poniedziałek, 21 lutego 2011

Małe Indie w Gdyni. Tandoor House

Indyjska muzyka, ściany zdobione kwiatowymi ornamentami,  nastrojowy pomarańczowy lampion bijący ciepłym światłem, wreszcie mieszanina orientalnych zapachów i smaków... I My, po raz trzeci zakochani w kuchni indyjskiej, lecz po raz pierwszy w gdyńskiej oazie orientu. Miejsce, gdzie warto i trzeba wrócić. Namaste! ;-)
Kiedy jedziemy do Gdyni autem, cieszę się, że to zaledwie 1,5 godziny od Świecia. Ale kiedy jadę do Gdyni pociągiem z Bydgoszczy, do tego zimą, przeklinam kolej :D Równe 3h i 40 minut (!) w zimnym pociągu (!!), siedzę w wagonie drugiej klasy, przykryta kurtką. W połowie trasy "zwiedzam" pozostałe przedziały w poszukiwaniu ciepła. Ale nikt GO nie widział. Tuż przed Gdańskiem mój przypadkowy współpasażer odwiedza wagon pierwszej klasy, wraca i mówi "tam grzeją, ja idę, pani radzę zrobić to samo". Zanim zbiorę manatki, sąsiada już nie ma. Idę niepewnie, widzę go jak stoi przy oknie, "zaraz wysiadam" - mówi. Niepewnie siadam w pustym przedziale (wagon był prawie pusty!), kulę się i dziękuję Bogu, że chociaż tu trochę grzeją. Moje przemarznięte stopy i dłonie odliczają minuty z Gdańska Głównego do Gdyni Głównej. Kicham i wkurzam się, że ta wyprawa może kosztować mnie chorobę eh Obok przedziału przechodzi konduktor, ale na szczęście nie zwraca mi uwagi. Kiedy widzę zielone kolumny na sopockiej stacji, wiem, że jestem już blisko. Mijam Orłowo, Klif... Owijam się ciepłym szalem, zakładam kurtkę, niebieski beret. Wysiadam na dworcu głównym, który jest remontowany od pewnego już czasu. Wysiadam, przechodzę stację skmki, cofam się do wejścia głównego w poszukiwaniu mojego Szczęścia. Znajduje mnie w połowie drogi :-) "Chcę do domku..." - mówię. Jedziemy na zakupy, potem do domu. Nareszcie. A później ferwex przez kilka dni, bo kicham i mam katar heh Dzisiaj czuję się już dobrze. 
W sobotni wieczór odwiedzamy Tandoor House. Mała, niepozorna indyjska knajpka na ulicy Mściwoja 9/1 koło centrum Kwiatkowskiego (klik - odwiedź wirtualnie). Bardzo nastrojowa. Zaledwie kilka stolików, parapety zdobią poduchy wyszywane orientalnymi wzorami. Królują: przełamana biel, pomarańcz i czekolada. Knajpka w iście smacznych kolorach.
Na powitanie indyjska herbata, wyglądająca niczm kawa z dużą ilością mleka ;-) Kardamon, cynamon, może goździki? Niesamowite połączenie smaków. Do tego kruche, chrupkie płatki/chlebki z kminkiem jak sądzę, podawane z dwoma sosami: jednym słodkim - z dodatkiem suszonych owoców tamaryndowca -, drugim - o zielonkawym kolorze, przyrządzonym m.in. z kolendry i mięty (i jeszcze wielu innych przypraw, o których poinformowała nas kobietka pracująca w tandoor house ;-) Czas na danie główne.
Szymon zamówił Kadhai Lamb, tzn. baraninkę w słodko-pikantnym sosie z papryki, cebulki, chilli i imbiru. Jak widzicie powyżej, podawana w kadhai, tradycyjnej indyjskiej miseczce, podtrzymującej temperaturę i uroczo podgrzewanej świeczką. W zestawie ryż Basmati. Ja natomiast zamówiłam Spring Lamb Tikka, tj. gorącą jagnięcinę podawaną na surówce w żeliwnym półmisku, zapiekaną w tradycyjnym glinianym piecu tandoor.
Do tego wybrałam sobie cieplutkie czosnkowe chlebki Naan. Mniam! Mięso idealnie przyrządzone, ani za suche, ani surowe. Czerwień, którą widzicie na zdjęciu jest trochę zakłamana ze względu na kiepskie oświetlenie. Mięsko skrapiamy cytrynką, rwiemy chlebki Naan, maczamy je w słodkim sosie i toniemy w mieszance orientalnych smaków :-) Moim zdaniem, kuchnia indyjska jest niesamowita. Połączenie tak wielu przypraw w jedną, idealną wręcz całość. Nie żałujcie sobie, tam naprawdę warto pójść ;-)
Wspominając gdyńską knajpkę, chciałabym również podzielić się z Wami wspomnieniami i krótką refleksją na temat indyjskiego filmu Tandoori Love.
Być może wielu z Was już oglądało ten przedziwny film o miłości Hindusa do kucharzenia, ale i blond Szwajcarki ;-) Moim zdaniem, film pokręcony, ale wyjątkowo dobre ujęcia przygotowywania indyjskich potraw przez hinduskiego kucharza.
Film "wpadł" mi w ręce, kiedy to codziennie chyba oglądałam filmy bollywood ;-) Zachęcam Was nie tyle do zapoznania się z "hinduskim smakiem miłości (tandoori love)", ile do zasmakowania i rozkoszowania się orientalną mieszanką przypraw i hinduskich potraw. Dla mnie - przyrządzone po mistrzowsku :-)
Pozdrawiam Was ciepło,
Kasia

Ps. Dziękuję Ci Kochanie za przepyszną wycieczkę :*

3 komentarze:

  1. uwielbiam takie klimatyczne knajpki :) a ten drewniany parawan z pierwszego zdjęcia wspaniały!

    fajne są takie wspólne wycieczki kulinarne :)

    pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  2. fajna odmiana dla tych tradycyjnych :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Osoby anonimowe proszę o pozostawienie imienia lub pseudonimu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Kabka & Bodwick © 2010-2014