niedziela, 27 lutego 2011

Bułki pszenne z makiem

Pewnego dnia do pracy przyszły bułka i przepis. A raczej przyprowadziła je Pani Ania ;-) Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że bułki są świetne. W piątek na noc przygotowałam ciasto, w sobotę raniutko upiekłam bułeczki. Pachniało w całym domu. Dzisiaj rano, ostatnia bułka była jeszcze miękka ;-) Podaję przepis na 8 serduszek
Składniki:
  • 40 g świeżych drożdży
  • 430 g mąki pszennej
  • 230 ml ciepłej wody
  • 4 łyżeczki cukru
  • 2 łyżki miękkiego masła
  • 2 płaskie łyżeczki soli
  • 1 jajko (w temp. pokojowej)
  • mak do posypania
W misce kruszymy drożdże, dodajemy 1 łyżeczkę cukru, 1 łyżkę mąki, wodę, mieszamy. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Dobrze, że przykryłam miseczkę ręcznikiem papierowym, ponieważ rozczyn bardzo intensywnie sfermentował ;-) Na stolnicy (lub w dużej misce) rozsypujemy mąkę formując dołek, sól, dodajemy resztę cukru, rozczyn, wbijamy jajko. Całość zagniatamy. Wyrobione ciasto odstawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia (min. pół godziny). Kiedy wreszcie przypomniałam sobie o cieście, wróciłam do kuchni, a tam znowu niespodzianka :D Ciasto ślicznie wyrosło, napuszyło się.
Ciasto dzielimy na kilka części, formując mniejsze lub większe serduszka, lub tradycyjne bułki, po czym układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Blaszkę wstawiamy na noc do lodówki. Następnego dnia, rano (można oczywiście wszystko przygotować tego samego dnia; ze względu na wygodę, przygotowałam ciasto na noc ;-) napuszone serca smarujemy wodą, posypujemy makiem. Pieczemy w temperaturze 190°C przez około 20-25 minut. Bułeczki jeszcze troszkę urosną, wreszcie zarumienią się.
Nie ma nic lepszego niż zapach świeżego pieczywa na dzień dobry ;-) Bułeczki wyszły miękkie, przepyszne w smaku. Nie za słodkie, nie za słone. Dla mnie idealne. Za tydzień w weekend znowu je upiekę ;-) Koniecznie z makiem! Do tego dżem/konfitura truskawkowa lub z czarnej porzeczki i moje podniebienie, i brzusio szaleją ze szczęścia :D
 Ale w ten weekend nie tylko one szalały ze szczęścia. Cała ja szalałam! Szymon zrobił nam śliczną niespodziankę i przyjechał do Świecia :-) Ale było radochy :P Mam nadzieję, że spędziliście równie uroczo, jeśli nie bardziej, swój weekend ;-) Pozdrawiam Was cieplutko!

czwartek, 24 lutego 2011

Sałatka z cebulką

Prosta i szybka sałatka 5-składnikowa. Lekka i kolorowa. Szybko znika z talerza. Ciekawym dodatkiem okazały się małe cebulki marynowane ;-) Przepis dostałam od Mamy Szymona :-) Dziękuję! I zachęcam do jej zrobienia wszystkich ciekawych połączeń nowych smaków
Składniki:
  • 1 por (przede wszystkim część biała)
  • 20 dag dobrej szynki w kawałku (może być szynka konserwowa, z indyka etc. )
  • 4 jajka na twardo
  • średnia puszka kukurydzy konserwowej
  • słoik srebrnych cebulek marynowanych (280 g z zalewą, użyłam f. Ole!)
  • 4-5 łyżek majonezu
Por siekamy, odcedzamy kukurydzę oraz cebulkę (cebulkę przepłukujemy wodą). Szynkę oraz jajka ugotowane na twardo kroimy w kosteczkę.
Wszystkie składniki sałatki mieszamy, włącznie z majonezem, doprawiając solą i pieprzem. Odstawiamy do lodówki, aby przeszła smakiem.
I na tym koniec :-)
Po raz pierwszy jadłam tę sałatkę u Szymona. Urzekło mnie połączenie marynowanych cebulek z resztą składników. Kiedy ją zrobiłam, cebulki urzekły również Moją Mamę ;-) I wyjadała same cebulki. Ponieważ płuczemy je wodą, nie wyczuwamy ich intensywnego smaku; są raczej "delikatne". Sałatka jest wyjątkowo lekka i na pewno jeszcze nie raz ją zrobię.

środa, 23 lutego 2011

Zupa pomidorowa z ciecierzycą

Cieciorka uprawiana jest w dwóch odmianach: Desi - o drobnych, ciemnozielonych ziarenkach z pofałdowaną skórką oraz Kabuli - charakteryzującą się większymi, jasnymi ziarenkami o gładkiej powierzchni. Dzisiaj pomidorówkę oddaję Kabuli. Dla mnie smakuję groszkowo. Jest źródłem białka, węglowodanów, witamin (A, C, E, K, grupa witamin B, kwas foliowy), podstawowych minerałów (P, K, Ca, Zn). Zawiera bardzo dużo błonnika, dlatego poleca się ją diabetykom i osobom odchudzającym się. I jeszcze jedno: nie zawiera glutenu, w związku z czym może być substytutem makaronu w pomidorówce dla celiaków :-)
Składniki:
  • 1,5 litra wywaru mięsnego (przygotowałam na podwójnej piersi z kurczaka)
  • 1 puszka pomidorów w całości (puszka 400 g z zalewą)
  • 1 puszka białej cieciorki (puszka 400 g z zalewą)
  • 3 czubate łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • ćwiartka selera
  • 1 duża marchewka
  • 1/2 cebuli
  • sól i pieprz do smaku
  • 2 łyżeczki bazylii
  • 1/2 łyżeczki tymianku
  • 2 łyżeczki pietruszki (polecam poszatkować świeżą, można zastąpić suszoną)
  • 2 płaskie łyżeczki vegety (opcjonalnie)
  • ziele angielskie i liście laurowe (ilość wedle uznania)
  • szczypta słodkiej czerwonej papryki w proszku (opcjonalnie)
  • szczypta cukru (opcjonalnie, jeśli zupa będzie kwaśna)
Do wywaru mięsnego wsypujemy kilka ziarenek angielskich oraz liści laurowych (wywar przygotowałam na dużej, podwójnej piersi z kurczaka, którą gotujemy w 1,5 litra posolonej wody do miękkości, zbierając początkowo szum). Część selera oraz marchew obieramy ze skórki, po czym trzemy na tarce o dużych oczkach; dodajemy do wywaru, gotujemy do miękkości warzyw. Pomidory z puszki kroimy w dużą kostkę, przekładamy do malaksera wraz z zalewą. Dodajemy poszatkowaną cebulkę, 1 łyżeczkę bazylii oraz 1 łyżeczkę pietruszki. Całość miksujemy do uzyskania jednolitej masy.
Mięso wyciągamy z wywaru mięsno-warzywnego (przyda się do sałatki :-), wedle upodobań ujmujemy część warzyw. Do wywaru dodajemy zmiksowane pomidory z przyprawami oraz cebulką. Zupę gotujemy na małym ogniu. Doprawiamy przyprawami: tymiankiem, pieprzem, bazylią. Ponieważ moja zupka wydawała się troszkę kwaśna (zapewne ze względu na pomidory z puszki) dodałam dosłownie szczyptę cukru, dosypałam 2 płaskie łyżeczki vegety oraz szczyptę mielonej papryczki. Dzięki przyprawom zupa nabrała wreszcie intensywnego, ostrego smaku. Na sam koniec dodajemy odcedzoną cieciorkę. Całość mieszamy łyżką, gotujemy przez kilkanaście minut, żeby zupka przeszła smakiem. U nas gościła w zeszły piątek (tak, wiem, dopiero dodaję przepis, ponieważ jestem zabiegana), ale w sobotę była jeszcze smaczniejsza :-)
Wyszła oczywiście pomidorowa z ostrą nutą, wyczuwalnym pieprzem i aromatem bazylii. Wyszła pikantna, mocno rozgrzewająca. Jeśli chodzi o cieciorkę, można by dodać 2 puszki, jeśli preferujecie bardziej treściwą zupę. Pomidorówkę możecie również zaciągnąć mąką lub delikatnie zabielić śmietanką 18%. Naszym skromnym zdaniem jest świetną, nową propozycją dla celiaków ;-) Chociaż polecam ją wszystkim!
Ps. Pozdrowienia dla shinju i jej zupki pomidorowej z soczewicą ;-)

poniedziałek, 21 lutego 2011

Małe Indie w Gdyni. Tandoor House

Indyjska muzyka, ściany zdobione kwiatowymi ornamentami,  nastrojowy pomarańczowy lampion bijący ciepłym światłem, wreszcie mieszanina orientalnych zapachów i smaków... I My, po raz trzeci zakochani w kuchni indyjskiej, lecz po raz pierwszy w gdyńskiej oazie orientu. Miejsce, gdzie warto i trzeba wrócić. Namaste! ;-)
Kiedy jedziemy do Gdyni autem, cieszę się, że to zaledwie 1,5 godziny od Świecia. Ale kiedy jadę do Gdyni pociągiem z Bydgoszczy, do tego zimą, przeklinam kolej :D Równe 3h i 40 minut (!) w zimnym pociągu (!!), siedzę w wagonie drugiej klasy, przykryta kurtką. W połowie trasy "zwiedzam" pozostałe przedziały w poszukiwaniu ciepła. Ale nikt GO nie widział. Tuż przed Gdańskiem mój przypadkowy współpasażer odwiedza wagon pierwszej klasy, wraca i mówi "tam grzeją, ja idę, pani radzę zrobić to samo". Zanim zbiorę manatki, sąsiada już nie ma. Idę niepewnie, widzę go jak stoi przy oknie, "zaraz wysiadam" - mówi. Niepewnie siadam w pustym przedziale (wagon był prawie pusty!), kulę się i dziękuję Bogu, że chociaż tu trochę grzeją. Moje przemarznięte stopy i dłonie odliczają minuty z Gdańska Głównego do Gdyni Głównej. Kicham i wkurzam się, że ta wyprawa może kosztować mnie chorobę eh Obok przedziału przechodzi konduktor, ale na szczęście nie zwraca mi uwagi. Kiedy widzę zielone kolumny na sopockiej stacji, wiem, że jestem już blisko. Mijam Orłowo, Klif... Owijam się ciepłym szalem, zakładam kurtkę, niebieski beret. Wysiadam na dworcu głównym, który jest remontowany od pewnego już czasu. Wysiadam, przechodzę stację skmki, cofam się do wejścia głównego w poszukiwaniu mojego Szczęścia. Znajduje mnie w połowie drogi :-) "Chcę do domku..." - mówię. Jedziemy na zakupy, potem do domu. Nareszcie. A później ferwex przez kilka dni, bo kicham i mam katar heh Dzisiaj czuję się już dobrze. 
W sobotni wieczór odwiedzamy Tandoor House. Mała, niepozorna indyjska knajpka na ulicy Mściwoja 9/1 koło centrum Kwiatkowskiego (klik - odwiedź wirtualnie). Bardzo nastrojowa. Zaledwie kilka stolików, parapety zdobią poduchy wyszywane orientalnymi wzorami. Królują: przełamana biel, pomarańcz i czekolada. Knajpka w iście smacznych kolorach.
Na powitanie indyjska herbata, wyglądająca niczm kawa z dużą ilością mleka ;-) Kardamon, cynamon, może goździki? Niesamowite połączenie smaków. Do tego kruche, chrupkie płatki/chlebki z kminkiem jak sądzę, podawane z dwoma sosami: jednym słodkim - z dodatkiem suszonych owoców tamaryndowca -, drugim - o zielonkawym kolorze, przyrządzonym m.in. z kolendry i mięty (i jeszcze wielu innych przypraw, o których poinformowała nas kobietka pracująca w tandoor house ;-) Czas na danie główne.
Szymon zamówił Kadhai Lamb, tzn. baraninkę w słodko-pikantnym sosie z papryki, cebulki, chilli i imbiru. Jak widzicie powyżej, podawana w kadhai, tradycyjnej indyjskiej miseczce, podtrzymującej temperaturę i uroczo podgrzewanej świeczką. W zestawie ryż Basmati. Ja natomiast zamówiłam Spring Lamb Tikka, tj. gorącą jagnięcinę podawaną na surówce w żeliwnym półmisku, zapiekaną w tradycyjnym glinianym piecu tandoor.
Do tego wybrałam sobie cieplutkie czosnkowe chlebki Naan. Mniam! Mięso idealnie przyrządzone, ani za suche, ani surowe. Czerwień, którą widzicie na zdjęciu jest trochę zakłamana ze względu na kiepskie oświetlenie. Mięsko skrapiamy cytrynką, rwiemy chlebki Naan, maczamy je w słodkim sosie i toniemy w mieszance orientalnych smaków :-) Moim zdaniem, kuchnia indyjska jest niesamowita. Połączenie tak wielu przypraw w jedną, idealną wręcz całość. Nie żałujcie sobie, tam naprawdę warto pójść ;-)
Wspominając gdyńską knajpkę, chciałabym również podzielić się z Wami wspomnieniami i krótką refleksją na temat indyjskiego filmu Tandoori Love.
Być może wielu z Was już oglądało ten przedziwny film o miłości Hindusa do kucharzenia, ale i blond Szwajcarki ;-) Moim zdaniem, film pokręcony, ale wyjątkowo dobre ujęcia przygotowywania indyjskich potraw przez hinduskiego kucharza.
Film "wpadł" mi w ręce, kiedy to codziennie chyba oglądałam filmy bollywood ;-) Zachęcam Was nie tyle do zapoznania się z "hinduskim smakiem miłości (tandoori love)", ile do zasmakowania i rozkoszowania się orientalną mieszanką przypraw i hinduskich potraw. Dla mnie - przyrządzone po mistrzowsku :-)
Pozdrawiam Was ciepło,
Kasia

Ps. Dziękuję Ci Kochanie za przepyszną wycieczkę :*

piątek, 18 lutego 2011

Cynamonowo-pomarańczowe blondies z żurawiną (bezglutenowe). Od Serca dla Serca

Przepisowo blondies, z tą różnicą, że w smaku cynamonowe, zakrapiane pomarańczą, ze słodką żurawiną, pod serowo-czekoladową pierzynką. Kiedy zobaczyłam je w formie serduszek na Glorious Treats - wiedziałam, że muszę je zrobić dla Szymona ;-) Jednak figlarna mąka bezglutenowa zrobiła mi psikusa w próbie wykrawania serca. Została krajanka ;-) Podaję przepis na małą blaszkę o wymiarach 17 cm x 24 cm
Składniki:
Spód:
  • 120 g mąki bezglutenowej (użyłam fimy Schar, można zastąpić pszenną)
  • 100 g cukru białego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 płaskie łyżeczki cynamonu
  • szczypta soli
  • skórka z 1 pomarańczy
  • sok z 1 pomarańczy (zostaw 1 łyżkę do polewy)
  • 1 jajko
  • 100 g miękkiego masła
  • 1 op. cukru waniliowego
  • 100 g suszonej żurawiny (polecam f. Sante z aromatem pomarańczowym)
  • 100 g białej czekolady
Polewa:
  • 200 g serka waniliowego/śmietankowego do sernika (tzw. cream cheese, np. Piątnicy, Turka, President)
  • 100 g białej czekolady
  • 2 łyżeczki masła
  • 1 łyżka soku z pomarańczy
  • żurawina i perełki do ozdoby
W jednej misce wymieszaj mąkę, proszek do pieczenia, cynamon oraz sól. W drugiej misce utrzyj masło z cukrem waniliowym, cukrem; dodaj jajko, skórkę z pomarańczy (pachnie bosko!), zmiksuj. Do mokrych składników dosypuj porcjami składniki suche, stale miksując. Masa mocno zgęstniała zanim wsypałam całą mąkę, dlatego dodałam sok z 1 pomarańczy (zostaw 1 łyżkę do polewy). Na koniec dodajemy żurawinę oraz pokrojoną w drobną kostkę białą czekoladę, całość mieszamy łyżką.
Masa będzie gęsta. Przekładamy masę do uprzednio wysmarowanej margaryną i obsypanej bułką tartą blaszki, wyrównujemy powierzchnię łyżką. Pieczemy w 180°C przez około 25-30 minut. W tym czasie ciasto zarumieni się, odejdzie od brzegów. Następnie blondies wyjmujemy z piekarnika i studzimy.
Przygotowujemy polewę: twaróg miksujemy na wolnych obrotach, przy użyciu jednej trzepaczki; dodajemy sok z pomarańczy oraz rozpuszczoną w kąpieli wodnej białą czekoladę z 2 łyżeczkami masła. Całość mieszamy na jednolitą, gęstą masę, którą polewamy ostudzone blondies. Posypujemy żurawiną, zdobimy cukrowymi perełkami. Chłodzimy w lodówce, aby polewa zastygła.
A jak Wam się podobają te urocze maleńkie kwiatki?? Widziałam różne "odmiany" w Home&You i jak widać mamie Szymona też bardzo się spodobały i je zakupiła :-) Są śliczne!
Ciasto jest słodziutkie, wyraźnie cynamonowo-pomarańczowe. Jest bardzo kruche i delikatne. Moim zdaniem, cukrowe perełki są przeurocze ;-) Zapach i płomyki świec, słodki smak blondies przełamany gorzką kawą i On.
I moje serduszko takie szczęśliwe, że jestem z Nim... Ciacho dedykuję mojemu Skarbkowi, prosto od Serca dla Serca :*

Przepis dodaję do akcji: 

czwartek, 17 lutego 2011

Sajgonki. Potrójnie szczęśliwa ;-)

Dzisiaj jestem potrójnie szczęśliwa: po 1) wczoraj wieczorem przyjechałam do Gdyni :-) po 2) zrobiłam sajgonki i po 3) najmniej oczekiwane, wygrałam u Magdy z Rogalika.blox  konkurs herbaciany organizowany przez firmę Herbapol :D Cieszę się jak małe bobo z pełnym brzuszkiem :-) Dostanę herbatki!! Już się nie mogę doczekać! Podaję przepis na 12 sajgonek
Składniki:
  • 500  mięsa mielonego z indyka
  • 12 płatków okrągłego dużego papieru ryżowego (miałam 1 op. 100 g)
  • 1/2 cebulki
  • 1/4 czerwonej papryki
  • 30 g makaronu sojowego/ryżowego (użyłam 1/3 op. cienkiego makaronu sojowego)
  • kilka grzybków mun (ilość wedle uznania, można zastąpić pieczarkami)
  • kiełki fasoli Mung (opcjonalnie, ilość wedle uznania)
  • szczypiorek
  • sól i pieprz do smaku
Włączamy radio, w tle pieje Rozynek, sąsiad pewnie zakrywa uszy bo pieję też ja :D I zabieramy się do pichcenia... 
Zarówno makaron sojowy, jak i grzybki mun (każde w osobnej miseczce) zalewamy gorącą wodą, aż zmiękną i zwiększą swoje rozmiary, odcedzamy. Cebulę pokrój w kostkę, zeszklij na oleju. W dużej misce wymieszaj mięso mielone z pokrojonymi w drobną kostkę grzybami mun (grzybki mun możesz zastąpić usmażonymi posiekanymi pieczarkami), dopraw solą i pieprzem, po czym całość dodaj do smażonej cebulki i smaż, aż mięso puści sok, usmaży się; mieszaj co jakiś czas.
Pokrój w drobną kostkę czerwoną paprykę oraz kiełki fasoli Mung. Kiełki kupił Szymon, z ciekawości eh Dodałam je po raz pierwszy... Przyznam, że same kiełki nie powalają smakiem, dlatego dodałam ich niewiele, zaledwie 1/3 zawartości małej puszki bonduelle.
Pod koniec smażenia mięsa dodaj paprykę oraz kiełki, całość przytrzymaj jeszcze kilka minut na ogniu, mieszając cały czas. Patelnię zestawiamy z ognia, pozostawiamy na 5-10 minut do ostudzenia. Kroimy szczypiorek oraz odcedzony makaron sojowy, po czym dodajemy do letniego mięsa. Całość mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem.
Przygotowujemy sajgonki: każdy płatek ryżowy zanurzamy w ciepłej wodzie przygniatając go szybciutko jedną ręką z jednej strony, drugą ręką zanurzamy szybko brzegi; trzymamy kilka sekund, aż zmięknie. Piszę o tym, ponieważ wkładając papier ryżowy do wody na talerzu, papier zacznie nam się rolować i wyginać, dlatego należy szybko zanurzyć całą jego powierzchnię, aby się nie połamał.
Miękki papier bardzo delikatnie podnosimy za brzegi i przenosimy na deskę. Nakładamy farsz wzdłuż jednego z boków płatka, po czym zaginamy jego dwa boki od góry i dołu oraz z prawej strony. Rolujemy sajgonkę, przyciskając delikatnie część z farszem. Ciasne zrolowanie sajgonki uniemożliwi pękanie i ucieczkę farszu po bokach podczas smażenia.
Sajgonki smażymy w oleju na złoty kolor z każdej ze stron; polecam przewracanie łyżeczkami, żeby nie poprzekuwać sajgonek ;-) Podajemy z ryżem i surówką.
Ugotowałam ryż jaśminowy, sajgonki moczyłam w słodko-pikantnym sosie Tao-Tao i zajadałam z tajską surówką z ananasem :-) Sajgonki wyszły chrupiące, delikatnie pikantne, przepyszne! Trudno jest mi opisać ich smak. Wszystkie składniki stworzyły jednolitą, przepyszną całość. Polecam wszystkim, nie tylko fanom kuchni azjatyckiej.
A! I jeszcze jedno, sajgonek NIE smażyłam w głębokim oleju, tylko w ilości niewielkiej, wystarczającej do podsmażenia. Od dawien dawna czytałam i słuchałam, że sajgonki są przecież tłuste, ponieważ smaży się je w głębokim tłuszczu, tak jak frytki. Jeśli komuś nie przeszkadza taka ilość oleju - nie bronię. Ale równocześnie zaznaczam, że nie musisz się obawiać dużej nadwyżki cholesterolu, ani dolegliwości żołądkowo-jelitowych po zjedzeniu moich sajgonek, gdyż spokojnie możemy je usmażyć w niewielkiej ilości oleju na średnim ogniu/grzaniu ;-) I można zjeść ich więcej! Jupi ;-)
Ps. Serdeczne pozdrowienia dla Magdy z Rogalika ;-) Dziękuję raz jeszcze za nagrodę!
Ps2. Zima wróciła... Przynajmniej w Gdyni! Pada śnieg, jest mroźno i nie chce się wychylać nosa spod koca :P 

Przepis dodaję do akcji:
 

niedziela, 13 lutego 2011

Sernik kajmakowy. Walentynkowo

Wrócili! ;-) Przywieźli z Zakopanego oscypki, paputy i różne takie ;-) Najważniejsze, że siebie :P A na Ich powrót coś specjalnego... Wczorajszy wypiek należy do najsmaczniejszych serników jakie jadłam. Przepis znalazłam u Liski, dopasowując go do swoich upodobań. Na blaszkę o średnicy 20 cm (można użyć blaszki 22-24 cm, będzie niższy)
Składniki:
Spód:
  • 80 g herbatników petit beurre (1,5 opakowania, polecam firmy Bahlsen Krakuski, są bardzo kruche i łatwo się je rozdrabnia)
  • 30 g miękkiego masła
  • 1 garść płatków migdałów
Masa twarogowa:
  • 500 g twarogu w wiaderku (jestem wierna firmie Delfiko, twaróg o smaku o waniliowym)
  • 3 jajka
  • 1 op. cukru waniliowego
  • 500 g masy kajmakowej/krówkowej
  • 2 płaskie łyżki mąki pszennej
  • 50 g miękkiego masła
  • 2-3 garści płatki migdałów
A było to tak: od dłuższego już czasu chodziła za mną mała, czarna, okrągła blaszka do pieczenia... Z reguły pieczemy dużo, a po kilku dniach człowiekowi nudzi się smak a ciacho przesusza się. Zatem w zeszłym tygodniu rozpoczęłam poszukiwania małej tortownicy na ciacho na max. 2 popołudnia, powlekanej emalią nie pozwalającą na przywieranie... I... I nie mogłam znaleźć jej na osiedlu w bdg :D W piątek popołudniu wróciłam do Świecia. Tuż po 18 przyjechali rodzice, po czym nie dałam im żyć i pojechaliśmy do miasta w poszukiwaniu blaszki :D Tak, wiem, jestem okropna, ale przynajmniej zrobiliśmy też inne zakupy... Blaszkę dostałam w trzecim sklepie z artykułami agd. I Kaś taki szczęśliwy był... :-)
Przygotowujemy spód: herbatniki wkładamy do woreczka foliowego, kruszymy, po czym tłuczemy na drobno za pomocą wałka (również wałkowałam :D Świetna metoda na rozładowanie emocji :-) hehehe Płatki migdałów drobno siekamy nożem, po czym ucieramy w misce z drobinkami herbatników oraz masłem. Powstanie masa bardziej sypka aniżeli zbita. Foremkę wykładamy papierem do pieczenia, lub tak jak to miało miejsce w moim przypadku smarujemy margaryną i obsypujemy bułką tartą. Następnie przekładamy masę herbatnikową, wyrównujemy i ugniatamy paluszkami maślane drobinki petit beurre. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 190°C na około 10 minut. W zależności od naszych piekarników, poleciłabym pilnować pieczenie spodu, ponieważ mój czas pieczenia okazał się krótszy aniżeli u Liski. Spód nabiera intensywniejszej barwy i wyczuwamy przesmaczny zapach pieczonych herbatników ;-) Już sam spód zjadłabym hehe
Masa twarogowa: w misce ucieramy za pomocą miksera masło z cukrem waniliowym. Dodajemy 250 g kajmaku (resztę wykorzystamy do polewy), po czym całość ucieramy na gładką masę. Kolejnie dodajemy jajka oraz po łyżce twaróg i mąkę. Całość miksujemy na jednolitą masę. Masa będzie bardzo lejąca, nie przestraszcie się. Masę przelewamy na podpieczony spód i wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 180°C na około 70 minut. Warto sprawdzić wierzch sernika już po 30-45 minutach. Jeżeli bowiem wierzch ciasta zarumieni się, przykrywamy folią aluminiową, dalej pieczemy. Po upływie wskazanego czasu (może okazać się, że wasze ciasto będzie gotowe już po około 50 minutach, tak jak i Liski, rumiane i ździebko stężałe), dlatego pilnujcie czasu. Ja piekłam z minutnikiem 30 minut, plus 15, plus kolejne 15, plus 10. Wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki, studzimy sernik w piekarniku. Gdy mi trochę ostygł, wyłożyłam na blat, pozostawiłam do całkowitego ostygnięcia.
Przygotowujemy polewę: pozostałą część kajmaku wkładamy do garnuszka, dolewamy 3 łyżki mleka, gotujemy na malutkim ogniu, aż masa stanie się bardziej płynna, dodajemy 1 łyżeczkę masła. Ponieważ moja masa miała grudki, zmiksowałam ją blenderkiem. Masę studzimy (aż troszkę stężeje). W między czasie prażymy płatki migdałów (mniej więcej 2-3 garści) rozsypane na folii aluminiowej, przełożonej do piekarnika w temperaturze 180°C przez 5-7 minut. Uważaj, żeby ich za mocno nie przypiec ;-) Ostudzony wierzch sernika polewamy masą kajmakową, posypujemy prażonymi płatkami migdałów.
Sernik wstawiamy do lodówki, chłodzimy kilka godzin.
Jeżeli pieczemy sernik na specjalną okazję, to polecam przygotować go dzień wcześniej, ponieważ przez noc porządnie się schłodzi a masa twarogowa stanie się bardziej zbita aniżeli piankowa (miałam taką piankę po upieczeniu i obawiałam się, czy się upiekł :D Sernik piekłam do godziny 16, po czym chłodziłam do 23, kiedy to wreszcie odważyłam się sprawdzić jego konsystencję. Ale tak naprawdę dzisiaj nadeszła pora degustacji i... I delektowania się niebywale smacznym sernikiem ;-) Masa jest barwy kawy z mlekiem, z przewagą mleka. W smaku... Jest słodki, ale uważam, że słodycz ta jest wyważona prażonymi migdałami i samym waniliowym smakiem twarogu. Ze względu na słodycz kajmaku, nie dodawałam cukru do masy. Co to dużo pisać: prażone migdały + kajmak = LOVE :D hehe Jest przepyszny, idealny na specjalną okazję, choćby jutrzejsze walentynki ;-) Jest naprawdę wyjątkowy.

Przepis dodaję do akcji:
Ps. Dużo miłości nie tylko w walentynki, ale przez cały rok kochani :-)

Ps2. Tak wygląda moja tapetka w dniu walentynek :D Po kliknięciu odsyłacz na stronę z tapetką do ściągnięcia ;-)

czwartek, 3 lutego 2011

Sałatka curry z kurczakiem

Kolor podstawowy: żółty. W roli głównej: kurczak. W pozostałych rolach: weekendowe słońce i uśmiech, i cała tam reszta :P Tytuł: żółta sałatka. Na dobry humor, odpędzenie mrozów i tęsknotę za wiosną. Podaję ilości na dużą miskę
Składniki:
  • 1 pierś z kurczaka, ugotowana (użyłam pierś z rosołu)
  • 1 op. ugotowanego, sypkiego ryżu
  • 1 puszka kukurydzy (użyłam puszki o średniej gramaturze, 400 g z zalewą)
  • 1 puszka ananasa (użyłam puszki o wadze 565 g z zalewą, średnia, zostawiłam 3-4 krążki)
  • 3 jajka ugotowane na twardo
  • 1-2 garści rodzynek (zalać wodą, odcedzić)
  • 7 łyżek majonezu
  • 2-3 płaskie łyżeczki curry
  • sól i pieprz do smaku
Rodzynki zalej wrzątkiem, odstaw aby spęczniały. Ugotowaną pierś z kurczaka pokrój na drobne kawałki, przełóż do głębokiej miski. Ugotuj ryż. Nadaje się dobry, sypki ryż... I tutaj przyznam się Wam, że kiedy byłam młodsza, gotowałam ryż "aż do spęcznienia woreczka" hehe nigdy nie pilnując długości czasu gotowania ;-) Tak wiem, straszne! W związku z czym, ryż zawsze był przegotowany i kleisty. I tak naprawdę czytać opakowania nauczył mnie Szymon :D "Gotuj tak długo, ile napisali na opakowaniu, a nie będzie się kleił" - powtarza. I ma oczywiście rację, o czym pewnie wiecie. To nie musi być ryż wujka Bena, żeby był dobry i sypki. Od x czasu uwielbiamy ryż basmati. Charakteryzuje się długimi ziarenkami, a po ugotowaniu nie klei się :-) Ale nada się każdy inny, byleby nie kleił się (ponieważ sama sałatka będzie w sobie dosyć gęsta, zbita).
Jajka pokrój w kostkę, dodaj do pozostałych składników. Rodzynki odcedź, wsyp do miski z kurczakiem, ryżem i jajkami. Pokrój krążki ananasa, dodaj do pozostałych składników. Całość bardzo delikatnie wymieszaj, stopniowo dodając łyżkami majonez. Dopraw przyprawą curry oraz solą i pieprzem. Sałatka, przynajmniej nasza, jest łagodna. Jest słodka, a najlepszy jest w niej ananas :-) Intensywny aromat curry zostaje przełamany smakiem ryżu oraz słodyczą ananasa i rodzynków. Jajek za bardzo nie wyczuwam :P Ponieważ jednak stanowią jeden z żółto-białych składników, raczej ich nie pomijamy (my). Przyrządzam sałatkę, a mama pyta: "Jajka też?". "A nie wiem :D Czemu nie, będzie bardziej urozmaicona". A dzięki kurczakowi jest dodatkowo treściwa.
A kiedy ją przyrządzałam, kąpała się w słońcu. Słonko, żółta sałatka, zielona pietruszka i w głowie wiosna :-) A mrozom i szarości mówimy już "NIE!".
Ps. A czy wy wiecie, że żółty kolor jest najbardziej optymistyczny ze wszystkich barw? Jest lekarstwem na stres, przemęczenie. Dodaje energii, poprawia koncentrację i wprawia w pogodny nastrój. Uwielbiam moje małe żółte królestwo... Ściany mojego pokoju są żółte, na biurku stai żółta lampka... Nawet z sufitu zwisa duża, okrągła żółta lampa, przywieziona jeszcze ze Świecia, z pokoju który dzieliłam z moim bratem w dzieciństwie... Taka stara eh... Tyle żółtego, a ze mnie twarda realistka. Gdzie podział się mój optymizm?
Ps2. Optymizm w sałatce :D Jedzcie kolorowe sałatki!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Kabka & Bodwick © 2010-2014