła, oziębionego
  • 60 g cukru drobnego
  • szczypta soli
  • 60 g mąki pszennej
  • 60 g utartych migdałów (posiekałam płatki)
Masło pokrój w kostkę o boku około 1,5 cm. Przełóż do miski, dodaj cukier, sól, mąkę oraz posiekane (lub utarte) migdały. Całość rozcieraj za pomocą drewnianej łyżki, aż utworzą się grudki zbliżonej wielkości.
Wielu z nas rozciera składniki palcami, aż drobinki masła pokryją się mąką i migdałami. Też tak robiłam :-) aż do dzisiaj. Pierre radzi rozcierać składniki drewnianą łyżką, ponieważ w ten sposób masło nie zacznie się częściowo roztapiać, jak to ma miejsce w przypadku rozcierania palcami. Dzięki temu otrzymana kruszonka jest bardziej krucha. Otrzymaną kruszonkę wstaw do lodówki. Wyłóż ją tuż przed użyciem.
Wspaniale, kruszonka jest. W takim razie zapraszam Was na prawdziwy deser. Sprawdźcie, na co tak właściwie potrzebna była ta kruszonka :-) Zapraszam do następnego posta!

sobota, 23 października 2010

Ryż czerwony

Można by powiedzieć, że od kilku dni utkwiłam w kuchni meksykańskiej ;-) Przynajmniej ja, ryż czerwony kojarzę właśnie z tą kuchnią... Nie mniej, ryż czerwony podawany jest w mojej rodzinie od wielu lat, i przyznam Wam, że nigdy nie był podawany do potrawy stricte meksykańskiej ;-) Z tego względu nazywam go podstawowym przepisem na "ryż czerwony". Bardzo dobrze smakuje z różnymi dodatkami, np. białą fasolą lub papryką. Przepis dedykuję Shinju ;-) (przepis babciny/maminy, na 6 porcji)
Składniki:
  • 3 torebki ryżu
  • 2 cebulki
  • 80 ml wody
  • 150 g koncentratu pomidorowego (użyłam f. Pudliszki w słoiczku 200 g)
  • szczypta sproszkowanego chilli (lub innej papryki)
  • sól i pieprz do smaku
Ugotuj ryż, rozetnij torebki i przesyp do garnka, odstaw. Posiekaj cebulkę, po czym smaż ją na małym ogniu, aż zmięknie. Następnie dodaj 3/4 słoiczka (z 200 g) koncentratu pomidorowego, wymieszaj dokładnie z cebulką.
Wlej wodę (zdjęcie powyżej), wymieszaj, smaż na małym ogniu, aż mieszanina zgęstnieje (odparuje woda). Przełóż połowę mieszaniny pomidorowej do garnka z ryżem, dodaj szczyptę papryki, sól i pieprz, całość delikatnie wymieszaj łyżką. Dodaj pozostałą część mieszaniny pomidorowej, ponownie zamieszaj tak, aż cała zawartość ryżu nabierze pomarańczowo-czerwonego koloru. Mieszaj delikatnie, aby zapobiec powstaniu tzw. brei.
Ryż będzie zbity, klejący, ale nie może być rozpaćkany (właśnie sprawdziłam z ciekawości w słowniku, czy istnieje takie słowo :D rozpaćkać się = ulec rozgnieceniu lub rozgotowaniu na gęstą masę, cyt. z SJP). Jeśli ryż będzie lekko kwaskowy, dodaj więcej pieprzu lub papryki. Czerwony ryż oczywiście nie pasuje do wszystkich potraw. Nie mniej jednak, ze względu na pobudzony apetyt i chętkę, został podany dzisiaj ze smażoną polędwiczką i pomidorkami.
I chociaż to tylko ryż, dla mnie zawsze staje się "królem" na talerzu ;-) Zdarza mi się wyjadać go już z garnka, po czym nie mam ochoty na kompletny obiad :D Napawa uśmiechem nie tylko oczy, ale i radują się kubeczki smakowe. Danie nabiera koloru, a zwykły obiad tak naprawdę przestaje być codzienny ;-) Co by nie pisać, bardzo lubię ten ryż (ale zielonego ze szpinakiem nie znoszę, fuj!)

piątek, 22 października 2010

Polvorones bezglutenowe

Polvorones należą do tradycyjnych meksykańskich wypieków. Aczkolwiek, można znaleźć wiele przepisów na polvorones, różniących się obecnością lub brakiem cynamonu, posiekanych orzeszków, pistacji. Poniższy powstał z połączenia dwóch przepisów, pierwszego przedstawionego przez żonę Meksykanina, drugiego stricte z uwzględnieniem mąki bezglutenowej. Ciastka znane są na świecie pod różną nazwą. Najbardziej znanymi są Mexican wedding cakes oraz Russian tea cakes. Powstały 54 ciasteczka
Sładniki:
  • 115 g masła (miękkiego)
  • 80 g cukru pudru
  • 240 g mąki bezglutenowej (użyłam f. Schar mix C)
  • 1 jajko
  • 2 płaskie łyżeczki cynamonu
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 3 łyżki drobnego cukru + pół łyżeczki cynamonu = cukier cynamonowy
Utrzyj w misce masło na puch (ucierałam za pomocą miksera), po czym dodaj cukier puder, ucieraj. Wbij jajko, wlej ekstrakt z wanilii, dodaj cynamon. Całość zmiksuj na jednolitą masę. Następnie dodawaj stopniowo mąkę, mieszając. Kiedy mieszanina nabierze znacznej gęstości i zacznie przywierać do łopatek miksera (po wsypaniu około połowy ilości mąki), dosypuj mąkę i zacznij ugniatać ręką.
Ostatecznie powinna powstać zbita masa, która nie klei się do rąk. Pobieraj niewielkie ilości masy, formuj kuleczki o średnicy 2 cm, po czym obtocz je w cukrze cynamonowym.
Układaj kulki na blaszce w odległości do 2,5 cm z każdej strony. Piecz w temperaturze 200°C przez 12-15 minut, aż ciasteczka stwardnieją, będą minimalnie rumiane. Ostudź na kratce.
Ciastka są mocno cynamonowe. W konsystencji są bardzo kruche (ich kruchość wynika przede wszystkim z użycia mąki bezglutenowej) i pudrowe, dlatego polecam je w towarzystwie ciepłej dobrej herbaty, ewentualnie kawy.
A poniżej przedstawiam Wam wspomniane różne nazwy upieczonych ciastek meksykańskich, tak dla ciekawych ;-)
Biscochitos/Mexico, Tea cakes/Sweden, Melting Moments /Australia, Mandulas kiflik/Bułgaria, Biscochos/Cuba, Kourabiedes/Greece, Polvorones/Italy & Spain, Rohlichky/Ukraine and Sand Tarts, Sandies, Butterballs & Moldy Mice/United States
Wynika z tego, że nie można w sumie przypisać tych ciastek do jednego tylko kraju. Niewątpliwie jednak, we wszystkich przepisach poleca się stosowanie dobrej jakości półproduktów, z tego względu ciastka te w dużej mierze piecze się okazyjnie, na Boże Narodzenie, "od święta" ;-) Ciastka są mocno maślane, kruchutkie, bogate w cukier. Nie mniej, upiekłam je niedawno i dzielę się z Wami ich cynamonowym smakiem :-)

Przepis dodaję do akcji:

Ps. Szymon obronił mgr inż. :-) hip hip hura! Niech żyje mój automatyk :*

środa, 20 października 2010

Płyną myśli z Gdyni. Pueblo

Dzisiaj po raz pierwszy potraktuję Was jak mój Pamiętnik. Wiele razy zastanawiałam się, czy aby na pewno... napisać? Czasami człowiek potrzebuje się wygadać.
Nie mam nic przeciwko jesieni. Kolorowej. Słonecznej. Ciepłej. Dzisiaj jest szaro. Wczoraj też było szaro... Rozpoczął się drugi tydzień mojego pobytu w Gdyni. Tłumaczę sobie, że Szymon właśnie teraz mnie potrzebuje. I mam taką nadzieję. Jutro Jego wielki dzień... Ostatni egzamin studencki. Wiem, że wszystko będzie dobrze, wiem, że On też o tym wie. Chociaż nie mogę napisać ani powiedzieć, żeby chodził wesolutki i rozluźniony... Będzie dobrze ;-) chill...
Chcąc oderwać się od tej ponurej rzeczywistości, wybraliśmy się do Pueblo. Odwiedzamy Pueblo od ponad 4 lat. Uwielbiam panującą tam atmosferę. Jest ciepło, przytulnie...Pueblo ma w sobie to coś (fota z ich strony głównej). Gdyńskie Pueblo  ;-) Urzeka wystrojem w ciepłych, bajecznie kolorowych tonacjach. I zapachem. W tle rozbrzmiewa meksykańska muzyka. Oboje przepadamy za kuchnią meksykańską.
Kiedy jesteśmy w podróży, szukamy meksykańskiej knajpki. Gdańskie El Paso do mnie nie przemawia. Myślę nawet, że poznańskie Czerwone Sombrero również może się schować w porównaniu z gdyńskim Pueblo :-) Do Pueblo po prostu się wraca. I jeszcze nigdy Nas nie zawiodło. Od jakiegoś czasu wprowadzili lunchówki. Z perspektywy konsumenta stwierdzam, że to świetny pomysł :-) Chociaż i tak prawie trzeba było nas wykulać z knajpy :D Tacy byliśmy pełni. Lunchówka składa się z dwóch dań, zupy i dania głównego.
 
Moja zupka (po lewej): Crema de elote y pollo (że co? :P), czyli krem z kukurydzy i selera (tam był też seler?!), zaprawiany żółtkiem i śmietaną, z grzankami i kawałkami kurczaka.  Krem baaardzo gęsty. Bardzo lubię kremowe zupy, ale ta była wyjątkowo gęsta. Słodka. Nie zjadłabym jej czystej, bez grzanek i mięsa. Za słodka. Szymon natomiast zamówił Crema de frijoles negros (po prawej). 
Jest to bardzo smaczny krem z czerwonej fasoli, cebuli i warzyw, podawany ze śmietaną i kukurydzianymi chipsami. Żałuję, że nie zamieniliśmy się miseczkami :D Szymonowi bowiem, smakowały dwie ;-) Ja preferowałam fasolową. Taka zupka porządnie rozgrzewa.
Słodki kukurydziany posmak został szybko zastąpiony smakiem czerwonego ryżu. Kocham czerwony ryż! Wie o tym mama i zawsze chętnie go przyrządza w domu :-) Jednak meksykański czerwony ryż jest nieco inny niż nasz domowy, w meksykańskim jest chyba dodatkowo biała fasola (?). Mniam ;-) Enchilada de cerdo, tak brzmi pełna nazwa drugiego dania. Co by nie mówić, trudno to wymówić :P hehe A co to było? Tortilla napełniona zmieloną wieprzowiną, papryką, zapiekana w serowo-paprykowym sosiku. Farsz miał delikatną słodką nutkę, ale nie wpadłabym na to, że to rodzynki i migdały. Generalnie, było smaczne. Pełne brzuchy poturlały się na spacer ;-) Jest szaro...
Kiedy wróciliśmy, przekopałam internet w poszukiwaniu tradycyjnych deserów meksykańskich. Upiekłam ;-) Ale o tym, co i jak, skrobnę jutro :-)
Pozdrawiam

Czy u Was też jest tak szaro?


niedziela, 17 października 2010

Risotto pomidorowe z owocami morza

Klasyczne włoskie danie z uwielbianym przez mojego S. ryżem, z tą różnicą, że używamy ryżu arborio. Arborio charakteryzuje się szerokimi i pękatymi ziarenkami, które doskonale łącząc się z przyprawami, wchłaniają ich smak. Po raz pierwszy w naszej kuchni zrobiliśmy risotto, które dosłownie pochłonęło aromat owoców morza... Przepis powstał w oparciu o przepis Franka P. Melodii ze strony countryliving.com  (na 4-5 porcji)
Składniki:
  • 1 cebula posiekana
  • 1 łyżka oliwy
  • 2 łyżki masła
  • 2 szkl. ryżu arborio (zużyliśmy całe opakowanie 400g)
  • 1/2 szkl. białego wina
  • 1 puszka pomidorów (użyłam f. Dawtona, całe bez skórki, 400g z zalewą)
  • 3 szkl. wywaru mięsnego (przygotowałam na szybko z kostki)
  • 1 mała puszka zielonego groszku konserwowego (użyłam f. Bonduelle, 200 g z zalewą)
  • 500 g rozmrożonej mieszanki owoców morza (ilość dla fanów owoców morza, wg nas zdecydowanie za dużo)
  • starty ser parmezan 
  • sól i pieprz do smaku
Niecodziennym zestawieniem, przynajmniej dla mnie, okazała się dzisiaj mieszanka owoców morza, w skład której wchodziły: paluszki krabowe, kalmary, małże oraz krewetki.
W dużej, głębokiej patelni rozgrzej oliwę,  dodaj i zeszklij posiekaną cebulkę . Dodaj ryż, mieszaj 1 minutę, po czym wlej białe wino. Całość gotuj do momentu wchłonięcia wina przez ryż, mieszaj. Pokrój w kostkę pomidory, po czym dodaj je do ryżu, wlej 2 szklanki wywaru mięsnego. Doprowadź mieszaninę do wrzenia, po czym zmniejsz grzanie i gotuj przez 10 minut,  mieszaj zapobiegając przywieraniu. Po upływie wskazanego czasu, w trakcie którego ryż spęcznieje, dodaj owoce morza, groszek oraz pozostałą trzecią szklankę wywaru.
Całość dopraw solem i pieprzem, przykryj przykrywką i duś przez kolejne 10 minut. Patelnię odstaw z ognia, dodaj 2 łyżki masła, wymieszaj. Jeśli nie przeszkadza Ci aromat oraz smak Parmezanu, wsyp kilka łyżek startego sera. Podawaj w miseczkach. Nasze chyba jednak okazały się za głębokie :P
Samo risotto charakteryzuje się dosyć kremową konsystencją. Ugotowany ryż aroborio jest al dente, lekko twardy w środku, rozpływający się na zewnątrz, smaczny. Pomidorowy smak risotto został pochłonięty smakiem owoców morza, oraz naszym zdaniem - niepotrzebnie - serem parmezanem.
Czy komukolwiek smakuje parmezan? Naprawdę??  Kiedy kupiłam parmezan po raz pierwszy, nie pamiętam już po co i do czego, posmakowałam i wyrzuciłam, myśląc, że jest zepsuty. Dzisiaj kupiłam coś, co zostało przetłumaczone "parmezan" po raz drugi i stwierdzam: o niee, poprzedni wcale nie był zepsuty, on jest po prostu niesmaczny! Śmierdzi, a po spróbowaniu pozostawia ohydny posmak w ustach. Nasze kubki smakowe przeszły dzisiaj trudne starcie z pseudo parmezanem... dlatego, jeśli w ogóle chcielibyście wypróbować ten przepis, radzę Wam, użyjcie dobry parmezan, a najlepiej pomińcie ser.
Poza tym, chyba przesadziliśmy z owocami morza. Chyba lubię tylko paluszki krabowe (które nie mają za dużo wspólnego z krabami :P)... Nigdy nie przepadałam za krewetkami, ew. można zjeść kalmary w panierce, ale na małże nie mogę patrzeć (te ostatnie na zdjęciu powyżej... :P a fee chociaż w smaku takie mdłe) Nawet mój S., który nie ma nic przeciwko morskim przysmakom, stwierdził, że 0,5 kg to zdecydowanie za dużo. A może to ten ser? :D
Danie polecam wielbicielom owoców morza, chociaż użyjcie mniejszą ilość, oraz ryżowcom :-)

Ps1. Sprostowanie co do pseudo parmezanu: po rozmowie z Shinju i moim S., poszperaniu w internecie, stwierdzamy, że to co dzisiaj kupiliśmy to nie był parmezan :D i tak moje uświadomione kubki smakowe robią antyreklamę formaggio da pasta. Kochający ten ser- wybaczcie! 

Ps2. To jak smakuje parmezan? :D I jakiej firmy kupić?

czwartek, 14 października 2010

Blondies bezglutenowe z żurawiną

Jest to moje pierwsze blondies w życiu :-) Dedykuję je Maggie, od której przypadkiem dowiedziałam się o istnieniu ciast z  rodzaju blondies. Przedstawione blondies pochodzi z innego przepisu niż to, o którym rozmawiałyśmy, ale mam nadzieję, że nie ujmuje ani smakiem ani wyglądem ;-) Przepis pochodzi ze strony tasteofhome.com, ilość została pomniejszona o połowę. Podaję przepis na blaszkę o wymiarach 17cm x 24cm
Ciasto:
  • 190 g mąki bezglutenowej (użyłam firmy Schar, mix C)
  • 85 g masła (użyłam margarynę)
  • 165 g drobnego cukru
  • 1 jajko
  • 2 żółtka (opcjonalnie, miałam nadmiar w lodówce)
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • szczypta cynamonu (opcjonalnie, nie dałam)
  • 3/4 szkl. suszonej żurawiny
  • 100 g białej czekolady
Polewa (przepis zmodyfikowany, w oparciu o komentarze na temat blondies z oryginału):
  • 100 g białej czekolady
  • 1 łyżka serka śmietankowego (cream cheese -przemielony twaróg-, użyłam firmy Turek)
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (opcjonalnie)
  • 1/2 szkl. suszonej żurawiny
Rozpuść margarynę w rondelku, ostudź. Następnie dodaj jajko, wymieszaj (ew. żółtka jeśli posiadasz ich nadmiar). Posiekaj drobno czekoladę oraz żurawinę (moja była dosyć duża, dlatego ją posiekałam). W jednej misce wymieszaj mąkę, sól, cukier, proszek do pieczenia, cynamon. Do suchej mieszaniny dodaj rozpuszczony tłuszcz oraz jajko, ekstrakt z wanilii, całość zmiksuj na wolnych obrotach. Masa będzie bardzo gęsta, nie spływa z łyżki. Kolejnie wsyp czekoladę, wymieszaj łyżką. Dosyp żurawinę i ponownie wymieszaj.
Wyłóż masę łyżką na uprzednio wysmarowaną tłuszczem i obsypaną bułką tartą blaszkę. Piecz w temperaturze 180°C przez 18-20 minut. Ponieważ piekłam blondies po raz pierwszy, nie miałam pojęcia, czy po 20 minutach jest już upieczone (po sprawdzeniu patyczkiem - był delikatnie mokry; może od czekolady, może od żurawiny, może takie ma być?). Ciasto piekłam 25 minut. Ostudź na kratce.
W między czasie przygotuj polewę: rozpuść białą czekoladę w kąpieli wodnej, po czym dodaj łyżkę serka, pół łyżeczki ekstraktu z wanilii i wymieszaj (pozostawiając miseczkę z mieszaniną w kąpieli wodnej). Polewa będzie stosunkowo gęsta. Polej ostudzone ciasto polewą, rozsyp żurawinę.
Generalnie rzecz ujmując, jest to jeden z nielicznych przepisów zza oceanu, który zdał egzamin za pierwszym podejściem, i do którego chętnie powrócę. Ciasto jest kruche, jak przystało na ciasto bezglutenowe. Sprawdzając je patyczkiem jest suche po bokach, delikatnie mokre w środku. Owszem, jak przystało na Polkę, zastanawiałam się, czy nie jest surowe ;-) niestety, nie oszukujmy się, mamy tendencję do przegotowywania potraw, makaronów oraz przesuszania mięs czy ciast w piekarniku :P Przynajmniej spotkałam się właśnie z taką opinią na temat polskiej kuchni (chociaż moim zdaniem jest wyjątkowo dobra w porównaniu z innymi :P). Mimo moich wątpliwości dotyczących krótkiego czasu pieczenia, po przeczytaniu innych komentarzy na temat tego rodzaju ciast, wyłączyłam piekarnik po 25 minutach.
Wśród wielu przepisów, a raczej komentarzy, znalazłam informację o krótkim czasie pieczenia, oraz wręcz porad aby nie przepiec (overbake) ciasta. Ciasto to ma być kruche, ale delikatne, a nie suche niczym babka. Upieczone blondies jest bardzo słodkie i sycące, dlatego polecam zacząć degustację od mniejszych kawałków ;-) Moim skromnym zdaniem, żurawina świetnie komponuje się ze słodką polewą z białej czekolady. Ciasto jest łatwe w przygotowaniu i  krótko się piecze. Szczerze polecam :-)

Przepis dodaję do akcji:
Wielkie Święto Żurawiny

poniedziałek, 11 października 2010

Sernik czekoladowo-limonkowy

Miałam ochotę na sernik. W moim domu, jeśli piecze się sernik to zwykły, prosty. Ponieważ dostałam w tym roku na urodziny gryzącą Nigellę, postanowiłam upiec sernik bazując na przepisie mojego guru z angielskiej wyspy. "Ciężki i ciemny spód ciasta świetnie kontrastuje z lekkim, puszystym kremem serowym, który jest niebywale delikatny dzięki pieczeniu w kąpieli wodnej" - twierdzi Nigella. I ma rację ;-) Na tortownicę o średnicy 20-21cm (powstaje sporo masy serowej, użyłam tortownicy o średnicy 23cm)
Składniki:
  • 200 g ciastek czekoladowych
  • 75 g miękkiego masła
  • 750 g kremowego serka Philadelphia (użyłam śmietankowy twaróg w wiaderku firmy Delfiko)
  • 200 g cukru pudru
  • 4 całe jajka
  • 2 żółtka
  • sok z 4 limonek
Chyba jeszcze nigdy nie stałam tak długo w sklepie wybierając ciastka czekoladowe na spód ciasta :-) Są to ciasteczka kruche, czekoladowe, nie są ani owsiane ani polane czekoladą.
Na podstawie tortownicy połóż duży arkusz folii aluminiowej, po czym zamocuj obręcz. Folię wywiń do góry wzdłuż obręczy, całość postaw na drugim arkuszu folii, który także wywiń do góry i zegnij jego brzeg z brzegiem pierwszego, tworząc wodoszczelną barierę. Czasami, podczas rozwijania, spomiędzy arkuszy folii wypływają krople wody, ale woda się nie przedostanie, dopóki nie odwinie się zewnętrznej warstwy.
Rozdrobnij ciastka w malakserze, dodaj masło i ponownie krótko zmiksuj. Malaksera nie posiadam... Na szczęście wybrane przeze mnie ciastka były kruche, pokruszyłam je w palcach na mniejsze kawałki, wsypałam do miski i rozdrobniłam za pomocą tłuczka. Dodałam masło, zmiksowałam mikserem. Wyłóż masą spód tortownicy, mocno ugnieć herbatniki palcami lub łyżką. Tak przygotowaną formę odstaw do lodówki do stężenia.
W między czasie, utrzyj twarożek na puch, dodaj cukier puder, zmiksuj. Wbij jajka, dodaj żółtka i sok z limonek. Otrzymana masa serowa powinna być lejąca. Masę serową wlej na spód z herbatników, wstaw tortownicę do dużej brytfanny lub blaszki (w moim przypadku była to duża, głęboka patelnia ;-) Do brytfanny nalej ugotowaną wodę tak, by sięgała do połowy wysokości tortownicy z sernikiem.
Rozgrzej piekarnik na 180°C. Całość włóż do piekarnika i piecz godzinę, sprawdzając po 50 minutach. Jeżeli góra sernika zaczyna się rumienić, przykryj blaszkę warstwą folii aluminiowej. Generalnie, masa ma się lekko ściąć, ale pod skórką powinno być, że zacytuję "zauważalne jej delikatne, seksowne drżenie" :-) Wyjmij brytfannę z piekarnika, tortownicę przełóż na metalową kratkę, odstaw na kilkanaście minut. Następnie, ostrożnie rozchyl folię zewnętrzną i wewnętrzną, pozostaw do ostygnięcia. Usuń folię zewnętrzną, na tym etapie może rozlać Ci sie troszkę wody. Oderwij delikatnie brzegi folii wewnętrznej.
Ostudzony sernik wstaw do lodówki i wyjmij 20 minut przed podaniem. Przełóż na półmisek lub paterę i rozepnij obręcz. Wg Nigelli, folia wraz z tortownicą muszą zostać, no chyba, że ktoś delikatnie rozdzieli folię od sernika ;-) U mnie oczywiście folia została. Jedynie dokładnie oderwałam nadmiar folii z brzegu blaszki. Zanurzanie noża i łopatki do tortów w gorącej wodzie bardzo ułatwia krojenie.
Sernik ma bardzo kremową, puszystą konsystencję. Powiedziałabym, że lubi widelczyk czy też łyżeczkę (bo się do nich klei :P), a w ustach rozpływa się niczym lody. Moje kubeczki smakowe chyba trochę strajkują, ponieważ za bardzo nie wyczuwam smaku limonki. Za to mój S. przeciwnie - twierdzi, że sernik jest mocno limonkowy :D Inni domownicy twierdzą, że posmak limonki jest wyczuwalny, ale nie drażni podniebienia.
Niewątpliwie sernik czekoladowo-limonkowy Nigelli jest zupełnie inny niż sernik tradycyjny. Przede wszystkim, nie należy do ciast słodkich, sok z limonki bowiem łamie słodycz masy serowej. Spód sernika - czekoladowy, miękki.  Polecam go osobom otwartych na zmianę i mieszanie smaków.

sobota, 9 października 2010

Muffiny żytnie z dżemem

Nigdy wcześniej nie jadłam, ani nie piekłam muffin z mąki żytniej. A w końcu mąka pełnoziarnista, z większą ilością błonnika i minerałów, aniżeli pszenna. Jednym słowem: zdrowsza. Pomysł na muffiny z dżemem pochodzi od Was, czytelników. Być może źle zrozumiałam intencje niektórych osób, które skierowała do mnie ich wyszukiwarka ze słowami "muffinki z konfiturą/dżemem", ale przynajmniej powstał bardzo fajny pomysł :-) Przecież dżem może być nie tylko dodatkiem do smarowania muffin, może stać się jednym ze składników ;-) (ponieważ robiłam je po raz pierwszy, bazując na sprawdzonych przeze mnie przepisach, i nie wiedziałam sama co wyjdzie, zrobiłam mniejszą porcję ciasta. W związku z czym podaję przepis na 6 muffinek)
Składniki:
  • 130 g mąki żytniej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • szczypta soli
  • 80 g cukru
  • 3 łyżki mąki pszennej
  • 1 jajko
  • 65 ml oleju (1/4 szkl.)
  • 70 ml śmietany ukwaszonej 18%
  • dżem lub marmolada (obojętnie jaki smak, ważne żeby dżem był gęsty)
  • cukier trzcinowy do posypania muffin (opcjonalnie, może też być biały)
W mniejszej misce wymieszaj składniki suche: mąkę żytnią, proszek do pieczenia, sól, sodę oraz cukier. W drugiej misce roztrzep jajko, dodaj olej, na koniec śmietankę, wymieszaj. Dodaj składniki suche do składników mokrych, całość wymieszaj łyżką. Masa powinna być bardzo gęsta, wręcz twarda, również lepiąca. Dodaj do niej 3 łyżki dżemu (użyłam brzoskwiniowy), wymieszaj. Masa stanie się mniej zbita niż przed dodaniem dżemu, rzekłabym, że nabierze ogłady :P Powinna pozostać gęsta, ale pozostawiona w niej łyżka swobodnie powinna opadać o brzeg miski, DLATEGO dosypuj łyżkami mąkę pszenną i mieszaj, aż będzie gęsta, a pozostawiona w niej łyżka (niemal stojąc w miejscu) - zacznie powolutku opadać o brzeg miski (dosypywałam 3 łyżki mąki pszennej).
Dlaczego dosypałam mąkę pszenną, a nie żytnią? Przed pieczeniem muffin, szukałam informacji na temat mąki żytniej oraz wypieków z tej mąki. Generalnie, wypieki z mąki żytniej są bardziej "zbite", zwarte, aniżeli z pszennej. Chcąc otrzymać wypiek lżejszy, miesza się mąkę żytnią z mąką pszenną. Owszem, chciałam upiec muffiny o nieznanym mi dotąd smaku, ale nie preferuję "zbitych" bułek, chleba, wypieków, dlatego postanowiłam dodać mąkę pszenną.
Wysmaruj blaszkę na muffiny margaryną i obsyp bułką tartą (jeśli masz i preferujesz - użyj papilotki), po czym nałóż do każdego otworu po jednej łyżce masy. Masa powinna być na tyle gęsta, aby zsuwać ją z łyżki za pomocą palca (lub drugiej łyżki). Następnie, nałóż po pół łyżeczki dżemu na środek masy w każdy z wyłożonych masą otworów.
Wreszcie rozłóż resztę masy po sam brzeg w każdym z otworów, pokrywając warstwę dżemu, w związku z czym łącząc dolną warstwę masy z górną (kładziemy dżem na środek, żeby jak najmniej wykipiało lub wcale). Zawsze rozkładam masę po sam brzeg otworu na muffiny, wcale nie na połowę ani 3/4 wysokości... jeśli jest gęsta to nie wykipi, a lubię wysokie i pękate muffinki ;-) Posyp wierzch muffin cukrem trzcinowym. Piecz w temperaturze 200°C przez 15-25 minut (piekłam je 20 minut), aż się zarumienią. Przed wyjęciem muffin, odstaw blaszkę do ostudzenia.
Jedynym niedogodnieniem pieczenia tych muffin okazało się wykipnięcie z niektórych dżemu. Jeśli użyjesz marmoladę, nie wykipi. Osiądzie na spodzie muffinki (wiem, bo piekłam kiedyś bezglutenowe z marmoladą). Najważniejsze jednak, że same muffiny są mokre w środku. Nie są ani zbite ani suche. Oczywiście charakteryzują się zupełnie innym smakiem niż muffiny z mąki pszennej. Dla mnie jest to smak lekko orzechowy? Najlepsze w dniu upieczenia. Nadają się na pierwsze lub drugie śniadanie. Moim zdaniem, nie nadają się na podwieczorek :P pewnie z powodu razowego posmaku. Zjadłam dwie na drugie śniadanie, smarując kawałki masłem oraz dżemem i konfiturą na przemian. Jak już mieszać smaki to mieszać, raz brzoskwiniowy, raz konfitura wiśniowa :-) Było dobre drugie śniadanie. Polecam fanom zdrowych, ciemnych wypieków.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Kabka & Bodwick © 2010-2014