niedziela, 28 listopada 2010

Muffiny z karmelizowanymi jabłkami

Tak, miało być coś specjalnego. I było. Jeśli jeszcze kiedyś skuszę się na taką męczarnię jak w sobotę, to poinformuję Was o tym "cudzie bezglutenowym". Byłam za nerwowa piekąc sobotni placek. Wyszedł słodki. Ale nie spełnił moich oczekiwań... Tymczasem dzisiaj, na poprawę nastroju i z wielką nadzieją, że na pewno wyjdą dobre - muffiny. Z jabłkami i cynamonem - bo trwa jeszcze jesień. Posypane cukrem pudrem - bo spadł śnieg ;-) Także dzisiaj - muffiny jabłkowe ośnieżone cukrem pudrem :D Podaję przepis na 12 muffinek
Składniki:
  • 250 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 170 g białego cukru + do posypania muffin
  • 120 ml oleju
  • 200 ml śmietanki ukwaszonej 18%
  • 1 łyżka miodu
  • 4 żółtka (mogą być 2 całe jajka, ponieważ jednak miałam "luzem" żółtka-użyłam je)
  • 30 g cukru trzcinowego (do skarmelizowania jabłek, może być biały)
  • 1 łyżka cynamonu (do skarmelizowania jabłek)
  • 1 łyżka masła
  • 2 jabłka
W jednej, mniejszej misce wymieszaj składniki suche, tj. mąkę, biały cukier, proszek do pieczenia, sól. W większej misce roztrzep jajka (ja użyłam żółtka...no bo były w lodówce :D na szczęście z samych żółtek, ale za to większej ilości śmietanki, muffiny też wychodzą), dodaj olej, łyżkę miodu, 200 ml śmietanki jeśli używasz żółtka (jeśli użyjesz 2 całe jajka, to w zupełności wystarczy 140 ml kwaśnej śmietanki). Do składników mokrych dodaj suche, całość dokładnie wymieszaj. Masa na muffiny powinna być bardzo gęsta, w której łyżka stoi na baczność :D
Obierz jabłka, wykrój gniazda nasienne, pokrój w kostkę. Na patelnię włóż masło, pokrojone w kostkę jabłka, posyp 2 łyżkami cukru trzcinowego oraz 1 łyżeczką cynamonu. Całość smaż na średnim ogniu, aż jabłuszka zmiękną, skarmelizują się pozostawiając jednak nadal w swoim kształcie (nie smaż ich za długo, żeby nie otrzymać "ciapki"). Wysmaruj otwory blaszki masłem (lub margaryną), obsyp każdy bułką tartą. Następnie, do każdego otworu nakładaj ciasto za pomocą łyżki (ciasto powinno być na tyle gęste, abyś zsuwać je za pomocą drugiej łyżki lub palca); nałóż ciasta do 3/4 wysokości każdego otworu na muffinki. Na ciasto rozłóż skarmelizowane jabłka.
Możesz je delikatnie zanurzać w cieście, ale nadal większą ich część pozostaw na wierzchu po czym posyp każdą przyszłą babeczkę szczyptą cukru (białego lub brązowego, bez znaczenia). Piecz w temperaturze 200°C przez 20-30 minut, aż muffinki zarumienią się (piekłam 30 minut). Po ostygnięciu, posyp muffiny cukrem pudrem. Pierwszy raz trzymałam muffinki tak długo w piekarniku. Przeważnie wystarczyło 20 minut na nabranie złotego koloru, a tymczasem dzisiaj taka niespodzianka. Obawiałam się nawet, że mogę je spalić :D Na szczęście nic takiego się nie stało i wreszcie po upływie pół godziny wyjęłam je z pieca.
Odczekałam kilka minut, wyjęłam je na deskę... Wreszcie posypałam cukrem pudrem i spróbowałam jeszcze ciepłą :P Muffin miękki i słodki. Ale nie za słodki, taki w sam raz. Jabłuszka miękkie, z nutką cynamonu. Wyszły bardzo dobre :-) Co mnie cieszy... Muffiny jabłkowe jeszcze tak jesiennie, a tymczasem za oknem spadł śnieg i zima coraz bliżej... Ah! Już wiem, dlaczego piekłam je tak długo! Zimnooo im było :P hehehe A tak poważnie, czy u Was też robi się mroźno? I coraz zimniej?  
A dzisiaj pierwsza niedziela Adwentu... Jak tam Wasze postanowienia? A moje? Hm... Jeśli się z Wami nimi podzielę, będę miała motywację, żeby je dotrzymać. Bo z tym dotrzymywaniem to trudna sprawa ;-)
To może tak po cichu, po kryjomu... Tylko nie myślcie o mnie źle. Przecież każdy z Nas ma jakieś wady, prawda? A ja nigdy nie ukrywałam, ideałem nie jestem.
Kasiowe postanowienia Adwentowe:
1) być mniej złośliwym (bo gdyby płacono za każdą złośliwość, byłabym najbogatszym człowiekiem na świecie :D
2) nabrać więcej pokory (bo przecież nie wszystko mi się należy, a "ideał jest tylko jeden")
3) uśmiechać się częściej (bo dziadki ciągle mi to powtarzają)
4) mieć nadzieję (bo granica między moim realizmem a pesymizmem jest bardzo wąska)
5) czekoladę jeść tylko od święta (bo to poprawi stan mojej skóry i wagę ;-)
6) uwierzyć, że wytrzymam przez 4 tygodnie :D
A Wy? Co dzisiaj postanowiliście? ;-)

niedziela, 21 listopada 2010

Skrzydełka słodko-pikantne

Czuję, że zaniedbuję swój blog i muszę się z tego wytłumaczyć... Jestem w Bydgoszczy, gdzie kuchenka nadal nie działa ze względu na zepsutą elektrykę w kuchni. Ale co gorsze... Nie wzięłam aparatu, a przyjechałam na 2 tygodnie!! Tak, żałuję. Poza tym, jakaś apatia. Moja apatia = szara, zimna jesień. Mój nowy, zaległy post: skrzydełka tao tao ;-) Przepis maminy.
Składniki:
  • 2 kg skrzydełek z kurczaka (mieliśmy tyle ze względu na gości...)
  • bazylia
  • tymianek
  • oregano
  • kilka ząbków czosnku (daliśmy z 4-5)
  • 2 sosy słodko-pikantne chili Tao Tao
  • 3-4 łyżki miodu + 2 łyżki wody
Niech Was nie przerazi ilość skrzydełek :D Tydzień temu mieliśmy gości, pamiętacie? Była drożdżówka. A na kolację były między innymi skrzydełka w pikantnym sosie. Stąd ich tak wiele... Ale nie tylko. Skrzydełka same w sobie mają zdecydowanie mniej mięsa niż chyba każda inna część kurczaka. Ale są dobre. I można, a nawet trzeba zjeść ich więcej ;-) Że tak to ujmę: radość z jedzenia :P
Po pierwsze: umyj skrzydełka pod letnią, bieżącą wodą. Po drugie: składanie. Kiedy mama pokazała mi po raz pierwszy, jak złożyć jedno, wzięłam drugie i patrzyłam bezradnie. "Nie połam im kości!" - usłyszałam. No ale komu? :D Przecież to już skrzydełka! Dobrze, że nie jestem wegetarianką i że nie robię awantur na temat wszystkiego, co niegdyś gdakało, kwiczało, robiło kuku ryku! Nie mam nic przeciwko wegetarianom of koz, a wegan to podziwiam, ale sama nie wyobrażam sobie życia bez mięsa, mleka, jajek etc. Tak ten świat został poukładany, taki mamy łańcuch życiowy i ja się mu nie opieram.
Wracając do skrzydełek, spójrzcie na zdjęcie powyżej. W jednej ręce trzymasz skrzydełko w miejscu części łopatki tworzącej literkę "v", drugą delikatnie (!), nie mniej na siłę, wyginasz dolną część skrzydełka zakładając koniec skrzydła na część łopatki. Rety! Jak ja mam to wytłumaczyć :-) Spróbujcie sami heh To trzeba po prostu zrobić :D
Wszystkie skrzydełka smażymy w niewielkiej ilości oleju (2 łyżki) na patelni, rumieniąc je z każdej strony. Uwaga: olej okropnie pryszcze. Przynajmniej mój pryskał. Wyłóż blaszkę folią spożywczą, przełóż na nią skrzydełka. Obierz i pokrój ząbki czosnku, po czym rozłóż je na skrzydełkach. Posyp skrzydełka przyprawami: oregano, tymiankiem, bazylią. Na całość rozlej jedno opakowanie pikantnego sosu chili Tao Tao oraz mieszaninę miodową. Piecz skrzydełka w temperaturze 180°C przez 15-20 minut do miękkości, po czym obróć je na drugą stronę i zapiekaj kolejne 15 minut. W tym czasie skrzydełka zarumienią się. Przed podaniem polej skrzydełka drugim opakowaniem sosu chili.
Skrzydełka oczywiście jadłam palcami. Na początku trochę niechętnie, ale po pewnym czasie zrozumiałam, że tak jest wygodniej. Są miękkie, to fakt. Ale co ważniejsze nabierają pikanterii przełamanej słodkością. Dla tych, którzy nie lubią "bawić się" jedząc skrzydełka (bo trochę jest z tym zabawy, żeby dobrze je oskubać) polecam pałki kurczaka przyrządzone z tym sosem i przyprawami ;-) Możesz również dodać kolorową, pokrojoną w paseczki paprykę. Na obiad podawaliśmy z ryżem.
Ps. Czuję głód. Głód pieczenia. A przede mną jeszcze tydzień w Bydgoszczy. Nie mniej jednak, w trakcie którego poszukam czegoś specjalnego na weekend i upieczemy ;-) Już nie mogę się doczekać...

niedziela, 14 listopada 2010

Drożdżówka z brzoskwiniami i kruszonką migdałową

Wczoraj mieliśmy gości. Po x czasu spotkaliśmy się z moją Chrzestną i jej Rodzinką. Postawiłam na domową drożdżówę :) Przepis na spód drożdżówki zaczerpnęłam od Nigelli z "Nigella gryzie". Dodałam budyń, żeby nie była zbyt sucha, na to brzoskwinie i migdałową kruszonkę. Na blaszkę o wymiarach 30cm x25 cm
Składniki:
  • 350-400 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 50 g cukru
  • pół opakowania drożdży instant (3 g)
  • 2 jajka
  • 1/2 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub 1 łyżeczka cukru waniliowego, opcjonalnie)
  • 125 ml letniego mleka
  • 50 g miękkiego masła
  • 1 duża puszka brzoskwini
  • 1 budyń waniliowy (plus kilka łyżek syropu brzoskwiniowego)
  • 350 ml mleka do sporządzenia budyniu
  • 170 g kruszonki migdałowej (kliknij po przepis)
Na stolnicy rozsyp 350 g mąki pszennej, tworząc dołek. Dodaj sól, cukier, drożdże, pokrojone w kostkę masło. W dołek wbij dwa całe jajka oraz dodaj ekstrakt z wanilii (lub cukier waniliowy), wlej 1/3 ze 125 ml ciepłego mleka (podgrzałam w garnuszku). Całość szybko ugnieć, dolewając co jakiś czas resztę mleka oraz dodając pozostałe 50 g mąki.
Ciasto będzie gotowe, gdy przestanie lepić się do rąk, będzie sprężyste, jednolite. Uformuj z ciasta kulę, przełóż do miski. Przykryj ciasto folią spożywczą, po czy odstaw w ciepłe miejsce, aż ciasto podwoi swoją objętość (około godzinki w cieple, ja przeważnie stawiam koło kuchenki i ślicznie rośnie ;-) Ciasto możesz również przygotować jeden dzień wcześniej i wstawić do lodówki, żeby spokojnie wyrosło. Uderz w ciasto pięścią (pozbywamy się powietrza).
Następnie, wyłóż ciastem foremkę, uprzednio wysmarowaną margaryną i obsypaną bułką tartą. Spokojnie rozciągaj ciasto wzdłuż i wszerz foremki, aż pokryjesz nim całą powierzchnię. Przygotowaną foremkę z ciastem odstaw, pozwalając ciastu "odpocząć". W między czasie przygotuj masę budyniową: ugotuj budyń waniliowy na 350 ml mleka plus kilka łyżek syropu brzoskwiniowego. Otrzymany budyń ostudź. Pokrój brzoskwinie w kostkę (przyznam, że została mi bodaj 1 połówka brzoskwini, której nie dodałam do ciasta ;-)
Przygotuj kruszonkę migdałową (przepis znajdziesz na moim blogu -klik- przygotuj połowę porcji tj. 170 g), wstaw do lodówki. W trakcie przygotowywania składników drożdżówki, ciasto ponownie delikatnie wyrośnie w foremce. Rozłóż ostudzony budyń na powierzchni ciasta. Rozsyp na nim kawałki brzoskwini. Wierzch ciasta posyp kruszonką migdałową.
Czas i temperatura pieczenia: pierwsze 15 minut piecz w temperaturze 200°C. Po upływie 15 minut zmniejsz temperaturę do 180°C i piecz kolejne 20 minut, aż brzegi drożdżówki się zarumienią, a po sprawdzeniu patyczkiem - patyczek będzie suchy.
Nie ulega wątpliwości, że drożdżówka najlepiej smakuje jeszcze delikatnie ciepła ;-) Jest wtedy baardzo miękka i puchata. Sądzę, że budyń urozmaica nie tyle jej smak, ile sprawia, że nie jest sucha. Z jednej strony, cieszy mnie fakt, że tak ładnie wyrosła. Z drugiej strony uważam, że ilość budyniu na tak wysokie ciacho jest niewystarczająca, bo i tak czujemy więcej ciasta, aniżeli dodatków. Dlatego następnym razem chyba skorzystam z większej blaszki. Sama drożdżówka nie posiada posmaku drożdży. W ogóle, jest to mój pierwszy wypiek na bazie drożdży sypkich :-) Generalnie, jestem zadowolona z wypieku. Chociaż, ciągle szukam przepisu na drożdżówkę, która utrzyma świeżość i miękkość do kilku dni po upieczeniu. Może ktoś z Was ma taki przepis? Chętnie skorzystam :P
Ps. W tajemnicy, po cichu, napiszę Wam, że nastawiłam dziś z moim Padre winko na bazie Naszych, szlachetnych drożdży Steinberg z Pracowni ;-) Zobaczymy, co z tego wyniknie...

czwartek, 11 listopada 2010

Regan

Tak, wiem. Dzisiaj św. Marcina. Ale rogali nie będzie. Z braku czasu. Do domu rodzinnego wróciłam wczoraj późnym wieczorem (mam wolne do końca tygodnia, jupi!). Nie miałam ani siły, ani chęci na przygotowywanie ciasta na rogaliki, które miało chłodzić się przez noc w lodówce. A marcepanu i maku nikt w domu nie lubi. W związku z czym nie było problemu :P Rogali nie ma. Chociaż radują się moje oczy widząc Wasze rogaliki upieczone specjalnie na ten dzień. Może kiedyś... A dzisiaj: REGAN. Na blaszkę o wymiarach 30cm x25 cm
Składniki:
  • 290 g cukru
  • 3 całe jajka
  • 120 ml oleju
  • 320 g mąki pszennej
  • 2 garści łupanych orzechów włoskich (ubiłam wałkiem na drobno ;-)
  • 2 garści rodzynek (pokroiłam na drobniejsze)
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 3 łyżki kakao
  • 3 jabłka
Utrzyj cukier z jajkami, dolej olej. Wsyp 1 szklankę mąki, rodzynki, zmiksuj. Dosyp orzechy, sodę, cynamon, kakao, drugą szklankę mąki. Ciasto nabierze gęstości. Pod koniec dodaj pozostałe 0.5 szklanki mąki, miksuj, ciasto będzie bardzo gęste.
Obierz jabłka, usuń gniazda nasienne, pokrój w kostkę, po czym dodaj do ciasta - całość wymieszaj łyżką. Ciasto będzie baaardzo gęste, nie spływa z łyżki.Przełóż ciasto łyżką do uprzednio wysmarowanej margaryną i obsypanej bułką tartą blaszki. Piecz w temperaturze 180°C przez ~45 minut (aż do tzw. suchego patyczka). Ostudzone ciasto posyp cukrem pudrem.
Regan... Pyszne ciasto kakaowo-orzechowe z jabłkami. Uwielbiam regana. Ciasto jest bardzo miękkie, wręcz mokre od jabłek. Nawet następnego dnia :-) Przepis gości u nas prawie od roku (dostałam od koleżanki ze studiów), nie mniej zmieniłam proporcje składników, wśród bakalii znajdują się tylko rodzynki i orzechy. Możesz oczywiście dodać różne orzechy, posiekane migdały, może owoce kandyzowane? Ciasto koniecznie posyp cukrem pudrem :-) Jest słodkie, jabłka są miękkie. Moim zdaniem, bardzo dobre na chłodne jesienne popołudnia.
Ps. Wychodzi pyszne również z mąki bezglutenowej :-)

niedziela, 7 listopada 2010

Roladki schabowe w boczku

Lubię tradycyjne schabowe. Ale warto czasem zrobić ze schabu coś innego. Co powiecie na roladki? Zawsze dusiliśmy zawijaski z warzywami w brytwance lub zapiekaliśmy w sosie, w piekarniku. Dzisiaj zostały obsmażone w boczku, następnie gotowane w sosie pomidorowym. Boczek okazał się bardzo dobrym rozwiązaniem suchości schabu ;-) Dzięki temu roladki są miękkie. Wyszło dokładnie 14 roladek.
Składniki na roladki:
  • 70 dag mięsa schabowego bez kości (8 kotletów)
  • 2 duże ogórki chilli
  • 300-500 g żółtego sera pokrojonego w prostokąty
  • 14 plastrów boczku wędzonego
  • czosnek w proszku
  • sól i pieprz
Sos pomidorowy:
  • 1 puszka pomidorów (użyłam f. Dawtona)
  • 1 cebula
  • 2 łyżeczki ketchupu (użyłam pikantny)
  • 2 posiekane ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1 łyżeczka bazylii
  • 1 łyżeczka oregano
  • 3 łyżki miodu
  • 120 ml wody
  • sól i pieprz do smaku
Pokrój schab w plastry o grubości ~1 cm, rozbij mocno tłuczkiem (ostrożnie, żeby nie przerwać mięsa). Ogórki oraz ser pokrój w paski o długości ~3-4 cm. Rozbity kawałek mięsa (jeśli jest duży) podziel na pół, posyp solą, pieprzem oraz czosnkiem z obu stron.
Następnie, na jednym z węższych brzegów rozbitego mięsa nałóż kawałek ogórka oraz serka (dawałam po 2 kawałki sera i ogórka), po czym zacznij zwijać roladkę, równocześnie zawijając brzegi dłuższego boku do środka (zapobiegamy ucieczce roztopionego w trakcie smażenia sera ;-)
Każdą zwiniętą roladkę owijamy następnie plastrem boczku, po czym spinamy wykałaczką. Smażymy roladki w oleju na rozgrzanej patelni, na średnim ogniu. W tym czasie mięso puści sok, boczek zarumieni się, możesz przykryć patelnię przykrywką na krótką chwilę, jeśli tłuszcz mocno pryska (nie przykrywaj przykrywką całej powierzchni patelni, pozostaw odpływ powietrza). Co jakiś czas przekładaj roladki na boki, żeby zapobiec przypaleniu się boczku z jednej strony.
Usmażone roladki przekładamy do głębokiej patelni lub brytwanki.
Przygotuj sos pomidorowy: posiekaj cebulkę oraz czosnek, zeszklij na maśle. Pomidory pokrój w kostkę, po czym zmiksuj wraz z zalewą w blenderze lub mikserem. Zmiksowaną masą zalej cebulkę, dodaj pół kubka wody. Całość zagotuj. Dodaj przyprawy: tymianek, bazylię, oregano, sól i pieprz. Gdy sos zawrze, dodaj 3 łyżki miodu, zamieszaj. Dodaj również 2 łyżki ketchupu (poprawia smak i kolor ;-) Sos powinien być słodko-pikantny, o średniej gęstości.
Zalej sosem roladki. Możesz dodać kilka gałązek koperku. Przykryj patelnię przykrywką (tylko nie szczelnie, pozostaw odpływ i dopływ powietrza). Całość duś 20 minut. Po upływie 10 minut przełóż roladki na drugą stronę, smaż kolejne 10 minut. Przed podaniem możesz zaciągnąć sos mąką (wymieszaj dokładnie w kubku 1-2 łyżki mąki w kilku łyżkach sosu, nie pozostawiając grudek, po czym wlej całość do patelni z sosem i odsuniętymi na jedną stronę patelni roladkami, dokładnie mieszając). Podawaj z ziemniaczkami lub ryżem, surówką.
Roladki powinny być miękkie, dzięki obecności boczku. Jeśli zostały dobrze zwinięte przed smażeniem, powinny zawierać rozpuszczony ser. W smaku, lekko pikantne, co zawdzięczamy przyprawom, ale i przede wszystkim kawałkom ogórka z chilli. Możesz użyć zwykłe ogórki konserwowe, jeśli nie preferujesz ostrych smaków. Moim zdaniem, dużym atutem jest gotowanie/duszenie roladek w sosie pomidorowym. Nabierają bowiem delikatnego posmaku przypraw z sosu, no i ta nutka słodyczy sosu dopełnia ich smak. Aha! Wyjmij wykałaczkę przed zjedzeniem :-) 

czwartek, 4 listopada 2010

Kalkulator kulinarny

Chciałabym Was poinformować, że od dzisiaj możecie korzystać z Kalkulatora Kulinarnego :-) Wystarczy kliknąć na odnośnik/zdjęcie "kalkulator kulinarny" w prawej szpalcie bocznej, po czym otworzy się Wam okienko z przelicznikiem, tak jak na zdjęciu powyżej. Zaletą takiego rozwiązania jest pozostawanie na stronie z postem, który aktualnie czytacie. Nie zostaniecie "przekierowani" do nowej strony z kalkulatorem i nie będziecie musieli klikać "cofnij" w celu powrotu. Możecie dowolnie zmieniać liczbę wagi czy pojemności składnika według konkretnej jednostki, a reszta przeliczona zostanie automatycznie.
Bardzo często piekąc lub gotując nie zastanawiamy się nad wagą używanych składników. Jeśli korzystamy ze sprawdzonych przepisów, doskonale operujemy wagami za pomocą naszych domowych szklanek, kubków i łyżek. Zdarza się, że próbuję nowy przepis, a ciasto nie wychodzi, mus jest za rzadki, nie mówiąc już o ostatnim nieudanym suflecie etc. Winą niestety obarczam podanie niedokładnych ilości składników.

Szklanka szklance nie równa, nabieranie łyżkami również. Przedstawiony poniżej kalkulator został dopasowany do moich "szklanko-kubków" (z reguły używam kubków z duralexu, jak się okazało o pojemności 230 ml). Stworzył go mój Szymon, wstępnie na potrzeby mojego pichcenia :-) Nie mając pod ręką sprzętu do precyzyjnego ważenia, możesz i Ty posłużyć się poniższym kalkulatorem.  

Pamiętaj jednak, że Twoja szklanka może być większa, mniejsza, i może różnić się ważoną ilością składnika od mojej szklanki.  

Z tego względu, w każdym przepisie staram się Wam podawać konsystencję mieszanin. Jeśli nie wspomniałam, napisz do mnie, a na pewno to poprawię. Chciałabym, abyście zawsze byli pewni, że próbując coś nowego z przedstawionych przeze mnie przepisów, na pewno wyjdzie to, co powinno wyjść :-)
Póki co, kalkulator został zaopatrzony w podstawowe składniki, jak mąki (warto zaznaczyć, że mąka bezglutenowa ma inne przeliczniki niż mąki glutenowe) czy cukry. Oboje z Szymonem chcielibyśmy jednak poszerzyć przelicznik kalkulatora o inne sypkie lub płynne składniki. Ale wszystko w swoim czasie...

Ponadto, dodaliśmy przelicznik trzech podstawowych jednostek zagranicznych stosowanych w krajach anglosaskich. tj. filiżankę (cup), funt (pound) oraz uncję (ounce). Często korzystam bowiem z przepisów pisanych w języku obcym i taki przelicznik bardzo się przydaje. Mam nadzieję, że Wam także posłuży :-)

Pozdrawiam serdecznie,
Kasia

wtorek, 2 listopada 2010

Pizza bezglutenowa - przepis podstawowy

Co powiecie na domową, bogatą w najsmaczniejsze dla was dodatki, pizzę? Często mieszam na niej wędliny, salami z szynką, obowiązkowo daję kukurydzę, często pieczarki, czasami małe pomidorki... Sprawdźcie zapasy w lodówce i do dzieła :-) Podaję przepis autorstwa Mamy Mojego Szymka, na małą blaszkę o wymiarach 17cm x 21cm
Spód do pizzy:
  • 25 g świeżych drożdży
  • 1 łyżka cukru
  • 50 ml ciepłej wody do przygotowania zaczynu
  • 1 łyżka oleju
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 60 ml wody do rozrobienia ciasta
  • 180 g mąki bezglutenowej (zrobiłam mix = 80 g Schara + 120 g mlecznej)
Dodatki (dowolne):
  • 1 mała puszka kukurydzy złocistej (Bonduelle, 140 g bez zalewy)
  • 1 pomidor (opcjonalnie)
  • tarty ser żółty
  • pieczarki (pokrój w paseczki, usmaż na tłuszczu, ilość: dowolna)
  • kilka plasterków szynki lub salami
Przygotuj zaczyn drożdżowy: do miseczki włóż rozdrobnione drożdże, wsyp po 1 łyżeczce cukru i mąki, wlej przygotowaną na zaczyn wodę. Całość dokładnie wymieszaj, po czym przykryj ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce, aż drożdże sfermentują. Do drugiej, większej miski wsyp mąkę, sól, wlej 1 łyżkę oleju, dolej zaczyn drożdżowy, 1/4 szklanki wody, po czym zacznij wyrabiać ciasto. Jeśli ciasto klei się do rąk, dosypuj łyżkami mąkę, wyrabiaj.
Jeżeli natomiast jest "suche", sypkie, dolej niewielką ilość wody i wyrób. Ostatecznie, ciasto powinno mieć jednolitą konsystencję i nie kleić się ani do rąk, ani do ścianek miski . Ciasto przykryj ścierką, odstaw w ciepłe miejsce aż podwoi objętość. W między czasie przygotuj składniki na pizzę, np. pokrój pomidora w plasterki, podsmaż pieczarki etc. Wysmaruj blaszkę olejem (wystarczy 1 łyżka), po czym rozprowadź na niej ciasto. Ponownie przykryj ścierką i odstaw w ciepłe miejsce na kilkanaście minut, aż ciasto znowu zacznie "pracować".
Jedna uwaga: nie rób zbyt cienkiego spodu, gdyż już upieczone ciasto będzie szkliste. Lepsza pizza o mniejszej powierzchni, aniżeli szklista i gumowa. Na spodzie pizzy rozłóż dodatki, kończąc na tartym serze.
Piecz w temperaturze 180-200°C przez 30-45 minut. Nie trzymaj pizzy zbyt długo w piekarniku, łudząc się, że się pięknie zarumieni. Po prostu sprawdź patyczkiem (oczywiście powinien być suchy). Podawaj od razu, polej ulubionym sosem. Smacznego!
Jest to podstawowy przepis na pizzę bezglutenową. Wychodzi zawsze, również z mąki pszennej - to oczywiście informacja dla osób spoza kręgu celiaków ;-) Naprawdę możesz użyć tego, co akurat wpadnie Ci w lodówce, w ręce. Ponieważ często zostają mi pojedyncze plasterki różnych wędlin, mieszam je do woli :-) Od dziś i Tobie radzę trzymać zawsze chociaż jedną małą puszkę kukurydzy w szafce ;-) Pozdrawiam Was ciepło!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Kabka & Bodwick © 2010-2014