czwartek, 31 maja 2012

Arroz con Leche. In da Mexico :-)

Słodki cytrusowy pudding ryżowy polany jeszcze słodszym syropem z rodzynkami i cynamonem. Tym właśnie jest arroz con leche. Podaję się go w różnej postaci. Z wanilią, pistacjami, na mleczku kokosowym lub kremówce. Niektórzy dodają również żółtka. Ja postawiłam na cytrusy i cynamon. Podaję przepis znaleziony przez Malwinę, na stronie bbcgoodfood, na 8 szklaneczek lub 4 większe pucharki.
Składniki:
  • 200 g ryżu (2 torebki)
  • skórka z 1 cytryny
  • skórka z 1 pomarańczy
  • 1 litr mleka (użyłam dostępne 0,5 litra)
  • 100 g cukru białego
  • 85 g rodzynek zwykłych lub sułtańskich
  • 1 laska cynamonu (użyłam 1 łyżeczką cynamonu w proszku)
  • 100 g lekkiego brązowego cukru muscovado (użyłam tradycyjny trzcinowy)
  • 3 łyżki kremówki
Ryż wsyp do garnka (lub dużego rondla, patelni z teflonem), zalej 500 ml wody, dodaj skórki cytryny i pomarańczy. Całość doprowadź do wrzenia, po czym zmniejsz ogień i przykryj. Gotuj około 15 minut lub do momentu, w którym ryż całkowicie zaabsorbuje wodę. Co jakiś czas zamieszaj. Podnieś przykrywkę, wlej mleko oraz biały cukier. Gotuj na małym ogniu około 20-25 minut, często mieszając, ponieważ ryż szybko zacznie przywierać do dna.
Nie chcemy podpalonego ryżu, a miękkiego i pięknie pachnącego cytrusami :-) Ryż powinien całkowicie zaabsorbować mleko, pozostając delikatnie kleisty, broń Boże suchy. Niektórzy mogą nazwać ten stan papką ryżową :P Garnek zestawiamy, studzimy (studzenie wedle uznania; deser można podawać na ciepło, letnio lub zimno; ja podawałam letni). W między czasie przygotowujemy syrop z rodzynkami. Do małego garnuszka wsypujemy rodzynki, zalewamy 100 ml wody, wsypujemy cukier muscovado/u mnie dostępny w domu tradycyjny trzcinowy/ oraz cynamon.
Całość gotujemy, mieszamy, pozwalając na całkowite rozpuszczenie cukru. Gotujemy przez kilka minut, aż ciecz będzie jednolita i zacznie gęstnieć. Garnuszek zestawiamy, krótko studzimy. Ryż przekładamy do szklaneczek, pucharków, ramekinów etc., po czym polewamy gęstym syropem. Smacznego!
W trakcie studzenia ryż staje się zbity. Można go swobodnie ponownie podgrzać na małym ogniu, dolewając odrobinę mleka. Ryż rozdrabniamy wówczas łyżką oraz mieszamy aż wsiąknie nową porcję mleka. Podobna sytuacja dotyczy syropu z rodzynkami - zastyga. Dlatego przy ponownym serwowaniu deseru podgrzewamy najpierw syrop z naprawdę niewielką ilością wody. Robiłam już tak dwukrotnie i każdorazowo deser smakuje tak samo pysznie :-) Jest bosko słodki, z mocną nutą cytrusową, którą uwielbiam.

Syrop z cynamonem i rodzynkami jest idealnym zwieńczeniem deseru. Niczym przysłowiowa wisienka na torcie ;-) Polecam wszystkim kochającym szybkie słodkie desery.

Równocześnie tym postem kończymy tegoroczną akcję meksykańską Shinju. Żałuję, że ból ręki i wcześniejsze jej unieruchomienie nie pozwoliły mi w tym roku na pichcenie w stylu mexico. W wirtualnej kuchni spotkali się:
Wszystkim bardzo dziękuję za współudział. Czytelników natomiast zachęcam do gotowania :-)

Przepis dodaję do akcji Shinju:
Hola Mexico 2

środa, 30 maja 2012

Poczytaj ze mną :-)


Tak, lubię czytać książki. Kiedy byłam nastolatką i miałam full wolnego czasu, połykałam książkę za książką. To były piękne czasy, których moich rówieśnicy nie rozumieli. Dzisiaj nie mam już tyle wolnego czasu.
Głupia przyznałam się do mojego zamiłowania do książek w jednym z wypracowań na języku polskim, które (normalne) spodobało się polonistce. Po tym wyznaniu, patrzyło na mnie ponad 20 zdziwionych par oczu. Bo ponoć „jedno to czytać bo trzeba lub wypada, a co innego połykać książki, prawda? Jak można p o ł y k a ć książki?... A potem usłyszałam śmiech”. Można. Może dojrzałam, bo dzisiaj nie wstydzę się już przyznać, że kocham czytać książki :-) Chociaż do molika mi jeszcze brakuje ;-)

1. O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?
W moim przypadku 'najchętniej' nie równoważy słowa 'mogę'. Ponieważ uwielbiam brać książkę do ręki po przebudzeniu, przygotowaniu leniwego śniadania, w oczekiwaniu na herbatę. Zdarza mi się budzić nad ranem, brać książkę, czytać, czasami ponownie zasypiać ;-) zależy od książki oczywiście hehe Teraz, gdy jestem na chorobowym faktycznie mogę sobie pozwolić na czytanie książki rano, gdy mój umysł nieskalany szarością i codziennością dnia bez problemu przenosi się w świat z papieru. Gdy pora 'najchętniej' jest nieosiągalna, czytam wtedy, gdy mam czas. Pracując, zdarza się to bardzo rzadko.

2. Gdzie czytasz?
Na kanapie, na krześle, pod kocem czy kołdrą. Podróżując w pociągach, autobusie, skm-ce. Ostatnio w kolejce na rehabilitację :-)

"Czytanie zawsze pomaga przeczekać."(J.L. Wiśniewski)

3. Jaki rodzaj książek najchętniej czytasz?
Przede wszystkim proza. Poezję zawsze rozumiałam na swój sposób, który nigdy nie podobał się polonistom ;-) Pozostaję więc przy prozie. Głównie literatura piękna. Zdarzają się tam dramaty, tragedie, romanse, obyczaje. Rzadko czysto przygodowe, kryminalne. Fantasy tylko w bajkach dla dzieci ;-)

4. Jaka książkę ostatnio kupiłaś/dostałaś?
Ta odpowiedź nie będzie oryginalna heh Dotyczy bowiem kuchni. Wśród zakupionych znajdą się desery z czekolady i kuchnia orientalna bodajże. Z otrzymanych zaś „Ujęcia ze smakiem” Helene Dujardin.

5. Co czytałaś ostatnio?
„Tektonika uczuć” Erica-Emmanuela Schmitta. Jestem nią równocześnie wkurzona, zniesmaczona, jak i zachwycona.

6. Co czytasz obecnie?
Starą dobrą smutną historię. Pozostałam przy Schmitt'cie. „Oskar i Pani Róża”. Jest to jedna z moich ulubionych historii.

W najbliższym czasie dołączą:
  • Jedenaście minut, Paulo Coleho
  • Sceny z życia zza ścianą, Janusz Leon Wiśniewski
  • Czy mężczyźni są światu potrzebni?, Janusz Leon Wiśniewski – chyba już ją czytałam, ale muszę sobie przypomnieć, czy faceci faktycznie są nam do czegoś potrzebni ;-)
7. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi?
Oczywiście, że używam zakładek! Zbieram zakładki z podróży swoich i znajomych. Ale nie gardzę kawałkiem kartki. Aktualnie w Schmitt'cie używam wizytówki, którą dostałam dzisiaj na rehabilitacji ;-) Przy ostatniej zaś miałam zakładkę z podstawówki, nt. zdań złożonych współ/podrzędnie :D

8. E-book czy audiobook?
Nic z wymienionych. Z audiobooków nic we mnie nie pozostaje, a e-booki szybko mnie męczą i zniechęcają do dalszego czytania. Po prostu książka :-)

9. Jaka jest twoja ulubiona książka z dzieciństwa?
Z dzieciństwa hm nie pamiętam. Z lat nastoletnich bliska jest mi Jeżycjada Musierowiczowej i książki Siesickiej. Nie ma jednej jedynej. Każda jest wyjątkowa.

10. Którą z postaci literackich cenisz najbardziej?
Nie ma takiej postaci. Tak jak z ulubioną książką. W zależności od nastroju i mojego wieku różnie odbieram bohaterów. Zdarza się, że powracam do danej powieści, w której zaczynam patrzeć na bohaterów z innej perspektywy. Ci, których lubiłam, czy też podziwiałam w czasach nastoletnich, teraz wydają mi się niedojrzali. I odwrotnie. Zaczynam rozumieć to, czego nie pojmowałam będąc dzieciakiem. I cenić.

Świat się zmienia, my się zmieniamy. Zmieniają się nasze wartości, upodobania. Dziś z łzami w oczach znowu podziwiam odwagę Oskara, podczas gdy nie tak dawno podkochiwałam się w dumnym i nieznośnym panie Darcy :-) Loteria.

Maggie dziękuję za zaproszenie do zabawy i równocześnie zapraszam zapalone czytelniczki literatury i recenzentki Atrię i Kuchareczkę. Być może uda nam się poznać ich szczególne preferencje literackie :-)

Pozdrawiam Was wszystkich ciepło i zapraszam już jutro na deser w stylu mexico :-)

niedziela, 27 maja 2012

Dla Ciebie Mamo ♥ Tort Tiramisu

Zauważyliście, że desery z miłości wychodzą najlepiej? Ten jest delikatny i kremowy. W dodatku prosty, szybki (nie wliczając chłodzenia) i bez pieczenia. I nie zawiera surowych jajek, które występują w większości przepisów na tiramisu, a od których bardzo stronię. Podaję przepis na blaszkę o średnicy 23 cm, z inspiracji na bbcgoodfood. Dla Najważniejszej Kobiety na Świecie!
Składniki:
  • 400 g biszkoptów typu lady fingers, zw. również "kocie języczki"
  • 300 ml śmietany kremówki 30%
  • 250 g serka mascarpone
  • 2 kieliszki likieru kawowego (lub Marsali, Amaretto, ciemnego rumu, brandy, koniaku)
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 300 ml mocnej kawy (2 łyżki kawy granulowanej + 300 ml wrzącej wody; w wielu przepisach polecane espresso)
  • 3 kostki gorzkiej czekolady (nie łamcie, będzie się łatwiej tarło na tarce)
  • 4 łyżki kakao
Ubij kremówkę na sztywno. W drugiej misce zmiksuj serek mascarpone, aby uzyskał jednolitą konsystencję. Do serka wlewaj partiami alkohol - aby nie zważyć serka, oraz cukier stale miksując. Wreszcie przekładaj łyżkami kremówkę do miski z serkiem, miksując na bardzo niskich obrotach lub mieszając łyżką.

I tutaj wszystkich uprzedzam, abyście nie wrzucali wszystkiego od razu do jednej miski - mój pierwszy krem, po jednorazowym wlaniu alkoholu oraz pominięciu wstępnego zmiksowania serka, zwarzył się :/ Wymusiło to natychmiastowe zakupy i ostrożność.
Wracając do deseru. Kawę przelewamy do szerszego naczynia, w którym pojedynczo zaczynamy moczyć biszkopty przez 2 sekundy, przewracając każdy raz na drugą stronę. Uwaga: biszkopty szybko chłoną kawę! Ważne, aby były delikatnie nasączone, nie rozpadające się, ani też bardzo miękkie. Biszkopty układamy w blaszce, jeden obok drugiego.

Zostawcie około 5 mm przerwy od brzegów blaszki, gdzie ułóżcie "płotek". W tym celu odetnijcie 1/4 wysokości każdego z biszkopcików, które układamy ciasno jeden obok drugiego. Uwaga: tej części biszkoptów NIE NASĄCZAMY. 
Dolną warstwę nasączonych biszkoptów posypujemy cienką warstwą kakao -używamy sitka. Na to nakładamy połowę przygotowanego kremu. Ten z kolei posypujemy najpierw kakao, po czym powtarzamy czynność z układaniem nasączonych delikatnie biszkoptów. I tutaj łatwo możecie zauważyć, że zużyłam końcówki z biszkoptów zużytych do "płotka" - przyznaję: z oszczędności. 
Drugą warstwę biszkoptów pokrywamy kremem. Wierzch kremu posypujemy kakao, a to z kolei posypujemy startą czekoladą na tarce o grubych oczkach. Deser chłodzimy w lodówce przez minimum 4 godziny lub przez całą noc. Wyciągamy go tuż przed podaniem. Smacznego!
Deser jest bardzo delikatny, dlatego kawałki tortu przekładamy na talerzyki bardzo ostrożnie. Urzeka jedwabistym kremem z delikatną nutą kawy zmieszanej z alkoholem. Wyszedł pyszny, pyszny, pyszny!!! Pokochacie go od pierwszego wejrzenia i próbowania :-)

Idealny deser dla najważniejszej Kobiety w Waszym Życiu! 

Pozdrawiam Was ciepło!

Rada: nie zrozumcie mnie źle, ale jeśli przepadacie za deserami z alkoholem, możecie wlać ciut likieru do kawy, w której sączymy biszkopty ;-) Zrobiłam tak przy drugiej warstwie :-)

Przepis dodaję do akcji:
Co mamy dla mamy? Dzień Matki 2012Ciasta bez pieczenia

środa, 23 maja 2012

Enchilady z kurczakiem i warzywami oraz surówka po meksykańsku

Prosty i szybki obiad z półproduktów. Mi oczywiście wszystko zajęło więcej czasu niż powinno. Mój nadgarstek powoli powraca do ładu. Oprócz enchilady przygotowałam ryż czerwony -klik- oraz świeżą surówkę. Chociaż do tak dużych porcji wystarczy sama surówka. Podaję przepis na 5 porcji dla bardzo głodnych ludzi :-)
Składniki:
  • 1,5 -2 piersi z kurczaka
  • 1 puszka pomidorów pokrojonych w kostkę (400 g)
  • 1 puszka mieszanki warzywnej meksykańskiej (340 g)
  • 1/2 czerwonej cebuli
  • 5-6 dużych tortilli
  • żółty ser tarty
  • kilka gałązek pietruszki
  • sól i pieprz do smaku
  • 1 łyżka oregano
  • 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego (opcjonalnie)
  • 1/3 filiżanki wody
  • olej do smażenia
Surówka po meksykańsku:
  • 1/2 czerwonej cebuli
  • 3/4 puszki czerwonej fasoli (400 g z zalewą)
  • 1 mała puszka kukurydzy (170 g)
  • 1 świeży ogórek
  • 1 duży pomidor lub dwa małe
  • 4-5 listków sałaty lodowej
  • winegret ziołowy lub oliwa
Piersi z kurczaka pokrój w kostkę, oprósz solą i pieprzem. Usmaż kawałki na rozgrzanym oleju, aż się zarumienią, przewracając co jakiś czas (uwaga: może pryskać). Cebulę posiekaj w kostkę, mieszankę warzywną odcedź. Ser zetrzyj na tarce o grubych oczkach. Na patelni rozgrzej odrobinę oleju, zeszklij cebulkę.
Następnie wlej pokrojone pomidory z zalewą (odstaw 3 łyżki do polania tortilli) oraz mieszankę warzyw (znajdują się tutaj: kukurydza, czerwona fasola, groszek, marchewka). Farsz dopraw solą, pieprzem, wrzuć kilka posiekanych gałązek pietruszki. Możesz również dodać większe kawałki sera.
Wreszcie wlej 1/3 filiżanki przegotowanej wody, po czym rozprowadź w sosie 2 łyżeczki koncentratu - używam go, żeby sos nabrał bardziej wyrazistego koloru. Całość gotuj na średnim ogniu, aż sos zgęstnieje.
Na desce rozłóż placek tortilli, na połowie rozłóż farsz, pomijając brzegi - łatwiej się zwinie, bez niepotrzebnego wypadania farszu.
Nałóż mięso -ilość wedle uznania-, posyp garstką sera. Dwa zewnętrzne naprzeciwległe brzegi zagnij do środka, po czym zacznij zwijać 3 brzeg (przy farszu) do przeciwległego przytrzymując poprzednie 2 (aby zapobiec wypadaniu farszu) - spójrz na zdjęcia.
Zawinięte tortille przełóż do blaszki wysmarowanej oliwą/olejem. Odstawione 3 łyżki pomidorów z zalewą przełóż na małą patelnię, wlej 1/3 filiżanki wody, rozpuść 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego - otrzymasz lejący sos do polania tortilli. Niestety nie miałam w zasięgu drugiej puszki pomidorów, która zdecydowanie wypadłaby lepiej w postaci sosu pomidorowego do polania placków.
Tortille polewamy sosem, posypujemy z wierzchu tartym serem. Do blaszki lub w inne mniejsze naczynia wlewamy odrobinę wody (użyłam ramekiny), wstawiamy do piecyka na inną półkę, dzięki czemu powietrze nabierze wilgoci i zapobiegnie nadmiernemu spieczeniu placków. Pieczemy w temperaturze 180°C przez 20 minut (lub aż tortille będą ciepłe, a ser wyraźnie się stopi).
Może spieczona enchilada rewelacyjnie nie wygląda, ale za to nadrabia smakiem ;-)

W między czasie przygotowujemy surówkę: cebulę kroimy w piórka, ogórka i pomidora w większą kostkę, fasolę i kukurydzę zaś odcedzamy. Wszystkie warzywa mieszamy w misce, na koniec dodając porwaną sałatę. Skrapiamy oliwą (ja z wygody użyłam gotowy winegret). Smacznego!
Najbardziej w pieczonej tortilli lubię smak zapiekanego sera i samą tortillę ;-) Niezbyt wygórowane zestawienie, prawda? Całość dobrze się komponuje, chociaż kawałki kurczaka same w sobie są suche. Zastanawiam się, czy ich wcześniej nie zamarynować w jogurcie, aby nabrały kruchości. A jakie są wasze preferencje i tortillowe sztuczki kulinarne? Pozdrawiam Was cieplutko :-)

Przepis dodaję do akcji (nareszcie!):
Hola Mexico 2
Ps. Mam nadzieję, że nic mi nie umknęło w tym przepisie. Gdybyście zauważyli jakieś nieścisłości lub mieli wątpliwości, napiszcie proszę.

piątek, 18 maja 2012

Pleśniak z rabarbarem

Rabarbarek kwitnie. Cieszą mnie te czerwono-różowe ogonki liściowe :-) Chociaż w pleśniaku dotychczas stosowałam porzeczki, dostępny obecnie rabarbar dobrze współgra ze słodką warstwą bezy oraz dwukolorowym ciastem. Podaję autorski przepis na blaszkę o średnicy 20 cm (każdy z Was zapewne ma jakiś przepis na pleśniaka, wykorzystajcie go śmiało, podmieniając tylko owoce tym czerwonym warzywem)
Składniki:
  • 2 szkl. mąki pszennej
  • 3/4 szkl. cukru + 1 łyżka
  • 3/4 kostki margaryny
  • 3 jajka
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 czubata łyżka dobrego kakao
  • 30 dag rabarbaru
  • 1 op. cukru waniliowego, opcjonalnie
  • 1 łyżka wody, opcjonalnie
Żółtka oddziel od białek, białka w misce schowaj do lodówki. Na stolnicy rozsyp mąkę tworząc charakterystyczny dołek, wlej żółtka, dodaj posiekaną schłodzoną margarynę, proszek do pieczenia, oraz jeśli lubisz słodsze ciasta cukier waniliowy (pominęłam). Całość szybko zagnieć. W razie potrzeby dolej łyżkę wody, aby móc całkowicie zagnieść ciasto.
Ciasto podziel na 2 nierówne części. Mniejszą część (patrząc na kulkę ciasta mieści się w objętości 1/3) zagnieć z rozsypanym kakao. Obie części ciasta włóż do woreczka foliowego, schłodź w zamrażalniku przez minimum 1 godzinę, aż ciasto będzie twarde.
W między czasie wymyj rabarbar, przytnij końcówki łodyg, po czym drobno pokrój. Warzywa wsyp do miski, zasyp 1 łyżką cukru, wymieszaj, odstaw.
Spód blaszki wyłóż papierem do pieczenia lub wysmaruj margaryną i obsyp bułką tartą. Schłodzoną jasną kulę ciasta podziel na dwie równe części, po czym jedną z nich szybko zetrzyj na tarce opuszczając na spód blaszki.
Następnie ciasto pokryj scukrzonym rabarbarem, który z kolei przykryj warstwą startej części kakaowej.
Białka ubij na sztywno, pod koniec ubijania dodawaj stopniowo cukier, nie przestając miksowania. Powinieneś otrzymać gęstą, sztywną masę. Polej nią warstwę kakaową, po czym przykryj białka warstwą startego jasnego ciasta. Piecz w temperaturze 180°C przez 40-55 minut.
Przed zdjęciem obręczy, odkrój brzegi ciasta od blaszki - przede wszystkim upieczona beza spod zewnętrznej warstwy ciasta przyklei się do blaszki. Podawaj ostudzone. Smacznego!

Ciasto jest wyraźnie kwaskowe. Dlatego uprzedzam o tym łasuchów słodkich wypieków. Myślę, że możecie również dodać cukier waniliowy lub łyżkę cukru do samego ciasta w trakcie wyrabiania, albo zasypać owoce większą ilością cukru. W najgorszym razie, zrezygnować z wypieku ;-)
Rabarbar ma swój kwaskowy urok. Wiem, że są wśród Was jego wierni fani. Póki co, zajadam się tym ciastem czytając namiętnie 3 książki na raz. Tak, wiem, to brzmi dziwnie :-) Jak dla mnie, to kompletna nowość. Ale o tym już wkrótce.
Pozdrawiam Was ciepło! 

Przepis dodaję do akcji:

Ps. Minęło 1,5 tygodnia rehabilitacji. Wczoraj chodziłam jak nakręcona. Rano wizyty w szpitalu, w domu sprzątanie, pranie ręczne z ćwiczeniem ręki, półgodzinne zagniatanie ciasta (to ostatnie najbardziej mnie drażniło, ponieważ dopiero w niewielkim stopniu wykręcam nadgarstek :(

Cały wczorajszy dzień zakończyłam bólem chorej ręki. W nocy doszedł ostry, przeszywający ból przy jakimkolwiek ruchu, co po 6 rano poskutkowało pozostaniem w domu i pominięciem porannej rehabilitacji.

Opuchnięta, ze świeżo zagojonym złamaniem, chyba przesadziłam z ćwiczeniami. Kto by pomyślał, że połamanie w okolicy nadgarstka powodujące jego kompletne usztywnienie i wykręcenie, będzie tak upierdliwe. Zrozumie tylko ten, kto tego doświadczył. Dobrze, że wreszcie mogę coś piec. I chociaż trwa to nieziemsko długo - warto :-)

sobota, 5 maja 2012

Muffiny z rabarbarem i prażonymi migdałami

Powroty są piękne. Powroty do zdrowia jeszcze piękniejsze :-) Mimo gipsu na ręce zaczynam stawiać pewniejsze kroki w kuchni. I tak oto powstały, przy pomocy Mamci, muffinki z pierwszym rabarbarem w domu :-) Kwaśny smak złamany prażonymi migdałami. Pycha! Zdały egzamin na majówce :-) Podaję autorski przepis na 12 muffinek
Składniki:
  • 200 - 220 g mąki pszennej tortowej
  • 140 g białego cukru
  • 1 i 1/2 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 op. cukru waniliowego lub łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 100 ml ukwaszonej śmietany 18%
  • 100 g margaryny
  • 2 jajka
  • 50 g posiekanych płatków migdałowych
  • 2 długie łodygi rabarbaru
Ponieważ póki co działam przy pomocy jednej ręki, pozwoliłam sobie na użycie miksera. Wszystkim zdrowym rękom wystarczy widelec lub duża łyżka do wymieszania masy ;-) Rabarbar myjemy, kroimy w kostkę, wrzucamy do miski, gdzie posypujemy łyżką cukru, po czym odstawiamy. W misce mącimy jajka, dolewamy rozpuszczoną, ostudzoną margarynę, mieszamy. Dosypujemy cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia oraz szklankę mąki.
Całość mieszamy, dodajemy również śmietanę, ponownie mieszamy. Wreszcie dosypujemy pozostałą 1/2 szklanki mąki, mieszając. Jeśli ciasto jest rzadkie, dosypujemy mąkę łyżkami, mieszamy. Ciasto powinno być gęste, a wystarczą maksymalnie 2 filiżanki mąki. Na koniec należy wmieszać 3/4 przygotowanych posiekanych migdałów oraz rabarbar.
Blaszkę wykładamy papilotami lub smarujemy margaryną i obsypujemy bułką tartą. Do każdego otworu nakładamy po 2, max. 3 niepełne duże łyżki ciasta. Z wierzchu posypujemy szczyptą posiekanych migdałów. Pieczemy w temperaturze 200°C, lub aż do tzw. suchego patyczka. Ewidentnym znakiem ich upieczenia będzie również równomierny, piękny rumień. Smacznego!
Gdy wyjmiecie je z piecyka, nastąpi miłość od pierwszego wejrzenia. A gdy ich spróbujecie, no cóż, z tęsknym wzrokiem spojrzycie na pozostałe i ochoczo poczęstujecie się kolejną muffinką :-) Do dzieła ;-)

Rabarbar kupiłam kilka dni temu z myślą o pierwszym wypieku po tak długiej tutaj mojej nieobecności. Piekłyśmy je rano 1 maja, razem z Mamą. W pstrykaniu zdjęć pomagał statyw przywieziony dopiero co z Trójmiasta. Popołudniu zaś muffinki wylądowały na gościnie u dziadków :-) Po zajadaniu konieczny był długi spacer ;-) Mój pierwszy tak długi, godzinny spacer po złamaniu i potłuczeniu. Już w następny wtorek wielkie zdejmowanie gipsu! Hip hip hurra! A potem rehabilitacja... Nie chcę tutaj Was zadręczać moimi przykrymi wspomnieniami i przeżyciami, dlatego napiszę tylko:

jak dobrze znowu tu być :-)

Przepis dodaję do akcji:
Czas na piknik 2012!Majówkowe szaleństwo
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Kabka & Bodwick © 2010-2014