niedziela, 29 maja 2011

Zawijańce krucho-drożdżowe z rabarbarem i jabłkiem

Bardzo lubię wszystkie możliwe wypieki drożdżowe. Są one jednak bardzo czasochłonne. Dzisiaj, bez zbędnego czekania, prezentuję Wam szybki  (uwzględniając, że to drożdżowy) wypiek. Wystarczy ciasto wyrobić, rozwałkować, nałożyć owoce, upiec ;-) Jak dla mnie - super. W dodatku w związku z rabarbarem i jabłkiem :-) Wyszło 30 zawijańców
Składniki:
  • 500 g mąki pszennej tortowej + do podsypywania
  • 230 ml ciepłego mleka
  • 4 żółtka
  • 6 łyżek cukru
  • 100 g miękkiego masła
  • 3 łyżki oleju
  • 1 op. drożdży instant (użyłam 7 g)
  • szczypta soli
  • 2-3 łodygi rabarbaru
  • 1 jabłko
  • 1 łyżeczka cynamonu + 1 łyżka cukru = do posypania owoców (opcjonalnie)
  • 1 białko do posmarowania zawijańców
Lukier:
  • 8-10 łyżeczek cukru pudru
  • sok z cytryny (można dodać 2 łyżki wody lub mleka)
Rozpuszczamy w rondelku masło. Podgrzewamy mleko. W miseczce dokładnie mieszamy drożdże ze 120 ml ciepłego mleka. W dużej misce ubijamy żółtka z cukrem, dolewamy rozpuszczone w mleku drożdże, miksujemy na małych obrotach. Dodajemy rozpuszczone masło, resztę mleka, szczyptę soli, miksujemy. Wreszcie dosypujemy przesiewaną mąkę, po czym mieszamy ciasto drewnianą łyżką.
Ciasto powinno być elastyczne, lekko lepić się do dna miski/łyżki. Nie występuje konieczność dosypywania większej ilości mąki. Owoce myjemy, jabłko obieramy ze skórki. Zarówno rabarbar, jak i jabłko kroimy w paseczki grubości ~1cm i długości boku zawijańca. Na stolnicy rozsypujemy mąkę, przekładamy ciasto (lepi się do rąk). Ciasto posypujemy mąką, po czym wyrabiamy rękoma. Ciasto jest bardzo, ale to bardzo elastyczne, miękkie, wręcz uciekające :-) Po wyrabianiu z podsypaną mąką przestaje lepić się do rąk. Wałkujemy na grubość 5-7 mm, po czym kroimy na kwadraty.
Na środku każdego z kwadratów nakładamy po paseczku rabarbaru oraz jabłka. Owoce posypujemy delikatnie cukrem cynamonowym. Wreszcie sklejamy zawijańce, łapiąc przeciwne 2 boki kwadratu, nakładając je jeden na drugi. Zawijańce układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, następnie smarujemy wierzch każdego z nich roztrzepanym uprzednio białkiem. Pieczemy w temperaturze 180°C do zarumienienia się ciasta.
Ostudzone ciastka drożdżowe smarujemy gęstym lukrem (do miseczki wsypujemy cukier puder, wlewamy 2 łyżki mleka, dodajemy troszkę soku z cytryny; całość mieszamy na jednolitą masę. Jeśli lukier szybko spływa z ciastek, należy dosypać każdorazowo po łyżeczce cukru pudru i wymieszać, aż uzyskamy gęsty, cytrynowy lukier).
Zawijaski są kruchutkie, nie wyczuwamy drożdży. Słodki lukier przełamuje kwaskowy smak rabarbaru. Dodatek jabłek sprawia, iż stają się delikatniejsze i łagodniejsze w smaku (sam rabarbar polecam jego wielkim wielbicielom ;-)

Przepis dodaję do akcji:

środa, 25 maja 2011

Muszle nadziewane mięsem mielonym w sosie śmietankowym ze szpinakiem

Nasze drugie podejście do makaronu conchiglioni (muszle). Przy pierwszym - wszystkie popękały. Przy drugim - popękało kilka. Gotujemy je na małym ogniu, woda z olejem, mieszamy, a i tak kilka popękało. Jakieś pomysły? Na naszym stole faszerowane mięsem mielonym conchiglioni gościło zapiekane w sosie śmietankowym oraz podane ze szpinakiem. Muszle duże, sycące, na min. 6 porcji.
Składniki:
  • 30 muszelek makaronowych
  • 0,5 kg mięsa mielonego (użyłam mielonej karkówki)
  • 2 cebule
  • 5-6 ząbków czosnku
  • 2 łyżeczki bazylii
  • 1 łyżeczka tymianku
  • szczypiorek
  • kilka ziarenek kolorowego pieprzu
  • sól i pieprz do smaku
  • 500 ml śmietanki 30%
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • starty ser
  • mrożona kostka szpinaku (z wygody używamy kostki f. Frosta, doprawionej już serkiem oraz śmietanką)
Makaron gotujemy aldente, zgodnie z przepisem podanym na opakowaniu, studzimy. Cebulkę oraz czosnek obieramy, kroimy w kostkę. Warzywa smażymy do miękkości na oleju, przy czym dodajemy po 1 łyżeczce bazylii oraz tymianku, mieszamy. 
Do zeszklonej i przyprawionej cebulki oraz czosnku dodajemy mięso mielone. Doprawiamy solą oraz pieprzem, dodajemy 1 łyżeczkę bazylii. Smażymy do wyparowania większości soków mięsnych. Pod koniec smażenia wlewamy 2-4 łyżki kremówki, mieszamy.
Przygotowane uprzednio muszelki napełniamy przyprawionym, usmażonym mięsem mielonym. Muszelki układamy dosyć ciasno, jedna obok drugiej w naczyniu żaroodpornym. Na patelnię wlewamy 500 ml kremówki, zaciągamy 1 łyżką mąki pszennej (w miseczce rozpuszczamy mąkę pszenną w kilku łyżkach kremówki, po czym dolewamy do reszty znajdującej się na patelni, stale mieszając). Śmietankę podgrzewamy na średnim ogniu, dodajemy kilka ziarenek kolorowego pieprzu. Gorącą śmietanką zalewamy naczynie z napełnionymi, ułożonymi ciasno muszelkami. Środeczki muszelek posypujemy startym serem. Zapiekamy w temperaturze 160°C przez około 20 minut.
W między czasie na patelni przygotowujemy szpinak zgodnie z przepisem podanym na opakowaniu (rozmrażamy, podsmażamy; w przypadku użycia samego szpinaku, dodajemy do smażenia 1 kostkę topionego serka śmietankowego i/lub kilka łyżek śmietanki, mieszamy).
Muszelki się trochę spiekają, dlatego nie wyglądają niezwykle atrakcyjnie. Za to wyjątkowo smakują :-) Podajemy je gorące polane sosem szpinakowym. I chociaż nie jestem zwolennikiem szpinaku, muszle te w połączeniu ze szpinakiem smakowały rewelacyjnie. Przeważnie jadam makaron z sosem pomidorowym, dlatego też danie to stanowiło dla mnie samej nie lada wyzwanie smakowe. Jest niewątpliwie śmietankowe, lekko ziołowe, inne, ale bardzo dobre. Polecam serdecznie!

Przepis dodaję do akcji:

niedziela, 22 maja 2011

Drożdżówka z rabarbarem i gruszkami pod kruszonką

Pogoda nas nie rozpieszcza. Przed wczoraj wa nocy nawiedziła nas ostra burza, a większość następnego dnia była pochmurna, szara, deszczowa, ale ciepła i duszna. Dodatkowo rozgrzewałam atmosferę przygotowując i piekąc drożdżówę ;-) oj było ciepło! Dzisiaj też jest duszno, ciepło, ale troszkę pochmurnie... Tymczasem, smaczne połączenie kwaskowego rabarbaru ze słodkimi gruszkami. Podaję przepis na dużą blaszkę o wymiarach 25cm x 35cm
Składniki:
  • 1 szkl. ciepłego mleka
  • 1 szkl. cukru
  • 125 g masła
  • 3 jajka
  • 35 g świeżych drożdży
  • 4 szkl. mąki pszennej
  • 2 łyżki oleju
  • szczypta soli
  • 40 dag ogonków liściowych rabarbaru
  • 2-3 gruszki
  • 1 op. cukru waniliowego + 3 łyżki cukru + 1 łyżeczka cynamonu
Kruszonka:
  • 1 szkl. mąki pszennej
  • 1/2 szkl. cukru
  • 125 g chłodnego masła
Przygotowujemy kruszonkę: do miski wsypujemy mąkę, cukier, dodajemy pokrojone w kostki masło. Całość szybko rozcieramy za pomocą drewnianej łyżki otrzymując grudki o zbliżonej wielkości. Kruszonkę chowamy do lodówki.
Przygotowujemy zaczyn: drożdże kruszymy w miseczce, dodajemy 1 łyżkę cukru oraz 1 łyżkę mąki, zalewamy 1/3 szkl. ciepłego mleka, dokładnie mieszamy. Zaczyn powinien mieć gęstość śmietany. Miseczkę z zaczynem przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce w celu powiększenia jego objętości (fermentacja 1). 
Mleko podgrzewamy w garnuszku. Masło topimy i studzimy. Jajka ubijamy z cukrem za pomocą miksera na wolnych obrotach, dodajemy masło oraz olej, dalej ubijamy kilka minut do uzyskania jednolitej, kremowej masy. Wlewamy drożdże, od tej chwili dalej mieszamy drewnianą łyżką. Wreszcie przesiewamy do miski mąkę, dolewamy pozostałe 2/3 szkl. ciepłego mleka oraz dodajemy szczyptę soli. Całość mieszamy uzyskując gęstą, ale nadal luźną masę drożdżową. Ciasto przykrywamy ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu, aż podwoi swoją objętość (około 2 godziny, fermentacja 2).
Blaszkę smarujemy margaryną, obsypujemy bułką tartą, po czym wykładamy na nią ciasto, odstawiamy do wyrośnięcia (ze względu na pośpiech pozostawiłam na ok. 30 minut). Rabarbar myjemy, kroimy w kostkę. Gruszki obieramy ze skórki, wykrawamy gniazda nasienne, po czym kroimy w większe plastry/kostki. Owoce mieszamy w misce z cukrem, cukrem waniliowym oraz cynamonem. Scukrzone owoce rozkładamy na cieście, posypujemy przygotowaną uprzednio kruszonką. Ciasto pieczemy w temperaturze 180°C przez 60 minut. Zarówno ciasto, jak i kruszonka ślicznie się rumienią.
Wczorajsza kruszonka bardzo miło mnie zaskoczyła: nie rozpuściła się, a czasami mi się to zdarza. Ciasto stygło, razem z mamą przygotowywałyśmy obiadek -nadziewane muszle makaronowe, niedługo dodam przepis, zapraszam ;-) Po obiadku spakowaliśmy się i wyjechaliśmy w odwiedziny do dziadków na działkę do lasu. Pogoda niestety nam nie sprzyjała, przyjechaliśmy tuż po deszczu oraz burzy. Ale to nie przeszkadza przecież w pałaszowaniu drożdżówki ;-) Cieszy mnie, że nie ma ona posmaku drożdży - bardzo tego nie lubię. Ładnie wyrosła. Jest lekko kwaskowa, nie ukrywam. Moje pierwsze ciastowe połączenie rabarbaru z gruszkami :-)
Szkoda tylko, że słonko wyszło zza chmur po godzinie 19, kiedy w sumie zaczynało zachodzić zza horyzont. Na działce kwitną niezapominajki, błękitne i różowe :-) Takie maluszki, niebieskie przy płocie, różowe/fioletowe w doniczce. Wysyłam Wam kilka z serdecznymi pozdrowieniami! Tak, na nie zapominanie ;-)
Aktualnie ciepło, trochę pochmurnie... W kubku kompot owocowy z rabarbaru, gruszek, jabłek i truskawek ;-) Spokój, w tle jedynie szum wiatru... Teraz sobie odpocznę :-)

Przepis dodaję do akcji:

czwartek, 19 maja 2011

Dumny kompot z rabarbaru. Bez uprzedzeń

Typowy, domowy, maminy kompocik. Słodki, rabarbarowy, z cynamonową nutą. Między słowami dumna postać pana Darcy, odważna Elżbieta, dosłownie głupia Pani Bennet, zakochany Bingley, i moja radość napływająca z ich każdego słowa, gestu oraz manier. Dzisiaj nie ma już takich miłości. Ukradkowych spojrzeń, delikatności i powściągliwości w wyrażaniu swego zdania. I uczuć skrytych. A szkoda... 
Składniki:
  • 8 szkl. wody
  • 40 dag rabarbaru
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1 op. cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • garść goździków
Rabarbar myjemy, kroimy w kostkę. Do garnka wlewamy niecałe 2 litry zimnej wody, wrzucamy pokrojony rabarbar. Dosładzamy cukrem oraz cukrem waniliowym, dosypujemy goździki oraz 1 łyżeczkę cynamonu. Gotujemy na średnim ogniu do miękkości rabarbaru.
Warzywo zmięknie, porozapada się na długie nitki. Można dosładzać wedle uznania, dodawać również pokrojone jabłka.
Dobry, słodki, z nutą cynamonową. Na ciepło lub chłodno. Wedle uznania :-)
Kilka dni temu odwiedziłam bibliotekę. Wypożyczyłam powieść oraz książkę kucharską z tradycyjnymi przepisami pomorsko-wielkopolskimi. Ku mojemu zaskoczeniu znalazłam w niej przepis na ten kompocik ;-)

Przepis dodaję do akcji:

***
Co do powieści... Są historie, do których wracam stale. Oczywiście wybór zależy od humoru, nastawienia, nawet pogody. Ale są takie, które bez względu na porę radują moje duże oczy i małe serducho. Zatracam się w nich wówczas, czytam rano, do śniadania, po południu, po kolacji, przed snem. Muszę przyznać, że stan ten przytrafia mi się coraz rzadziej. Być może ze względu na uciekający czas, obowiązki, rozwój technologii i internetu. Nie mniej, wracam i czytam. Klasyka, galanteria, maniery. Delikatność, skradziony uśmiech, zauroczenie. Szacunek i podziw przełamane dumą i uprzedzeniem. Wracam do tej historii już tyle razy, podziwiając i mając zbliżone usposobienie co Elżbieta, kiedy bliski staje mi się nawet pan Darcy. Mezalians. Miłość. Klasyka powieści. Jedna z najpiękniejszych scen:

- Przecież to tylko kompot...
- Mezalians. Ale nie byle jaki, rabarbarowy ;-)

środa, 18 maja 2011

Placek rabarbarowy z kruszonką

Dzisiaj będzie tradycyjnie, prosto i szybko. Jest to, moim zdaniem, najprostszy przepis na ciasto z owocami. Bardzo często stosujemy poniżej przedstawioną "bazę ciastową" i podmieniamy tylko owoce sezonowe. Zawsze wychodzi i chyba każdy z Was go zna. Może dlatego tak często do niego wracamy? ;-) Podaję przepis na blaszkę o wymiarach 30cm x 25cm
Składniki:
  • 240 g mąki krupczatki
  • 190 g białego cukru
  • 125 g margaryny
  • 3 jajka
  • 1 op. cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 150 ml śmietanki ukwaszonej 18%
  • 250 g migdałowej kruszonki-klik
  • 40 dag ogonków liściowych rabarbaru + 3 łyżki cukru + 1 łyżeczka cynamonu
Margarynę rozpuścić w rondelku i ostudzić. Reszta bardzo prosta, wystarczy wszystko wrzucić do dużej miski i zmiksować ;-) Utrzyj margarynę z cukrem oraz cukrem waniliowym w dużej misce za pomocą miksera na małych obrotach. Dodawaj stopniowo jajka, mąkę, proszek do pieczenia, cynamon stale miksując. Na sam koniec dodaj ok. 150 ml gęstej kwaśnej śmietanki 18%, zmiksuj. Ciasto powinno być gęste, ale jeszcze powoli spływa z łyżki.
Blaszkę wysmaruj margaryną, obsyp bułką tartą, po czym przełóż nań ciasto. Rabarbar myjemy, suszymy, kroimy w kostkę. Owoce następnie zasypujemy 3 łyżkami cukru oraz łyżeczką cynamonu, wszystko mieszamy. Scukrzone owoce rozkładamy na cieście. Kruszonkę migdałową przygotowujemy zgodnie z przepisem podanym tutaj-klik.
Owoce obsypujemy kruszonką. Pieczemy w temperaturze 180°C przez co najmniej godzinę (piekłam 70 minut). Wierzch ciasta szybko rumieni się. Już po około 45 minutach moje ciacho było rumiane, ale trudno mi było ocenić stan upieczenia ciasta po sprawdzeniu patyczkiem, ponieważ na całej powierzchni rozrzuciłam owoce i przeważnie był mokry :P Także przytrzymałam je ponad godzinę.
Ostudzone ciasto posypujemy cukrem pudrem. Oczywiście wyczuwamy sam rabarbar i słodycz. Ciasto jest bardzo puchate, miękkie, na początku trochę wilgotne, na drugi dzień mniej. Takie tradycyjne, proste i szybkie ciasto, którego zapach długo unosi się w domu.

Przepis dodaję do akcji:

niedziela, 15 maja 2011

Ciasto rabarbarowe z truskawkami

Rabarbarowanie trwa :-) Ja zaczynam je poniższym przepisem bezglutenowym. Ciasto bezglutenowe z reguły jest kruche. Kruche ciasto bezglutenowe jest mega kruche ;-) Kwasówka rabarbaru wyważona słodyczą truskawek i cukru. Najlepiej smakuje posypane cukrem pudrem oraz w towarzystwie ubitej kremówki. Podaję przepis na blaszkę o wymiarach 20 cm x25 cm.
Składniki:
  • 250 g mąki bezglutenowej plus do podsypywania (użyłam Schara mix C)
  • 125 g masła lub margaryny
  • 2 jajka
  • 5 łyżek cukru
  • 1 op. cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 100 g cukru (do owoców)
  • 25 dag truskawek
  • 30 dag ogonków liściowych rabarbaru
  • cukier puder do posypania
Mąkę rozsypujemy w dużej misce/lub na stolnicy, dodajemy pokrojoną w kostkę margarynę, 5 łyżek cukru, wbijamy jajka. Przyznam, że próbowałam zagnieść ciasto z 1 jajkiem, jednak jedno jajo nie za bardzo chciało skleić mąkę bezglutenową z pozostałymi składnikami. Często zdarzają się w kuchni takie hocki klocki, czegoś okazuje się za mało, czegoś za dużo, ale ważne by nie zwariować i próbować dalej. Dlatego próbuję dalej ;-) Całość szybko zagniatamy otrzymując jednolitą masę.
Jeśli używamy margarynę, ciasto chłodzimy przez godzinę w zamrażalniku. Natomiast w przypadku użycia masła wystarczy pół godziny (po godzinie możecie otrzymać kamyczek ciastowy).
Owoce myjemy, truskawki pozbawiamy szypułek, po czym kroimy w plasterki. Rabarbar (można go obrać, wedle uznania) kroimy w kostki. Owoce mieszamy w misce, przy czym dodajemy cukier waniliowy, cynamon i 1/2 szkl. białego cukru.
Blaszkę smarujemy margaryną, obsypujemy bułką tartą. 2/3 schłodzonego ciasta trzemy na tarce o grubych oczkach. Starajmy się wykonać to zadanie wyjątkowo sprawnie, gdyż ciasto pod wpływem temperatury naszych rąk zacznie mięknąć i stawiać opór na tarce ;-) Przynajmniej ja miałam takie przeboje z moim ciastem bezglutenowym :P Pozostałą 1/3 ciasta wkładamy do zamrażalnika. Na warstwę ciasta układamy scukrzone owoce, po czym przykrywamy je pozostałą 1/3 startego, schłodzonego ciasta. Starajmy się zetrzeć ciasto w miarę równomiernie, co zapobiegnie zbędnemu wysuszeniu owoców w trakcie pieczenia.
Ciasto pieczemy przez godzinę, aż do delikatnego zarumienienia w temperaturze 180°C. Nie oszukujmy się, nie będzie tak samo rumiane jakbyśmy piekli glutenowe, dlatego warto sprawdzić stan upieczenia ciasta patyczkiem już po upływie około 50 minut (suchy patyczek = upieczone ciacho).
Ostudzone ciasto posypujemy cukrem pudrem. Ze względu na kwaskowy smak rabarbaru, obawiałam się troszkę smaku ciasta. Na szczęście truskawki były słodkie, a kwasowość rabarbaru wyważyła ilość cukru.

Przepis dodaję do akcji:

Dla ciekawych:

Wiecie, że rabarbar to warzywo? Muszę przyznać, że nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Rabarbar kojarzy mi się z dzieciństwem. Moja Mama uwielbia robić kompoty, potrafi wyczarować pyszny smak z różnych owoców/warzyw. Zdarzało się również, że robiła kompot z rabarbaru. Wracając do samej byliny, zjadamy tzw. ogonki liściowe w kolorach zieleni, różu, czy wreszcie czerwieni, o miąższu zielonym bądź różowym, które są bardzo bogate w witaminę C. Spożywanie rabarbaru wiąże się zarówno z pozytywnym, jak i negatywnym wpływem na nasz organizm. Jest niskokaloryczny, bogaty w garbniki, węglowodany, pektyny, kwasy organiczne, żywice, zawiera sporo witamin oraz soli mineralnych, m.in. wspomnianą witaminę C, witaminy z grupy B, karoten, wapń, potas, magnez, żelazo i inne. Rabarbar należy do roślin leczniczych. Jadać go powinny osoby walczące z otyłością (pobudza wydzielanie soku żołądkowego oraz żołci, dzięki czemu przyspiesza przemianę materii), zaburzeniem perystaltyki jelit (tzw. atonia jelit, rabarbar działa przeczyszczająco). Ponadto poprawia apetyt i łaknienie. Mimo to, nie wolno zjadać go za dużo. Dlaczego? Zawiera bowiem spore ilości kwasu szczawiowego, który jest jednym z dwóch, obok hiperkalciurri, najważniejszym czynnikiem kamicotwórczym. 
Kwas szczawiowy wchodząc w reakcję z jonami wapnia tworzy krystaliczny szczawian wapnia w postaci białego osadu. Związek ten jest usuwany z naszego organizmu (ponieważ nie wchłania się), w związku z tym powoduje zagrożenie odkładania się w kanalikach nerkowych, tworząc kamienie nerkowe. Faktem oczywistym zatem jest, iż osoby chorujące na kamicę lub mające jakiekolwiek problemy z nerkami, również chorujące na artretyzm,  nie powinny spożywać rabarbaru. Wszystkich pozostałych zachęcam do spożywania rabarbaru.  

wtorek, 10 maja 2011

Chilli con carne. Wycieczka do Yacht Klubu

Ten, kto mnie odwiedza, wie, że oboje z Szymonem uwielbiamy kuchnię meksykańską. Zgodnie z naszymi upodobaniami psotanowiliśmy poszerzyć standardowe meksykańskie menu o kolejną potrawę. Gotując bazowałam na przepisie Lucy Williams zaczerpniętego z magazynu delicious. W wielu jednak aspektach poszłam na skróty, z wygody i sklerozy :D Podaję przepis na 4-6 porcji w zależności od wielkości.
Składniki:
  • 500 g mięsa mielonego (preferowane wołowe, aczkolwiek z braku laku użyłam wieprzowe z szynki)
  • 250 ml bulionu (rozpuściłam na szybko 1 kostkę rosołową)
  • 3 pomidory
  • 2 cebule
  • 1 czerwona papryka
  • 1 puszka czerwonej fasoli z kukurydzą po meksykańsku f. Bonduelle (430 g)
  • 2 -4 łyżki oliwy
  • 2 łyżeczki przyprawy do chili con carne (f. Kotanyi; można zastąpić chilli)
  • 1/2 łyżeczki kminku
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • sok z 1/2 cytryny
  • sól i pieprz do smaku
Warzywa (cebulkę, pomidory obrane ze skórki, paprykę) kroimy w kostkę. Na patelnię wlewamy 2 łyżki oliwy, po czym smażymy cebulkę do miękkości na małym ogniu. W trakcie smażenie wsypujemy po 1/2 łyżeczki kminku i cynamonu oraz 1 płaską łyżeczkę gotowej przyprawy chili con carne. Przyprawy mieszamy z cebulką.
Następnie dodajemy pokrojone w kostkę pomidory, mieszamy aby nie przypalić przyprawionej już cebulki, pomidory puszczają sok.
Wreszcie dokładamy mielone mięso, doprawiamy solą i pieprzem, smażymy.
Kiedy całe mięso mielone będzie usmażone, a sok mięsny wyparuje, dolewamy 1 szklankę bulionu, wsypujemy 1 łyżeczkę przypraw chili con carne oraz pokrojoną w kostkę paprykę, po czym smażymy do momentu wyparowania 3/4 objętości soków.Na sam koniec wlewamy fasolę z kukurydzą w zalewie meksykańskiej. Całość skrapiamy cytryną, mieszamy, smażymy przez kilka minutek. Podajemy na gorąco z ryżem lub nachos.
Danie lekko pikantne, pomidorowe, charakterystycznie meksykańskie. Dla ciekawych: kminek i cynamon nie są wyczuwalne ;-) Zaś z pozostałymi przyprawami tworzą wspaniałą i aromatyczną kompozycję ziół.

Przepis dodaję do akcji:

***
Wydawać by się mogło, że posiadam mnóstwo wolnego czasu (skończył mi się staż), a mimo to widzę i czuję, jak dany mi czas ucieka. Kilka dni temu nagle, nieoczekiwanie przyjechałam do Gdyni. Od wczoraj zdecydowanie poprawiła się pogoda. Piękne, wytęsknione ciepło, ponad 30 stopni w słońcu. Poza tym, kupiłam aparat :-) Póki co uczę się jego obsługi, programów, wykorzystywania jego zdolnych funkcji. Zabieram go na spacery, próbuję łapać chwile, ale nie zawsze pozostają takie, jak chciałabym. Poniżej przykłady stateczków z Yacht Klubu w Gdyni. 
Bardzo przyzwyczaiłam się do naszego rodzinnego kompaktu, i czasami wydaje mi się, że lepiej oddawał barwy, przestrzeń, wreszcie potrawy. Zważywszy jednak na możliwości nowego aparatu, wiem, że to tylko moje złudzenie. 
Cóż, nie od razu Rzym zbudowano :P Tymczasowo mój Rzym został ogrodzony i nazwany ;-) Czas na stawianie cegiełek i chat :D 
Pozdrawiam Was bardzo ciepło z przepięknej, słonecznej Gdyni.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Kabka & Bodwick © 2010-2014