piątek, 23 grudnia 2011

Chocolate Cupcake. Wesołych Świat!

Wczoraj wieczorem wróciłam do rodzinnego domu. Urwanie głowy ;-) W ostatni weekend zrobiłam pierwsze podejście do bezglutenowych babeczek czekoladowych, natomiast we wtorek przygotowałam glutenowe na mące tortowej. W obu wersjach są rewelacyjne. Słodkie, urocze, świąteczne, słodkie upominki. Dzisiaj będę je piec po raz trzeci :-) Podaję autorski przepis na 9 babeczek* oraz krem czekoladowy
Chocolate cupcake:
  • 120 g mąki bezglutenowej (użyłam mix. C, f. Schar)
  • 50 g cukru muscovado
  • 50 g roztopionego masła
  • 1 jajko
  • 70-100 ml mleka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 100 g rozpuszczonej czekolady (u nas po 50 g gorzkiej i mlecznej)
Frosting (krem czekoladowy):
  • 4 płaskie łyżki lekko miękkiego masła
  • 100 - 150 g serka typu creme cheese
  • 1 łyżeczka wanilii
  • 1/2 szkl. cukru pudru
  • 1-2 łyżek mleka
  • 100 g rozpuszczonej czekolady
Jajko utrzyj z cukrem, po czym dodaj masło, proszek do pieczenia, 1/3 szkl. mleka oraz mąkę. Całość dokładnie zmiksuj. Proponuję Wam stopniowe dolewanie mleka, aby nie rozrzedzić za bardzo masy i nie nadrabiać dosypywanie zbytniej ilości mąki. Generalnie powinniście zużyć około 1/2 szkl. mleka oraz 1 szkl. mąki (+ ew. kilka łyżek). Na sam koniec wlej rozpuszczoną, ale ostudzoną do temperatury pokojowej, czekoladę, zmiksuj.
Masa powinna być raczej gęsta, powoli spływająca z łyżki. Jeśli jest rzadka, dosypuj po 1 łyżce mąki, miksuj. Foremkę smarujemy margaryną, obsypujemy bułką tartą lub wykładamy papilotkami. Następnie do każdego otworu nakładamy po 2 łyżki masy (zawsze nakładam ilość tuż poniżej max. wysokości otworu). Pieczemy w 180-190°C przez 20-30 minut, aż to tzw. suchego patyczka. Babeczki studzimy.
Krem czekoladowy**: w wysokim naczyniu krótko ubij masło. Do masła dodaj serek, wanilię, zmiksuj na jednolitą masę. Jeśli będzie bardzo gęsta, wlej 1 łyżkę mleka, ponownie zmiksuj. Następnie wsypuj stopniowo cukier puder, stale miksując, aż uzyskasz kremowy, w miarę gęsty krem. Na koniec wlej rozpuszczoną czekoladę. Całość dokładnie zmiksuj, w razie potrzeby wsyp łyżkę cukru pudru. Gotowy krem przełóż do rękawa cukierniczego, wybierz odpowiadającą Ci końcówkę. Udekoruj kremem ostudzone babeczki, nakładając go od zewnątrz babki do środka. Babeczki posyp cukrowymi ozdobami. Smacznego!
Ostrzegam, że są bardzo słodkie, bardzo czekoladowe, pyszne :-)

Dzisiaj częstuję Was wszystkich moimi słodkimi upominkami, życząc Wam Wesołych, Zdrowych i Pogodnych Świąt Bożego Narodzenia :-) Niech nikt z Was nie będzie sam w te Święta. Wesołych Świąt Kochani!

* planowałam jak zawsze upiec 6 heh Piekąc wersję glutenową zwiększyłam następująco ilości składników, otrzymując 12 babeczek: 
200-220 g mąki, 80 g cukru, 2 jajka, 3 łyżeczki przyprawy piernikowej, reszta bez zmian.
Jeśli chodzi o krem, podane ilości składników wystarczą na pokrycie 12 babeczek. Jeśli planujecie upiec mniej, użyjcie mniej serka (dlatego podaję Wam zakres ilości).

** używam zdecydowanie mniej masła, niż w tradycyjnym, zagranicznym przepisie na taki frosting. Dlaczego? Po raz pierwszy przygotowywałam waniliowy krem na Wielkanoc. Bazował na wielkich ilościach masła, serka i jeszcze większych ilościach cukru pudru. Był okropny! Tak jakbym posmarowała babkę masłem. W związku z czym poeksperymentowałam dodając składniki stopniowo, uzyskując zadowalający mnie efekt :-) Mam nadzieję, że Wam się spodoba.

Przepis dodaję do akcji:
Słodki upominek Świętujemy!

sobota, 17 grudnia 2011

Paella. Oderwanie od szarej rzeczywistości

Fakt, że kolory wpływają na nasz nastrój jest chyba wszystkim znany :) Dzisiejsza propozycja ma poprawić nasz humor, obudzić naszą skrytą żywiołowość, ale i przypomnieć o ciepłych dniach, za którymi tak bardzo tęsknię. Paella należąca do tradycyjnych potraw hiszpańskich genialnie łączy w sobie mięso i ryby. Chorizo obowiązkowe! Podaję przepis na 4 porcje (uwzględniając podany w oryginale ryż i owoce morza - 6), cytując za Jamie Oliver'em
Składniki:
  • 250 g ryżu (w oryginale 400 g)
  • 150 g owoców morza (w oryginale 400 g)
  • 500 g piersi z kurczaka
  • 100 g kiełbasy chorizo
  • mały pęczek natki pietruszki
  • 4 plasterki wędzonego boczku
  • 1 średnia cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 drobiowa kostka bulionowa
  • oliwa
  • 1/2 płaskiej łyżeczki szafranu/kurkumy
  • sól morska i świeżo zmielony pieprz
  • 2 garści groszku (u nas 200 g)
  • 2 cytryny
Zerwij i posiekaj listki pietruszki. Pokrój pierś z kurczaka i kiełbasę chorizo w kostkę, boczek w plasterki. Obierz, przekrój na pół i grubo posiekaj cebulę i czosnek. W garnuszku rozpuść w 1,5 litra wrzącej wody kostkę bulionową.
W głębokiej patelni rozgrzej oliwę, wrzuć kurczaka, kiełbasę chorizo, boczek, wymieszaj, dorzuć pietruszkę.
Smaż ok. 5 minut, aż kurczak uzyska złocisty kolor (uważaj na pietruszkę, ponieważ może się spalić). Wrzuć na patelnię cebulę, czosnek, smaż kolejne 5 minut. Dosyp szafranu, wrzuć ryż ze szczyptą soli i pieprzu, po czym wlej gorący bulion. Wszystko dokładnie wymieszaj i doprowadź do wrzenia. Przykryj patelnię pokrywką, zmniejsz ogień do małego i gotuj ryż wg instrukcji podanych na opakowaniu.
Co jakiś czas podnoś pokrywkę, mieszaj. Kiedy ryż będzie prawie gotowy, wrzuć owoce morza i zielony groszek, wyciśnij sok z 1 cytryny, po czym całość zamieszaj. Gotuj kolejne 5 minut, stale mieszając, aby ryż nie przywarł do dna patelni. Dopraw potrawę solą i pieprzem wedle uznania. Podawaj z kawałkami cytryny. Smacznego!
Danie jest wyjątkowe, ponieważ łączy w sobie tak wiele różnych smaków. Zmniejszyliśmy ilość owoców morza, która -uwierzcie mi- i tak intensywnie wpływa na smak potrawy, nadając jej morskiego charakteru. Odgrzewając paellę, warto dolać troszkę wody i stale mieszać, ponieważ łatwo przywiera do dna patelni. Jednak wodę/bulion dolewajcie roztropnie, aby nie uzyskać przysłowiowej papki. Pozdrawiam Was cieplutko :)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Piernik z pomarańczową nutą

Ostatni tydzień był fatalny - nic mi nie wychodziło, ani w pracy, ani w domu, już tym bardziej w kuchni... A ja z wielkim utęsknieniem czekałam, aż ta zła passa minie. Postawiłam na piernik z pomarańczą. Modyfikując zeszłoroczny przepis na piernik - klik, powstało bezglutenowe cudo w korytku. Szybkie, łatwe w przygotowaniu ciasto z charakterem nadchodzących Świąt. Podaję przepis na blaszkę o wymiarach 23cm x 9cm
Składniki:
  • 180 g mąki bezglutenowej (użyłam mix. C, f. Schar)
  • 100 g cukru muscovado
  • 200 g śmietany ukwaszonej 18%
  • 2 łyżki miodu/lub więcej
  • 2 jajka
  • 2 łyżki przyprawy do piernika
  • 2 łyżki kakao
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 łyżka miękkiego masła/lub innego tłuszczu
  • skórka otarta z 1 pomarańczy
  • sok z 1/2 pomarańczy
  • 100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • polewa czekoladowa
  • gwiazdki cukrowe do ozdoby
Jajka utrzyj z cukrem na jednolitą masę. Dodaj wszystkie pozostałe składniki: mąkę, sodę, przyprawy, kakao, miód, śmietanę, masło. Całość dokładnie zmiksuj uzyskując jednolitą, gęstą masę. Na koniec wciśnij sok z pomarańczy, wrzuć skórkę pomarańczową, zamieszaj. Blaszkę wysmaruj margaryną, obsyp bułką tartą, po czym wlej do niej piernikową masę.
Piecz w temperaturze 180°C przez 45-60 minut, lub aż do tzw. suchego patyczka (piekłam 55 minut). Ostudzony piernik polej rozpuszczoną czekoladą (rozpuść 100-200 g czekolady z odrobiną śmietanki w rondelku na małym ogniu), posyp cukrowymi ozdobami. Smacznego!
Jeśli lubicie pomarańcze, wyciśnijcie sok z całego owocu, dajcie więcej skórek kandyzowanych, będzie pysznie :-) Jeśli chodzi o śmietankę, możecie spokojnie zużyć 100 g. Ja po prostu chciałam zużyć całe opakowanie :-) Duże ilości miodu zaś, zastąpiłam ciemnym trzcinowym cukrem muscovado. Chyba się udało :-)
Pozdrawiam Was cieplutko!

Przepis dodaję do akcji:
Wigilia - zapraszamy do stołu
Ps. Jeśli ktoś z Was nie jest na diecie, a ma ochotę skusić się na piernik z pomarańczami, może spokojnie zastąpić mąkę bezglutenową - mąką tortową :-)

niedziela, 4 grudnia 2011

Bułki bezglutenowe z sezamem

Kaś wyzdrowiał, wrócił do pracy i kuchnię zaniedbał, co nie znaczy że nie jadł ;-) Wracał tylko późno i nie miał na nic siły. Ale ma nadzieję, że jej kochani czytelnicy wybaczą. Tymczasem w pierwszy wolny poranek przygotowałam specjalną propozycję dla bezglutków. Świeże, miękkie, jeszcze ciepłe bułki - tak, to jest możliwe. Ale upieczemy jeszcze lepsze :-) Podaję autorski przepis na 6 bułeczek o średnicy ~5 cm każda.
Składniki:
  • 25 g świeżych drożdży
  • 220 g (+ do podsypania) bezglutenowej mąki chlebowej
    (użyłam chlebową f. Schar; jest to mieszanka skrobi kukurydzianej oraz mąki ryżowej)
  • 100 ml ciepłego mleka
  • 3 łyżeczki cukru
  • 3 łyżeczki miękkiego masła
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 i 1/2 płaskiej łyżeczki gumy guar
  • 1 jajko
  • sezam do posypania
Przygotuj rozczyn: w miseczce/kubku pokrusz drożdże, wsyp po 1 łyżeczce cukru oraz mąki, zalej odrobiną mleka, dokładnie wymieszaj otrzymując jednolitą mieszaninę o konsystencji rzadkiej śmietany. Miseczkę przykryj ściereczką, odstaw w ciepłe miejsce, by drożdże swobodnie fermentowały. Chcąc przyspieszyć pracę drożdży możesz włożyć miskę z rozczynem w większą miskę z ciepłą wodą, całość przykryj.
W większej misce wymieszaj mąkę, cukier, sól, gumę guar. Dodaj masło, wbij jajko (możesz też rozdzielić białko od żółtka; do masy wbić żółtko, białko zaś zostawić do posmarowania bułek), wlej połowę mleka. Całość wyrabiaj rękoma w misce lub na blacie, podsypując w razie konieczności mąką lub podlewając resztką mleka. Wyrobione, jednolite ciasto przykryj w misce ścierką, odstaw w celu podwojenia objętości.
Następnie pobieraj niewielkie ilości ciasta (wielkość bułeczek wedle uznania), formuj w rękach kulki tak długo, aż ich powierzchnia będzie gładka. Bułeczki układaj na dużej blaszce od piecyka albo (jak ja) w tortownicy wysmarowanej olejem, po czym delikatnie spłaszcz, następnie natnij na wierzchu kratkę, np. za pomocą noża. Wreszcie posmaruj je roztrzepanym białkiem (lub jeśli użyłe/aś całe jajo do ciasta, roztrzep drugie całe jajo), posyp sezamem. Piecz w temperaturze 180°C przez 25-35 minut, aż do wyraźnego zarumienienia bułek. Smacznego!
Chyba zgodzicie się ze mną, że świeże bułki najlepiej smakują z masłem i dżemem :-) Mamy więc wreszcie propozycję świeżego pieczywa dla osób na diecie bezglutenowej.
Bułki pozostały miękkie mimo upływu czasu. Chociaż przyznam, że są mało puchate, bardziej zbite. Dotychczas puchate bułki bezglutenowe jedliśmy tylko w Londynie, a w ich składzie występowała mąka tapioka. Jeśli ktoś z Was ma do niej dostęp, może swobodnie pokombinować w przygotowaniu mieszanki. Niestety w Polsce nie udało nam się dostać dobrych, pulchnych gotowych bułek bezglutenowych.
Póki co, planuję ponownie poszukać tapioki (pewnie przez internet, bo w sklepach z bezglutenową/zdrową żywnością jej nie widziałam) i przygotować jeszcze lepszą mieszankę.
Pozdrawiam Was ciepło!

Ps1. Szczególne pozdrowienia przesyłam Rozalii. Moja droga, gdyby nie Ty, nie wiem czy nasza chlebowa mąka bezglutenowa doczekałaby się zużycia :-) Jeśli nie macie w Kanadzie bezglutenowych produktów Schara, pokombinuj z mąką ryżową, kukurydzianą i tapioką :-)

Ps2. Pozwólcie, że dodam jeszcze, że proponowana przeze mnie mąka NIE zawiera laktozy :-)

czwartek, 24 listopada 2011

Kwaśny klops - zupa klopsikowa :-)

Od jakiegoś czasu Mama gotuje tę zupę w domu. W zeszłym tygodniu, kiedy Szymon troszkę zachorował, ugotowałam mu tę zupę na rozgrzanie. Mimo choroby zjadł bardzo chętnie i oznajmił, że Jego Mama też taką gotowała, jak był mały :) A zupa nazywała się "Kwaśny Klops". W tym tygodniu ja jestem chora, ale nie mam kompletnie apetytu. Aktualnie wystarczy mi, że wspominam treściwą zupkę z klopsikami, delikatnie kwaśną i zabieloną kremówką.
Składniki:

  • 3 marchewki
  • 1-2 pietruszki
  • ćwiartka selera
  • część pora
  • 4 ziemniaki
  • kilka liści pietruchy (u mnie za mało)
  • 500 g mięsa mielonego (użyłam wieprzowe z szynki)
  • ~100 ml śmietany 30%
  • 1 jajko
  • 2-5 łyżek bułki tartej (u nas bezglutenowa; ilość w zależności od zużytej do klopsików kremówki)
  • 1 łyżka majeranku lub innych preferowanych/ posiadanych ziół (u nas rozmaryn)
  • 2-3 liście laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego ~5
  • 1-2 łyżeczki octu (do smaku; u nas winny)
  • 2 łyżki mąki do zaciągnięcia zupy (u nas bezglutenowa Schar'a)
  • sól i pieprz
Warzywa umyj, obierz marchewkę, pietruszkę, seler i ziemniaki. Wszystkie oprócz pora i ziemniaków zetrzyj na tarce. Por pokrój w krążki, ziemniaki zaś w kostkę. Przygotowane warzywa odstaw. 
Przygotuj klopsiki: wymieszaj w misce mięso mielone z solą, pieprzem, majerankiem lub rozmarynem lub innym ziołem jakie preferujesz. Wbij jajko, 2 łyżki kremówki (sprawi, że klopsiki będą puszyste i miękkie), kilka łyżek bułki tartej, wymieszaj. Dosyp bułkę tartą jeśli mięso nadal klei się do rąk. Z otrzymanej masy mięsnej dokładnie formuj małe klopsiki o gładkiej powierzchni wielkości orzecha włoskiego. Uwierz mi, im mniejsze, tym lepsze.
Gotujemy zupę: zagotuj w większym garnku ~2 litry wody, osól 1 płaską łyżeczką. Wrzuć klopsiki na wrzącą wodę (zmniejsz grzanie), gotuj ~15 minut zbierając co jakiś czas szumy (np. za pomocą łyżki). Kiedy wreszcie szumy przestaną się tworzyć, a klopsiki będą ugotowane, wrzuć wszystkie warzywa (łącznie z gałązkami pietruszki), ziela angielskie, liście laurowe. Gotuj około 30 minut.
Ostatnimi krokami są zaciągnięcie i zabielenie zupy. W miseczce/kubku dokładnie wymieszaj 2 łyżki mąki z chochelką zupy, aby nie było grudek mąki, po czym wlewaj powoli do garnka z zupą, stale mieszając. Jeśli w kubeczku mimo mieszania pojawiały się grudki mąki, przelej mieszaninę do garnka przez sitko.
Następnie zabiel zupę wlewając około 100 ml kremówki, przy czym stale mieszaj. Na koniec dodaj ocet: pobierz chochlę zupy do kubka, wymieszaj najpierw z 1 łyżeczką octu, przelej z powrotem do garnka, mieszając (mieszamy najpierw w kubku po to, aby nie zważyć w zupie kremówki). Zagotuj chwilę zupę, aby smaki przegryzły się. Zupa powinna być lekko kwaśna. W razie potrzeby/preferencji, dodaj drugą łyżeczką octu. Zwróćcie uwagę na fakt, że tradycyjnego/zwykłego octu dodamy mniej niż octu winnego. Dlatego proszę, dodawajcie ostrożnie. Smacznego!
Ciekawi mnie, jak w Waszym regionie, czy domu nazywa się taka zupa? ;-) Przyznam Wam, że miałam pewne opory zanim posmakowałam ją po raz pierwszy: klopsy w zupie? Poza tym warzywna, a ja tradycyjnej jarzynowej po prostu nie lubię. Tymczasem kwaśny klops miło mnie zaskoczył :-) No i jak się okazało niecały tydzień temu, nie tylko mnie ;-)

Ps. Tymczasem ja lecę pałaszować mandarynki - jedyne, na co mam ochotę w trakcie anginy.

niedziela, 20 listopada 2011

Brownies Marthy Stewart w wersji bezglutenowej

Niech będzie słodko, mega czekoladowo i tylko czekoladowo :-) Kasiu, dziękuję Ci za wyróżnienie! Wszystkich Was zapraszam dzisiaj na czekoladową ucztę z brownies :-) Podaję przepis na blaszkę o wymiarach 21 cm x 25 cm modyfikując przepis Marthy Stewart na wersję bezglutenową
Składniki:
  • 100 g masła
  • 200 g posiekanej czekolady (użyliśmy po 100 g mlecznej i gorzkiej)
  • 3/4 szkl. cukru (w oryginale 1 i 1/2)
  • 3/4 szkl. mąki bezglutenowej (u nas Mix.C, f.Schar)
  • 4 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (można zastąpić cukrem waniliowym lub pominąć)
  • 1/2 płaskiej łyżeczki soli
Wysmaruj dno blaszki margaryną, po czym wyłóż ją papierem do pieczenia, odstaw. Na małym ogniu rozpuść w garnuszku masło, dorzuć czekoladę, mieszaj co jakiś czas aby nie przywarła do dna garnuszka (możesz też rozpuść czekoladę i masło w kąpieli wodnej). Ostudzoną czekoladę przelej do miski (lub jeśli rozpuszczasz ją w większym garnku, wykonaj w nim resztę czynności), wsyp cukier, wymieszaj.
Do masy wbij wszystkie jajka na raz, zmiksuj. Następnie wlej wanilię, wsyp sól i mąkę, zmiksuj. Przygotowaną masę czekoladową przelej do blaszki. Piecz w temperaturze 180°C przez około 40-45 minut. Ostudzone ciasto odkrój od brzegów blaszki za pomocą noża, krój w 5-cio centymetrowe kwadraty. Smacznego!
Nie muszę chyba Was zapewniać, jak bardzo czekoladowe jest to ciasto :-)
Tymczasem wróćmy do zabawy trwającej od kilku dni w naszej blogosferze. Z przykrością stwierdzam, że nie potrafię opowiadać o sobie i przychodzi mi to z wielką trudnością. Tak naprawdę nie potrafię wsadzić swojej skromnej osoby ani do żadnej szufladki ani szafy. Taki ze mnie dziwny, skomplikowany typ.

Kilka słów o mnie:

1. Wbrew pozorom osoby lubiącej gotować, nie posiadam żadnej ulubionej potrawy ani kuchni. Im dłużej uczę się gotować i im więcej poznaję przepisów, tym bardziej przekonuje się, że nie ma tej jednej jedynej potrawy. Mój wybór często zależy od humoru, kondycji fizyczno-psychicznej czy po prostu dnia.

2. Kiedy gotuję, nie trzymam się sztywno miar i wag, co nie zawsze udaje się piekąc :-) Znaleziony przepis bardzo często staje się jedynie inspiracją, która wpływa następnie na szereg kuchennych wyborów. Nigdy nie będę zachęcać Was do ścisłego trzymania się wag, chyba że nie czujecie się zbyt pewnie podbijając kuchnię. Ale i te obawy miną. Wierzę jednak, że każdy z nas zwracając uwagę na własne preferencje i to, co tak naprawdę ma w kuchni, potrafi stworzyć kuchenne arcydzieło.
Wszystkich z obawami, co do podanych w moich przepisach wag i miar, zachęcam do korzystania z naszego kalkulatora kulinarnego, znajdującego się w prawej bocznej szpalcie.

3. Pozwólcie, że poświęcę większą uwagę zależności Wasze preferencje - przepis na moim blogu. Każdy z nas ma swojego rodzaju wyrobiony gust i smak. Jedni dopiero rozpoczynają przygodę w kuchni, drudzy zaś swobodnie gotują i dzielą się zdobytym doświadczeniem z innymi. Jednych i drugich bardzo szanuję i cenię. Wszystkich zachęcam do dzielenia się zdobytym doświadczeniem i pytaniem, pytaniem, i jeszcze raz pytaniem o wszystko w razie jakichkolwiek wątpliwości.

Jedni z nas wolą słone, inni pikantne, jeszcze inni kwaśne. Gotując i piekąc, rób to mądrze. Jeśli nie używasz soli - pomiń ją, jeśli nie lubisz bardzo słodkich wypieków - zużyj mniej cukru, jeśli nie lubisz ostrych smaków - nie kupuj chilli i nie dodawaj tej papryczki do mięsa i nie mów jak dziecko w przedszkolu "ale tak jest napisane". No i co z tego, że tak jest napisane?

Przecież to Ty jesteś Panią lub Panem w swojej kuchni, to Ty tam rządzisz, to Twoje miejsce na ziemi, gdzie połączysz w jedno wszystkie te smaki, które Ty lubisz, a nie ja. Uda Ci się. Przecież wiesz o tym. Jestem osobą, która stara się zużywać to, co ma aktualnie w domu, w szafkach, na półkach. Jeśli nie mam świeżej bazylii lub czosnku, użyję przypraw suszonych. Jeśli nie mam ekstraktu z wanilii, użyję cukru waniliowego. Potępisz mnie? Osądzisz, że jestem gorszą kucharką od Ciebie? Dlaczego?

Dla mnie takie osoby to swojego rodzaje trole blogowe, chcące tylko i wyłącznie dopiec osobie prowadzącej bloga, dla zasady. Tak, tak odbieram takie osoby. Tak je nazywam. I ku wiedzy takim osobom, nie obchodzi mnie wasza złośliwość dla zasady. 

Ja Cię nie potępię i nie powiem "no jak to nie masz lasek wanilii? no jak to nie masz sosu worcestershire? no jak to nie masz świeżego rozmarynu?! Nie masz?!". A jeśli nie mam? A jeśli nie mam, otwieram szafkę, wybieram i zużywam to, co mam. Doprawiam rozsądnie, i jest dobrze, bo jest mądrze. Taką jestem osobą w kuchni.

4. Muzyka jest odzwierciedleniem mojego stanu ducha. Ponad wszystko kocham muzykę z lat, kiedy nie było mnie na świecie, naprawdę, m.in. Drupi, Paul Anka, kochana Petula Clark (powinniście ją kojarzyć z "Downtown", no choćby z Lostów :P), Barry White of koz, John Legend, Tracy Chapman, Katie Melua, Norah Jones, I Santo California, Doris Day, Abba i wiele innych. Nienawidzę pustego techno, płytkiego hip-hopu ani dyskotekowego dance. Dobra muzyka, to muzyka, która przetrwa wszystkie konwenanse i modę. Dlaczego jest tak niedoceniana?
5. Uwielbiam musicale, chyba znacie Grease? Albo nowsze Mamma Mia? ;-) Filmy kostiumowe zaś, oparte o powieści Pani Jane Austen, mogę oglądać w zapętleniu i mi się nie znudzą. Zarówno musicale jak i filmy kostiumowe poprawią mi humor w najgorszym z możliwych dni.
6. Mimo mojej z reguły spokojnej i staromodnej natury, w życiu codziennym bardzo szybko wpadam w złość. Bywam wówczas bardzo ostra w słowach, mega nieprzyjemna. Kiedy ochłonę, czasami samej siebie się wstydzę. Złośliwość czasem tłumaczę czarnym humorem. Ale mało kto jednak ją rozumie.

7. Ponad wszystko kocham mojego zwariowanego narzeczonego Szymona, który właśnie wariuje do muzyki Abby :-) Niesamowite, ile on potrafi znieść, te wszystki moje kaprysy, grymasy i wariactwa, wzloty, upadki i gafy. Dodam jeszcze, że gdyby nie On, nie byłoby tego bloga.
Nom i tyle. Mówiłam, że nie lubię pisać o sobie, bo potem wychodzą z tego kwiatki :-)

Pozwólcie, że w ramach mojego niedzielnego lenistwa, nagrodą i zaproszeniem do zabawy obdaruje najbardziej bliskie mi osoby z blogosfery:

1. Gosię z W pewnej Kuchni na Wyspach
2. Karolinę z Kuchennych Wędrówek Shinju
3. Pannę Malwinę z Filozofii Smaków oraz
4. Anię z Green Plums

Dziewczyny, dzięki Wam istnieje w blogosferze, głównie Shinju, która pomagała mi stawiać pierwsze kroki na blogspotcie ponad rok temu. Ale i tak bez żadnej z Waszej czwórki, ten blogowy świat, nie byłby taki sam. Pozdrawiam Was ciepło!

Wszyskim natomiast czytelnikom bardzo dziękuję, że wspierają mnie swoją obecnością i poradami. Pamiętajcie, gotujcie mądrze i uwierzcie, że jesteście wielcy :-)

poniedziałek, 14 listopada 2011

Ryba w płatkach migdałowych z fattoush

Po raz pierwszy filety w płatkach migdałowych jadłam w jednej z gdyńskich restauracji. Przekopując internet, natrafiłam na przepis -klik- kuchni libańskiej. Rybka w towarzystwie chrupiącej sałatki fattoush. W wielu przepisach fattoush występowała sałata - dodałam, rybę zaś obtoczyłam mąką migdałową, a płatki stanowiły dodatek. Podaję przepis na 4 porcje
Składniki:
  • 500 g filetów rybnych
  • 1-2 jajka (zastąpiłam nimi ostrą pastę dukkah, mającą na celu zlepienie filetów z panierką)
  • 1/3 szkl. posiekanych płatków migdałowych
  • kilka łyżek mąki migdałowej (lub bułki tartej)
  • sól i pieprz do smaku
Fattoush:
  • 1 główka sałaty (opcjonalnie; użyłam strzępiastą)
  • 1 ogórek libański
  • 2 średnie pomidory
  • 1/2 posiekanej w piórka główki czerwonej cebuli
  • 1/2 pęczka posiekanej pietruszki (lub więcej)
  • 2 łyżki oliwy
  • odrobina soku z cytryny
  • grzanki (ilość wedle uznania; u nas bezglutenowe)
Warzywa umyj, sałatę osusz na papierowych ręcznikach. Pomidory sparz wrzątkiem, obierz ze skórki, pokrój w większą kostkę/ósemki, przełóż do miski. Obierz również ogórka, pokrój w plasterki (lub jeśli wolisz drobniej, każdy plasterek na 4 części :-), dołóż do pomidorów, odstaw aby puściły sok.

Jeśli preferujesz warzywa ze skórką, nic nie stoi na przeszkodzie aby je w nich zostawić, decyzja należy do Ciebie. Po upływie kilku/nastu minut możesz ostrożnie zlać sok pomidorkowo-ogórkowy, dodaj posiekaną czerwoną cebulę oraz porwaną na drobno sałatę. Całość polej oliwą, skrop sokiem z cytryny, dodaj posiekaną pietruszkę, wymieszaj. Na koniec dodajemy grzanki (ostrzegam, że miękną, dlatego wedle uznania można je dodać też tuż przed podaniem), miskę odstawiamy.

Filety rybne płuczemy pod bieżącą wodą, zeskrobujemy lód (stosuję tutaj radę Peli: płuczę je tylko do momentu pozbycia się lodu, nie przesadzam z moczeniem, aby ryby nie straciły cennych własności, ani też odpowiedniej struktury - aby nie stały się nagle zbyt giętkie; polecam wszystkim :-)
Na jednym talerzu roztrzepujemy widelcem jajo, w drugim rozsypujemy mąkę migdałową/bułkę tartą. Płatki migdałowe drobno siekamy. Filety rybne solimy, pieprzymy. Następnie, obtaczamy w jajku, mące migdałowej, posypujemy też płatkami migdałowymi. Smażymy na złoto z obu stron, na gorącym tłuszczu. Usmażoną rybkę można również posypać dodatkową porcją płatków tuż przed podaniem :-)

Chciałabym jednak dodać, że panierka (płatki migdałowe) może od ryby odpadać. Nie mniej, udało mi się przenieść usmażone filety nie naruszając za bardzo lekko odpadającej panierki ;-) Podajemy z sałatką i wcinamy od razu. Smacznego!
Sałatka jest sypka, bardzo chrupiąca :-) Spodobała się zarówno mnie, jak i Szymonowi (mimo grzanek). Ryba zaś... nie jest słodka od płatków, nie łudźcie się :-) Nie mniej płatki migdałowe dodają nutkę charakterystycznego smaku pieczonych migdałów, chrupkości... ale i również mogą wpędzać w nerwicę: "dlaczego odpadacie?!" :P I tak sądzę, że dobrze było wypróbować kolejny przepis :-)

Przepis dodaję do akcji Grumków :-) 
Ps. Znowu wszystko pichciłam w zastraszająco szybkim tempie, a potem jeszcze szybciej zasiedliśmy do stołu. W związku z czym, nie zdążyłam (przyznaję: zapomniałam) sfotografować michy sałatki ani smażenia :/ Wszystkich raczkujących w kuchni proszę o wyrozumiałość, na pewno dacie radę! 

Ps2. Chciałabym jeszcze skorzystać z okazji nowego posta i podziękować Kasi z Kuchni Prezydentowej za wyróżnienie :) Kasieńko, dziękuję Ci! Już niedługo opowiem Wam kilka słów o sobie :) tylko najpierw co nieco ocenzuruję :P 

środa, 9 listopada 2011

Bezmączne ciasto czekoladowe z gruszkami

Przepis na czekoladowe ciasto bez mąki kusił mnie od dawna. Jak dla mnie, to jeden z przepisów z cyklu "niemożliwe, a jednak". Rewelacyjne biorąc pod uwagę dietę bezglutenową :-) Ale nie tylko... Ponieważ przygotowuje się je w ekspresowym tempie, spodoba się wszystkim lubującym szybkie i bardzo słodkie wypieki. Podaję zmodyfikowany przepis (zważywszy na mniejszy rozmiar blaszki niż w oryginale) na blaszkę o średnicy ~21 cm, na podstawie bbcgoodfood.com
Składniki:
  • 65 g masła
  • 65 g cukru trzcinowego
  • 2 jajka
  • 100 g gorzkiej czekolady (posiekanej)
  • 120 g orzeszków w karmelu (w oryginale 85 g laskowych)
  • 1 łyżka brandy (pominęłam)
  • 2-3 gruszki
  • cukier puder
Wytnij z papieru do pieczenia koło o średnicy blaszki. Wysmaruj dno i boki foremki margaryną, dno wyłóż wyciętym kółkiem, brzegi zaś obsyp cukrem (lub bułką tartą/mąką).
W rondelku rozpuść masło (na małym ogniu), dorzuć posiekaną czekoladę, mieszaj co jakiś czas aby czekolada nie przywarła do dna rondelka, a powolutku całkowicie rozpuściła się. Rozpuszczoną czekoladę ostudź do temperatury pokojowej.
W między czasie ubij białka na pianę, żółtka zaś utrzyj z cukrem na kremową masę (początkowo ciemna od cukru trzcinowego, w miarę ubijania jaśnieje). Do masy żółtkowej wlej ostudzoną czekoladę, zmiksuj na wolnych obrotach. Następnie wmieszaj delikatnie do masy za pomocą łyżki białka w dwóch porcjach. Po uzyskaniu jednolitej konsystencji, wsyp zmielone orzeszki. Przygotowaną masę przelej do blaszki. Gruszki obierz, wykrój gniazda nasienne, pokrój w ósemki (w oryginale połówki), po czym rozłóż je w cieście promieniście (układamy je pionowo krótszym bokiem).
Naszym zdaniem warto pokroić gruszki w plasterki, ponieważ z reguły puszczają dużo soku zmieniając konsystencję upieczonego ciasta, a i w przypadku ciasta czekoladowego preferuję je w postaci dodatku a nie nadmiaru. Samo ciasto czekoladowe byłoby już genialne ;-) Piecz w temperaturze 160-180°C przez min. 40 minut, lub aż to tzw. "suchego" patyczka. W naszym piecyku piekłam ciasto przez 60 minut w temperaturze 170-180°C. Ostudzone ciasto posyp cukrem pudrem. Smacznego!
Ciasto jest mocno czekoladowe, słodkie, wilgotne i klejące. Spodoba się wszystkim czekoladoholikom. Odradzam je zaś osobom preferującym ciasta typu babka. Osobiście miałam problem z wykrawaniem ciasta, ponieważ przykleiło mi się do papieru do pieczenia :D także kroiłam je podważając nożem. Uznaliśmy również, że byłoby jeszcze lepsze bez gruszek. Całkiem prawdopodobne, że byłoby mniej wilgotne (mimo iż zużyłam niecałe 2 gruszki). Z drugiej zaś strony, gruszki bardzo dobrze równoważą słodycz ciasta. Wybór należy do Was :-)

wtorek, 1 listopada 2011

Sznycle z indyka w miodowej glazurze
ze szparagami

Oboje z Szymonem zatęskniliśmy za tradycyjnym daniem. W niedzielę padło na sznycelki z indyka oraz szparagi. Dokładny przepis dostarczył nam zaś Jamie Oliver :-) Zamieniłam jedynie kotlety schabowe na delikatniejsze mięso indycze. Podaję przepis na 3-4 porcje w zależności od głodka (chociaż przyznam, że dwójka naje się do syta)
Sznycle:
  • 500 g sznycli z indyka
  • sól i pieprz
  • oliwa
  • glazura: miód (lub syrop klonowy, sos jabłkowy, chutney mangowy, dżem morelowy)
  • 4 gałązki świeżej szałwii (pominęłam; dodaje się na ok. pół minuty na patelnię do usmażonych kotletów, podsmaża)
Przybrane szparagi:
  • 500 g zielonych szparagów
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka czerwonego octu winnego (zastąpiłam białym)
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
  • trochę posiekanej natki pietruszki (dałam 2 długie gałązki)
  • szczypta soli
Jeśli zamierzacie ugotować ziemniaki, nastawcie je ~15 minut wcześniej przed smażeniem mięsa i gotowaniem szparagów, bowiem obie czynności zajmą Wam bardzo niewiele czasu :-)
 ***
Nastawiamy garnek z dużą ilością wody (aby całkowicie pokryła szparagi), solimy 1 płaską łyżeczką. Sznycle nacieramy z obu stron oliwą, oprószamy solą i pieprzem, odstawiamy.
W miseczce przygotowujemy winegret: mieszamy oliwę, ocet, musztardę, sól i posiekaną pietruchę, odstawiamy. Szparagi myjemy, po czym z każdego pędu odcinamy zdrewniałą końcówkę. Wrzucamy je do wrzącej wody, zmniejszamy trochę grzanie, gotujemy od 2 do 4-5 minut (twardość wedle uznania). Równocześnie na patelni rozgrzewamy oliwę, po czym nakładamy sznycelki.
Smażymy z obu stron na złoty kolor, wreszcie na każdego kotleta nakładamy po 1 łyżeczce miodu, zmniejszamy grzanie. Mięso smażymy jeszcze minutkę, dwie, przekładając je co chwilę, aby całe pokryło się glazurą. Usmażone sznycle przekładamy na talerze; można je polać dodatkową łyżeczką miodu. Szparagi odcedzamy, wykładamy na talerze, skrapiamy przygotowanym wcześniej winegretem. Wszystko bardzo dobrze komponuje się z ziemniakami (u nas puree ;-) Smacznego!
Ps. Po raz pierwszy gotowałam szparagi. Niektórzy z Was podają, że gotuje się je w pęczku. Niestety nie wiem jaka wersja gotowania jest najlepsza/poprawna. Będę wdzięczna za każdą poradę :-)

środa, 26 października 2011

Biszkopt z kremem i skarmelizowanymi jabłkami

To ciasto piekłam co najmniej 2 tygodnie temu. Tęsknię za tym dniem, za zapachem świeżego ciasta w domu i za promykami słonka. Krem z mascarpone, jabłka, miękki biszkopt. Nic dodać, nic ująć. Podaję autorski przepis na blaszkę o średnicy 23 cm.
Biszkopt cynamonowy:
  • 3/4 szkl. mąki bezglutenowej (użyłam mix.C, f.Schar)
  • 3/4 szkl. cukru
  • 3 jajka (osobno białka i żółtka)
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 płaska łyżeczka cynamonu
Krem śmietankowy:
  • 250 g serka mascarpone
  • 200 ml śmietany kremówki 30%
Jabłka karmelizowane:
  • 2-3 jabłka
  • 3 łyżki cukru
  • 3 łyżki wody
  • 1-2 łyżeczki cynamonu 
  • 1-2 łyżki miodu (opcjonalnie)
Przygotuj biszkopt: oddziel żółtka od białek. Żółtka utrzyj cukrem, aż uzyskasz kremową puszystą masę. Białka zaś ubij na sztywną pianę. Do żółtek dodaj połowę przesianej mąki i proszek do pieczenia, cynamon, (mówimy w tym przypadku o tzw. oszukanym biszkopcie. Generalnie biszkopt rośnie dzięki obecności wprowadzonych w trakcie przygotowania pęcherzyków powietrza. Ponieważ jednak bezglutenowe ciasto biszkoptowe nie rośnie mi tak, jak na mące pszennej, dodałam proszek i nie żałuję. Urosło, smakowało, a ja byłam happy), zmiksuj na małym obrotach. Jeśli masa będzie bardzo gęsta, dodaj łyżkę białek, wymieszaj, po czym dosyp pozostałą ilość mąki, zmiksuj. Na koniec dodaj resztę ubitego białka, przy czym całość zamieszaj łyżką. Blaszkę wysmaruj margaryną, obsyp bułką tartą, wylej na dno ciasto.
Piecz w temperaturze 150°C przez około 30-40 minut. Bardzo często upieczony biszkopt opada. Istnieje wiele sposobów zatrzymania jego pierwotnej formy, nie mniej próbowany przeze mnie sposób rzucania ciasta o podłogę ostatnio zawiódł i ciacho siadło na samym środku. Także nie polecę Wam sposobu, który działa zawsze. Biszkopt studzimy.
Krem: w jednej misce zmiksuj serek mascarpone, w drugiej ubij na sztywno kremówkę. Mascarpone dodawaj łyżkami do kremówki, miksuj na małych obrotach tylko do połączenia obu mas. Jeśli preferujesz słodki krem, dodaj 1-2 łyżki cukru pudru, zmiksuj. Biszkopt przekrój na pół (polecam żyłkę lub ostrą nitkę), po czym przełóż go przygotowanym kremem. Ciasto schłodź w lodówce.
Karmelizowanie jabłek: polecam przygotowanie karmelizowanych owoców tuż przed podaniem ciasta. W tym celu jabłka obieramy ze skórki, wykrawamy gniazda nasienne, kroimy w kostkę. Przekładamy je do rondelka/patelni, zasypujemy cukrem, wodą (zapobiegnie przywieraniu jabłek do dna rondla w pierwszych chwilach karmelizowania) i cynamonem. Gotuj na średnim ogniu, co jakiś czas mieszając. Gdy owoce puszczą sok, zwiększ grzanie aby znaczna część soku wyparowała, stale mieszaj. Jeśli preferujesz miękkie jabłka, trzymaj je dłużej na ogniu, nie mniej nie za długo aby nie powstała papa. Wierzch biszkoptu polej miodem, następnie przykryj skarmelizowanymi jabłkami. Podawaj od razu. Smacznego!

Przepis dodaję do akcji:
Sezon na jałbka 2

Ps. Dopiero w trakcie przygotowywania posta spostrzegłam brak zdjęć przedstawiających krem i jabłka osobno. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to roztargnienie. W razie jakichkolwiek wątpliwości, napiszcie proszę.

czwartek, 20 października 2011

Kurczak w cieście z sezamem i warzywami

Ucieka... ucieka ten czas niesamowicie. Wczesnoporanna pobudka, powrót późnym popołudniem lub wieczorem. W związku z czym, co raz więcej szybkich obiadów, a raczej obiadokolacji. Mieliśmy chiński początek tygodnia: kurczaka w sezamie, po czym polędwiczkę z warzywami. A potem pikantna pomidorowa z cieciorką. Podaję przepis na 2-4 porcje, w oparciu o stronę blogchef.net
Składniki:
  • 1-2 piersi z kurczaka
  • 2 łyżki sezamu
Marynata:
  • 2 łyżki wody
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • biały pieprz (do smaku)
  • 1/2 łyżeczki cukru
Ciasto/panierka:
  • 3-4 łyżki mąki (użyłam f. Schar)
  • 1.5 łyżki mąki kukurydzianej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 jajko
  • 1 łyżka oleju
Sos:
  • 3 łyżki miodu
  • 1-2 łyżki cukru
  • sól (do smaku)
  • 2 łyżki ketchupu
  • 1 łyżka białego octu winnego
  • szczypta pieprzu
  • 1 łyżka sosu sojowego (opcjonalnie)
Warzywa:
  • 300 g brokuł
  • 1 czerwona/żółta papryka
  • 1 marchewka
  • 1/2 cebuli
  • 1/3 szkl. wody
  • sól i pieprz do smaku
Piersi z kurczaka pokrój w kostkę, po czym zalej wymieszaną marynatą. Przykryj mięso folią aluminiową/woreczkiem, wstaw do lodówki na ~30 minut.
Cebulę, paprykę pokrój w kostkę, marchewkę zaś w plasterki/połówki. Na patelni rozgrzej odrobinę oleju, zeszklij cebulę. Następnie wrzuć paprykę, brokuły, zalej odrobiną wody, dopraw solą i pieprzem, po czym gotuj/smaż aż trochę zmiękną (przyznaję, że użyłam brokuły ugotowane dzień wcześniej, w związku z czym rozgotowały się, niestety). Warzywa przykryj przykrywką, odstaw.
W misce zmiksuj jajo, olej, mąki i proszek do pieczenia. Ciasto powinno być wystarczająco gęste, by pokryć kawałki mięsa. Jeśli jest rzadkie, dosyp 1-2 łyżki mąki, zmiksuj. Zamarynowane mięsko zanurz w przygotowanej panierce, po czym przekładaj na patelnię za pomocą widelca (pojedynczo) i smaż na złoto z obu stron. Usmażone kawałki kurczaka zalej wymieszanym uprzednio sosem miodowym z sezamem, potrzymaj jeszcze minutkę na patelni. Podawaj na gorąco z ryżem i warzywami. Smacznego!
Mięso wyszło pycha :) Wspaniała panierka z ciasta (osobom nie będącym na diecie bezglutenowej polecam mąkę pszenną)! Sos na bazie miodu i sezamu bardzo poprawia walory samego kurczaka. Dodaliśmy warzywa, które de facto mieliśmy w lodówce, aby troszkę wzbogacić danie ;-) Możecie równie dobrze użyć mrożonej mieszanki warzywnej, np. chińskiej. I ryż obowiązkowo :-)

Przepis dodaję do akcji:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Kabka & Bodwick © 2010-2014